
Uczę się polskiego już od dłuższego czasu, ale nadal nie mogę pojąć, co znaczy "Polska dla Polaków" – mówi Artem Manuilov, mieszkający w Warszawie aktor filmowy i teatralny z Ukrainy, który we wtorek został zaatakowany w autobusie linii 116 na wysokości Krakowskiego Przedmieścia.
Dlaczego nie świętujecie radośnie, tylko z niepokojącą energią? Przecież możecie być dumni z tego, jak Polska się rozwinęła po 1989 roku. Życzyłbym Ukrainie tego samego. Jesteście jednym z niewielu postsowieckich krajów, które się wybiły.
Zacząłem do niego krzyczeć 'dlaczego to zrobiłeś, przeproś', ale on mnie zignorował. Zero reakcji.
Zapytałem policjantów, czy możemy jechać na komendę, bym złożył doniesienie. Powiedzieli, że to nie ma sensu, bo nie wiadomo kim jest sprawca. Nie wierzyłem w to co słyszę. Przecież miałem zdjęcie!
Ta sytuacja otworzyła mi oczy. Na co dzień obracam się wśród artystów: osób inteligentnych, wykształconych, tolerancyjnych. Myślałem, że ksenofobia to coś, co spotyka innych, a nie mnie. Zrozumiałem, że moje otoczenie nie jest jak cała Polska.
By wiedzieli, do kogo się zwrócić, a potem otrzymali pomoc, a nie wymówki.
