
Mitt Romney poinformował o swoim wyborze na stanowisko potencjalnego wiceprezydenta. Jeśli wygra kandydat republikanów, wsparciem dla przyszłej głowy państwa oraz jej zastępcą zostanie Paul Ryan. Polityk popularny, polityk ceniony ale też polityk niczym się nie wyróżniający. Czy Ryan będzie wystarczającym wsparciem dla kandydatury Romneya?
REKLAMA
"Sensacja. W Wisconsin znaleziono osobę mniej interesującą od samego Romneya" słusznie zauważa Andy Borowitz w New Yorkerze. Bo Ryan może i jest popularny, i jak na szeregi republikanów wydaje się jednym z lepszych kandydatów, jednak jest do bólu nijaki i na wskroś nudny. Podobnie jak jego republikański kolega – Mitt Romney.
O kandydacie na wiceprezydenta z ramienia Partii Republikańskiej rozmawiamy z dr. Grzegorzem Kostrzewą-Zorbasem, amerykanistą, absolwentem uniwersytetu Georgetown oraz Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa w Waszyngtonie.
Po nominacji Ryana w Stanach mówi się, że jest to kandydatura nudna, polityk nijaki, osoba bez charyzmy.
No, charyzmy to on ma więcej od Romneya, o co nie trudno (śmiech). Stara się też trochę o taką przebojowość, co próbował pokazać dzisiaj w trakcie ogłoszenia nominacji, kiedy to wbiegł na mównicę zaczął od "wow", "hi". Zachowuje się trochę jak postać z sitcomu. Trochę niepoważnie. To wszystko było nie na miejscu, bo przecież jest człowiekiem, który w każdej chwili musi być gotowy na przejęcie sterów nad ogromnym mocarstwem.
Ja bym jednak nie powiedział że on jest nudny i że brak mu wyrazistości. Ale to rzeczywiście pan nikt, szczególnie jeśli chodzi o obecność polityczną.
Co warto wiedzieć o kandydacie na wiceprezydenta?
To przede wszystkim konserwatysta fiskalny, i z tego przede wszystkim jest znany. Ostry zwolennik gigantycznych cieć w budżecie federalnym Stanów Zjednoczonych, i to długoterminowych. Główny autor tego typu projektów. On był przewodniczącym komisji budżetu zajmującej się kwestiami cięć w wydatkach.
Jego projekty przewidują kilkakrotne zmniejszenie części stałej budżetu, tak zwanych wydatków sztywnych i ogólne zmniejszenie obecności państwa w życiu obywateli. Najbardziej skrajna wersja (to był jego plan z 2011 roku) miała za cel zmniejszenie do 2050 roku wydatków sztywnych trzykrotnie. Do poziomu trzech procent PKB. Od razu krytycy zauważyli, że z tego musiałoby wyniknąć radykalne ograniczenie na obronę, które od II wojny światowej nie spadają poniżej 3 procent PKB, i to na same militaria. To wywołało burzę w środowiskach wojskowych, dlatego później się z tego wykręcał.
Coś poza sprawami budżetu, finansów?
On jest aktywny prawie wyłącznie w sprawach finansów publicznych. Zaistniał w bardzo niewielu innych kwestiach. Wśród nielicznych był sprzeciw wobec cenzury internetu SOPA. Ruch antyACTA za to go ceni. To jest jednak uboczny, nieistotny wątek jego działalności. Nie zajmuje się realną gospodarką, przemysłem, handlem. Uważa że rynek, niewidzialna ręka rynku się tym zatroszczy. Jego interesują praktycznie tylko finanse publiczne. W tej dziedzinie oprócz ograniczeń wydatków, drugi ważny zestaw jego projektów to obniżanie podatków. Między innymi w jednej z wersji chciał całkowitego zniesienia podatków od przedsiębiorstw, od zysków kapitałowych, chce obniżenia podatków od dochodów osobistych.
Ryan dotąd nie był akceptowany przez Tea Party. Ona nie akceptowała Ryana, bo chce jeszcze głębszych ale przede wszystkim szybszych cięć. Ma mu za złe, że głosował za wszystkimi programami pomocy – wykupem banków i innych instytucji finansowych oraz za wykupem korporacji samochodowych. On jest z okręgu, gdzie znajdują się wszystkie największe amerykańskie koncerny samochodowe. Gdyby głosował przeciw, mógłby nie wracać do stanu.
Co z tego wynika?
To wszystko powoduje, że Ryan jest postacią prowokującą, wywołującą sprzeciw, zarówno przeciwników w kongresie jak i w administracji. Obama zarzucił mu zamiar ograniczenia Medicare ("to darwiniwzm społeczny, za cienkim woalem, za cienką zasłoną" mówił). Starsi słabsi, biedniejsi wymrą szybciej. To bardzo ostry zarzut.
W Stanach mówi się, że Ryan nie nadaje się na wiceprezydenta.
Ryanowi przeciwnicy zarzucają jednowymiarowość i brak doświadczenia jak na potrzeby przyszłego wiceprezydenta. Te zarzuty są podobne do stawianych Sarze Palin cztery lata temu. Ryan ma 42 lata, to jak na standardy amerykańskie bardzo mało. Na wielu ważnych dziedzinach polityki federalnej się nie zna i nigdy się nimi nie zajmował.
Ryan jest katolikiem.
To jest szczególnie istotna informacja dla Polaków, również dla Polonii. To też ważne dla Romneya. Katolicy to największe w tej chwili wyznanie w Stanach Zjednoczonych. Ale w swoim radykalizmie fiskalnym, naraził się Kościołowi Katolickiemu. Konferencja episkopatu w Stanach Zjednoczonych wydała bardzo krytyczne wobec niego oświadczenie wraz z obszernym uzasadnieniem teologiczno-etycznym, z zarzutem sprzeczności z nauką społeczną Kościoła Katolickiego.
Po co on Romeyowi i Partii republikańskiej?
Żeby zmobilizować twardy elektorat konserwatystów fiskalnych, nie twardy elektorat konserwatywny społeczny, socjalny, etyczny jak cztery lata temu w przypadku Palin. U Ryana konserwatyzm fiskalny to sto procent wizerunku. Co to znaczy zmobilizować? Spowodować żeby poszli na wybory. W USA jest bardzo niska frekwencja wyborcza, spośród demokratycznych krajów świata, dużych, jest prawie najniższa (niższą mamy tylko w Polsce). To oznacza, że szczególnie duże różnice wyniku można osiągną mobilizując do głosowania elektorat, który nie zamierza głosować. Trudno przekonywać do zmian poglądów, łatwiej jest zmusić tych, którzy nie pójdą na głosowanie. Taki cel z resztą mają hasła całej amerykańskiej kampanii – zmobilizować pobudzić, zenergetyzować.
Jest bardzo prawdopodobne, że ten wybór okaże się błędem. Ryan sprowokuje mobilizację drugiej strony. Na każde sto tysięcy konserwatystów w lokalach wyborczych może się okazać, że przybędzie 150 tysięcy demokratów.


