
Gdyby nie nagrody, które sportowcy otrzymują od swoich związków, zmagania podczas igrzysk w Londynie toczyłyby się tylko o prestiż. Tak wynikałoby z czysto ekonomicznego rachunku, który opublikowało CNN. Amerykańska stacja podała, ile warte są krążki, które zawodnicy otrzymują za osiągane wyniki.
REKLAMA
Gdyby zapytać dziesięciu sportowców z różnych krajów, startujących w Londynie w rywalizacji w różnych dyscyplinach, prawdopodobnie i tak dziewięciu z nich odpowiedziałoby, że każdy medal jest bezcenny. Oczywiście złoty najcenniejszy, ale nawet brązowy będzie przez długie lata zdobił galerię w pokoju gościnnym.
Nic dziwnego, w końcu medal ma głównie wartość symboliczną. Jest potwierdzeniem zwycięstwa w sportowej rywalizacji, z najlepszymi zawodnikami na świecie. Jest nagrodą za lata wyrzeczeń i miesiące treningów podczas przygotowań do igrzysk. Ale ile tak naprawdę jest warty na rynku?
Cena medalu
Otylia Jędrzejczak swój złoty olimpijski medal z igrzysk w Atenach przekazała na aukcję charytatywną. Licytacja jej krążka zakończyła się na kwocie 250 tysięcy złotych. Całą kwotę polska pływaczka przekazała później Klinice Onkologii i Hematologii we Wrocławiu. Za ten gest otrzymała potem statuetkę "Bohaterki Europy" przyznawaną przez dziennik "Time".
Otylia Jędrzejczak swój złoty olimpijski medal z igrzysk w Atenach przekazała na aukcję charytatywną. Licytacja jej krążka zakończyła się na kwocie 250 tysięcy złotych. Całą kwotę polska pływaczka przekazała później Klinice Onkologii i Hematologii we Wrocławiu. Za ten gest otrzymała potem statuetkę "Bohaterki Europy" przyznawaną przez dziennik "Time".
Sprzedaż medalu na aukcji nie jest bardzo popularna. Jest jednak chyba jedyną metodą uzyskania za krążek jakiejś konkretnej kwoty. Gdyby Otylia chciała sprzedać swoje "złoto" na wolnym rynku otrzymałaby za nie ledwie procent kwoty, którą uzyskała podczas aukcji.
Według CNN, złoty medal olimpijski z igrzysk w Londynie na wolnym rynku jest warty około 650 dolarów amerykańskich. Dużo tańszy jest srebrny krążek, za którego według amerykańskiej stacji można otrzymać około 330 dolarów. Gdyby ktoś chciał sprzedać olimpijski brąz, najłatwiej byłoby mu wymienić go na kawę w restauracji w Stanach Zjednoczonych. Dziennikarze wycenili go bowiem na 5 dolarów.
Za nagrody da się żyć
Jak już wspomniałem na początku, jedyne, o co walczą sportowcy w Londynie to nagrody od związków. Oczywiście tylko ci spośród zawodników, którzy do Anglii przyjechali po to, aby wygrywając, zarobić trochę pieniędzy. Jestem przekonany, że większość walczy jednak o prestiż, z którym wiąże się zwycięstwo w olimpijskiej rywalizacji.
Jak już wspomniałem na początku, jedyne, o co walczą sportowcy w Londynie to nagrody od związków. Oczywiście tylko ci spośród zawodników, którzy do Anglii przyjechali po to, aby wygrywając, zarobić trochę pieniędzy. Jestem przekonany, że większość walczy jednak o prestiż, z którym wiąże się zwycięstwo w olimpijskiej rywalizacji.
Jeśli jednak skupić się na aspekcie finansowym najkorzystniej złoty medal zdobyć jest Singapurczykom. Za każde zwycięstwo ich związek wypłaca bowiem aż 780 tysięcy dolarów. To prawie o połowę więcej niż druga pod względem wysokości premia, którą otrzymują reprezentanci Azerbejdżanu. Najhojniejszym europejskim krajem są Włosi, którzy swoim zawodnikom płacą 172 tysiące dolarów.
Polacy za triumf podczas igrzysk mogą liczyć na 100 tysięcy, ale złotych. Za srebro PKOl wypłaca 80, a za brąz 50 tysięcy. Do tego dochodząc dodatkowe nagrody pieniężne, przyznawane przez poszczególne związki. Najlepiej na zwycięstwie w olimpijskim turnieju wyszliby siatkarze. Gdyby podopieczni Andrea Anastasiego zdobyli pierwsze od 1976 roku olimpijskie złoto, otrzymaliby do podziały ok. 750 tysięcy złotych.
Z krążkiem w pierwszej klasie
Są jednak kraje, które za zwycięstwo w olimpijskiej rywalizacji nie płacą zawodnikom ani grosza. Jak podaje Jacqueline Mangay w "The Telegraph", nawet jednego funta nie otrzymają za złoto Brytyjczycy. Rodakom agenta 007 musi wystarczyć prestiż związany z tytułem szlacheckim przyznawanym przez królową. Z kolei Hindusi, jak podaje Reuters, w nagrodę za triumf w igrzyskach mogą zostać... trenerami kadry.
Są jednak kraje, które za zwycięstwo w olimpijskiej rywalizacji nie płacą zawodnikom ani grosza. Jak podaje Jacqueline Mangay w "The Telegraph", nawet jednego funta nie otrzymają za złoto Brytyjczycy. Rodakom agenta 007 musi wystarczyć prestiż związany z tytułem szlacheckim przyznawanym przez królową. Z kolei Hindusi, jak podaje Reuters, w nagrodę za triumf w igrzyskach mogą zostać... trenerami kadry.
Z kolei reprezentant Australii, który na wyspę kangurów będzie wracał ze złotem na szyi, otrzyma w nagrodę bilet lotniczy na miejsce w pierwszej klasie. Być może najbardziej szczęśliwym olimpijczykiem będzie Rosjanin Mansur Isajew, złoty medalista olimpijski w judo w kategorii 73 kg. Wszystko za sprawą Michaiła Jurewicza, gubernatora obwodu czelabińskiego, który każdemu rosyjskiemu lekkoatlecie ze złotem przekaże okrągły milion dolarów.