"Moja odpowiedź brzmi: Nie". Broniarz krótko o efektach rozmów z rządem

Strajk nauczycieli. Broniarz o rozmowach z rządem: "moja odpowiedź brzmi - nie".
Strajk nauczycieli. Broniarz o rozmowach z rządem: "moja odpowiedź brzmi - nie". Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Niecałe trzy godziny - nie licząc przerwy w obradach - trwały rozmowy nauczycieli-związkowców z przedstawicielami rządu. Rezultat nie zaskakuje – nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało dojść do porozumienia. Tuż po zakończeniu negocjacji szef ZNP Sławomir Broniarz wysłał krótkiego tweeta.


Wicepremier prosi o konsultacje
"Propozycja rządu dotyczy wzrostu pensum o 2 godz., wzrostu średniego wynagrodzenia o 250 zł dla dyplom. To daje netto do zasadniczego ok. 125 zł. Premier Szydło prosi o konsultacje ze środowiskiem. A więc pytam. Moja odpowiedz brzmi -Nie. Ale pytam moich kolegów" – napisał na Twitterze lider Związku Nauczycielstwa Polskiego.Nie jest to zatem oficjalna odpowiedź związku, a jedynie deklaracja jego prezesa. Trudno jednak sądzić, aby większość strajkujących tę propozycję rządu zaakceptowała (o stanowisku strony rządowej Łukasz Grzegorczyk pisze tutaj).


Później, na konferencji prasowej w Centrum "Dialog", związkowcy tłumaczyli, dlaczego nie doszło do porozumienia. Broniarz wyjaśniał, że złożona na piśmie propozycja dotycząca rozłożenia w czasie projektowanego wzrostu wynagrodzeń w 2019 roku o 30 proc. została przez rząd odrzucona. W odpowiedzi zaproponowano wzrost pensum od września przyszłego roku i rekompensatę w wysokości ok. 125 zł netto dla nauczycieli dyplomowanych.


– Mamy iść do naszych koleżanek i kolegów z informacją, prośbą o konsultacje dotyczące propozycji strony rządowej, bo pani premier oczekuje, że być może środowisko zareaguje inaczej, aniżeli kierownictwo związku. Zapewniam panią premier, że o takie stosowne konsultacje pokusimy się i to niezwłocznie – mówił dziennikarzom Sławomir Broniarz.


Problem z maturami
Czwartek to 11. dzień strajku i coraz poważniejszym problemem dla obu stron sporu stają się matury. Wśród polityków PiS pojawił się pomysł, aby koniecznej klasyfikacji uczniów mógł dokonywać samodzielnie dyrektor szkoły, bez udziału całej rady pedagogicznej. Z samymi egzaminami da się poradzić tak, jak to zrobiono podczas egzaminów ósmoklasistów – angażując księży, zakonnice, leśników czy funkcjonariuszy Służby Więziennej. Ale co z maturami ustnymi?

"Gazeta Wyborcza" dowiedziała się, że PiS rozważa "amnestię maturalną". To by oznaczało, że ustne egzaminy maturalne w tym roku byłyby zawieszone. Nie byłoby to większym problemem, bo ich wyniki i tak nie są brane pod uwagę przy rekrutacji na studia.