
Nie tylko wczasy nad morzem są sposobem na to, by odpocząć. Niektórzy wybierają pielgrzymkę. Trudów dwutygodniowej wędrówki nie boją się politycy. Paweł Kowal, przewodniczący PJN zdradza nam jednak, że łatwo nie jest.
REKLAMA
Pielgrzymka nie jest dla wszystkich. Paweł Kowal, prezes PJN jednak daje radę. Choć wygląda na to, że nie tylko się modli, dużo też pisze na Twitterze.
Ciężka ta pielgrzymka?
Paweł Kowal: Dziś mamy przedostatni dzień. Jest ciężko, zawsze coś wypadnie nie tak, jakbyśmy chcieli. A to za gorąco, a to za zimno, bąble na stopach, bóle mięśni. Dziennie robimy 30-40 kilometrów, to jest wysiłek.
Pan ma bąble na nogach?
(śmiech) Nie, jakoś się uchowałem. Jako młody chłopak chodziłem na pielgrzymki. Jednak to dopiero mój drugi raz jako dorosłej osoby.
(śmiech) Nie, jakoś się uchowałem. Jako młody chłopak chodziłem na pielgrzymki. Jednak to dopiero mój drugi raz jako dorosłej osoby.
Są tam też inni politycy? Ma pan z kim "politykować"?
Idę w czapce, żeby jak najmniej ludzi mnie rozpoznawało. Staram się skupić na modlitwie, refleksji. Z tego co wiem, Janek Dziedziczak chodzi często, ale chyba w innym okręgu. Chyba Paweł Poncyljusz również się wybrał, ale ja ich nie spotkałem.
W jakim celu wybrał się pan na pielgrzymkę? Chodzi tylko o modlitwę i refleksję?
Mam mało wolnego czasu, także cieszę się, że udało mi się pójść na pielgrzymkę. Moim celem jest modlitwa. Każdy dzień poświęcam jakiejś innej myśli przewodniej. Raz proszę o zdrowie bliskich, innym razem zastanawiam się jak powinien postępować polityk.
Na Twitterze regularnie pan się wypowiada. Czemu pan tweetuje zamiast się modlić?
Nie jestem na bieżąco z polityką. To asystenci piszą w moim imieniu. Ja jestem autorem tylko tych wpisów, które odnoszą się do pielgrzymki. Gdzie jesteśmy, co robiliśmy, tego typu rzeczy. Zresztą komórki nie są tu zakazane. Zazwyczaj po wieczornym apelu sprawdza się co słychać u bliskich i znajomych.
Przeczytaj też: Pielgrzymki ruszają, ale pątników ubywa. "Bo cool jest urlop na Ibizie, nie na Jasnej Górze"
Skoro już rozmawiamy o religii, to czy z wizyty patriarchy Cyryla wyjdzie coś dobrego?
To wizyta religijna i taka powinna pozostać. Osobiście cieszę się, że przyjeżdża do Warszawy. Czytałem wywiad abp Michalika dla Katolickiej Agencji Informacyjnej. Dobrze, że ma on sprecyzowaną wizję, jak to partnerstwo powinno wyglądać. Cyryla powinno się przyjąć jak przywódcę kościelnego, z wszelkimi honorami. Ważne, by tej wizyty nie upolityczniać. Każdy, kto spróbuje w pozytywnym lub negatywnym sensie połączyć ją z polityką, sprzeciwi się ogólnemu zamysłowi. Ta wizyta przyniesie dużo dobrego, jeśli chodzi o partnerstwo kościołów ale dopiero w przyszłości. Jeszcze nie teraz, bo nie jesteśmy na to do końca gotowi.