
Wygrali wszystkie spotkania podczas turnieju olimpijskiego, każdemu przeciwnikowi strzelając trzy gole. Tymczasem w finale zdobyli tylko jedną, a sami stracili aż dwie. I przegrali z piłkarzami z Meksyku, dla których największym sukcesem na igrzyskach było czwarte miejsce w... 1968 roku. Zaskoczenie? Nie do końca.
REKLAMA
Jeśli nie teraz, to kiedy? Przecież wszyscy faworyci już dawno odpadli z turnieju olimpijskiego. Hiszpania i Urugwaj nie wyszli nawet z grupy, a Meksyk nie był nawet wymieniany jako kandydat do medalu. Chociaż, jak przypomina dzisiejszy "Przegląd Sportowy", akurat z Brazylią we wszystkich młodzieżowych kategoriach wiekowych od wielu lat ma lepszy bilans spotkań.
Jeśli nie ci zawodnicy, to kto? Przecież Brazylia przysłała do Londynu cały arsenał gwiazd w składzie. Neymar z Santosu od lat jest łączony z największymi europejskimi klubami. Podobnie Hulk, który przecież jest wielką gwiazdą FC Porto i były królem strzelców Ligi Europa.
Bartłomiej Rabij
Radio Brazylia
Brazylia sparzyła się na sposobie budowania zespołu. Oni myśleli, że wstawią do składu kilka gwiazd, uzupełnią je paroma przypadkowymi nazwiskami i w cuglach sięgnął po olimpijskie złoto.
To były dwa podstawowe pytania przed dzisiejszym finałem olimpijskiego turnieju piłki nożnej. Mało kto wierzył, że Meksyk może sprawić niespodziankę i zagrodzić Brazylii drogę do pierwszego złotego medalu olimpijskiego. Przecież Canarinhos to pięciokrotni zwycięzcy piłkarskich mistrzostw Świata.
Słaba pomoc Canarinhos
– Brazylia sparzyła się na sposobie budowania zespołu. Oni myśleli, że wstawią do składu kilka gwiazd, uzupełnią je paroma przypadkowymi nazwiskami i w cuglach sięgnął po olimpijskie złoto – mówi naTemat Bartłomiej Rabij, ekspert piłki latynoamerykańskiej, prowadzący projekt Radio Brazylia.
Rabij zwraca też uwagę na pomoc reprezentacji Brazylii, w której najlepsi zawodnicy w Londynie byli głównie... nieobecni z powodu kontuzji. – Carlos Eduardo, Lucas Leiva. Anderson, który ostatnio strasznie przytył i nie przypomina już nawet zawodowego piłkarza – wylicza.
Trudno jednak, patrząc na skład Brazylii, było sądzić, że ich zmiennicy nie będą w stanie poradzić sobie z oczekiwaniami kibiców. A te w kraju kawy są zawsze takie same. Srebrny medal jest traktowany jak porażka. Bez złota piłkarze nie mają po co wracać do kraju, a trener może szukać sobie nowej pracy.
Tak właśnie będzie teraz wyglądać sytuacja Mano Menezesa, który dziś kadrę prowadził w trzydziestym drugim meczu. – Ciągle powtarzał, że zespół jest niezgrany, że potrzebuje więcej czasu. To śmieszne, bo rozegrał z nim przecież tyle spotkań, ile w rok gra się w klubie. Wydaje mi się, że kolejny mecz, towarzyski ze Szwecją, będzie jego ostatnim – przewiduje Rabij.
Brazylia to tylko kilka gwiazd
Dla wielu największym zaskoczeniem w reprezentacji Brazylii było tak małe wykorzystanie przez Menezesa Hulka. Wydawałoby się, że gracz Porto powinien być podstawowym zawodnikiem Canarinhos, a tymczasem nie zgrał on w turnieju ani jednego pełnego meczu. Zdarzyło mu się nawet przesiedzieć jedno spotkanie w całości na ławce rezerwowych (w grupowym spotkaniu z Nową Zelandią).
Zamiast niego w ataku grał Neymar, od kilku lat wielki talent Santosu, oraz Leonardo Damiao, superstrzelec Internacionalu Porto Alegre, w którym rozgegrał ok. 90 spotkań, strzelając 56 goli.
– Komentowałem debiut Damiao w Interze. Pamiętam, że byłem nim oczarowany. To, czego dokonywał na boisku częściej można było zobaczyć w halach podczas meczów futsalu. Popisywał się na przykład bardzo efektownym zagraniem, nazywanym w Brazylii caretilha. Polega ono na przerzuceniu piłki zza pleców, nad głową – ocenia Rabij.
Preczytaj także: Jerzy Piekarzewski: Niemcy zabili mi matkę i siostrę, Ukraińcy rodzinę ojca, a Wojciechowski zabił moją Polonię [wywiad]
Meksykański system szkolenia
Ale jednak to Meksyk sięgnął dziś po złoto i to on przez najbliższe cztery lata będzie mógł chwalić się posiadaniem najlepszego piłkarskiego zespołu młodzieżowego. Dla tych, którzy śledzą meksykańską piłkę nie jest to żadna sensacja. Meksykanie od wielu lat mają bardzo silną ligę, w której grają bardzo bogate kluby.
– Żaden Meksykanin nie myśli nawet o transferze do Europy. Zwyczajnie mu się to nie opłaca. Sportowo przejście do jakiegoś Wigan, czy Swansea też nie jest dla nich atrakcyjne. Wyjątkiem jest tutaj Chicharito, ale on przeszedł do Manchesteru United – wyjaśnia Rabij.
Poza tym Meksyk, w przeciwieństwie do Brazylii przygotowywał się do tego turnieju już od wielu lat. Zespół, którzy dziś sięgnął po olimpijskie złoto ma za sobą już start w Copa America. Meksykanie liczyli się z tym, że mogą nie osiągnąć sukcesu w mistrzostwach kontynentu. Ważniejsze były dla nich jednak igrzyska w Londynie. Dziś okazało się, że taka hierarchia miała sens. Cały Meksyk cieszy się dziś z pierwszego złotego medalu olimpijskiego w piłce nożnej.
A Brazylia? Płacze? Na pewno część kibiców tak, ale inni, wkurzeni wyrzucili dziś telewizory przez okno, a jutro będą żądać dymisji trenera Menezesa. Jedni i drudzy na złoto będą musieli poczekać co najmniej cztery lata. Wówczas będzie jeszcze lepsza okazja do triumfu, niż w tym roku. W końcu kolejne igrzyska odbędą się w Rio de Janeiro.