Od lewej: Paul Ryan, "młody" kandydat na wiceprezydenta USA i Bartosz Arłukowicz, "młody" minister zdrowia
Od lewej: Paul Ryan, "młody" kandydat na wiceprezydenta USA i Bartosz Arłukowicz, "młody" minister zdrowia Fot. Mieczysław Michalak / Kuba Atys / Agencja Gazeta / Gage Skidmore / http://bit.ly/QuNBfc / CC-BY SA http://bit.ly/2oQJN

W polityce 40-latek to jeszcze młody człowiek. Często mówi się, że za młody, by zostać prezydentem lub premierem. Powoli się to zmienia, bo partie polityczne, by skusić młodych wyborców, stawiają na świeżą krew.

REKLAMA
Określenie "polityk" kojarzy się głównie z siwymi panami w garniturach lub dojrzałymi,
statecznymi paniami w żakietach. To się jednak zmienia: coraz częściej w polityce,
nawet na wysokich szczeblach, widać "młodych" ludzi.
Młody to jednak, w zależności od szczebla, określenie dość płynne. O 42-letnim Paulu Ryanie, nowym kandydacie na wiceprezydenta USA, pisze się, że jest młody – jak na to stanowisko. Dla porównania: Barack Obama został prezydentem, mając raptem 5 lat więcej, niż obecnie ma Ryan. Również w Polsce coraz częściej partie, ale też rządy, stawiają na młodych. Tylko czy można mówić już o zmianie pokoleniowej, czy "młodzi" są raczej kwiatkiem do kożucha?
Chłopiec do bicia
O Ryanie, jako kandydacie na wiceprezydenta, słusznie mówi się "młody". Trzej ostatni politycy, piastujący to stanowisko – Al Gore, Dick Cheney i Joe Biden – byli co najmniej

Należał do wielu partii politycznych. Chodzą opinie, że zwiedził ich więcej niż inni politycy. Oczywiście, był i jest to format chrześcijański, prawicowy, konserwatywny. Inaczej być nie może. Byłoby to sprzeczne z jego ideologią i światopoglądem. Precz z komuną! Precz z Platformą! Precz ze wszystkimi poza nami! CZYTAJ WIĘCEJ

10 lat starsi od Ryana, gdy obejmowali urząd. Wszyscy trzej urodzili się jeszcze przed 1950 rokiem, Ryan zaś w 1970 roku.
Politolog dr Wojciech Jabłoński przypomina jednak, by pamiętać o specyfice pracy wiceprezydenta w USA. – On w USA nie jest, de facto, zastępcą prezydenta, a raczej takim chłopcem do bicia. Do tej pory ci chłopcy byli starzy, teraz być może będzie młody – mówi dr Jabłoński.
– To jednak o niczym nie świadczy – przestrzega politolog. Na pewno nie może być mowy o zmianie pokoleniowej. – Wręcz przeciwnie, może być tak, że został wskazany na to stanowisko, żeby ewentualnie już zakończył karierę.
Rzucani na pożarcie
Taki zabieg – wystawiania młodych, by zebrali cięgi i zawalili karierę – nie jest ani nowy, ani specyficzny tylko dla USA. W Polsce też mieliśmy do czynienia z sytuacjami, gdy partie "stawiały na młodych", a faktycznie po prostu rzucano ich na pożarcie.
– W Polsce ta fasadowość odświeżania partii młodymi jest jeszcze bardziej widoczna. Przykładem może być tu SLD, gdzie do kierowania partią dopuszczono "młodego" Grzegorza Napieralskiego, a potem, gdy mu się nie udało, wrócił "stary" Leszek Miller – wskazuje dr Jabłoński.
SLD - partia młodych
Gdy Grzegorz Napieralski dochodził do władzy, mówiło się, że Sojusz wymienia "starych", którzy już sobie nie dają rady. Dziś jednak widać, że usunięcie się w cień ze strony starszyzny było przemyślane. SLD osłabione aferami i słabymi rządami musiało odświeżyć swój wizerunek. "Beton" zszedł ze sceny, zostawił miejsce młodym.
Grzegorz Napieralski nie zdołał jednak uratować SLD przed spadkiem popularności
i w efekcie został odsunięty od władzy w partii. Władzy, do której tryumfalnie "wrócili" – bo czy kiedykolwiek od niej odeszli? – starzy. Dziś to "beton" gra pierwsze skrzypce, a jego symbolem jest Leszek Miller.
Jak wystawić młodego
SLD miało jeszcze inną historię z "młodym": Wojciechem Olejniczakiem. Obecny
Anonimowy poseł
W Sejmie od 20 lat

Tak to już po prostu jest. Starsi się boją młodych, więc wrzucają ich na głęboką wodę. Albo dają wolną rękę. Gdzieś w końcu ci młodzieńcy się potkną, wywrócą, a potem to już nie są żadnym zagrożeniem.

europoseł został ministrem rolnictwa w wieku 27 lat. – Aleksander Kwaśniewski mówił do niego "Wojtku", tak niby po ojcowsku. Ale to pokazywało, kto gdzie jest w hierarchii – przypomina dr Jabłoński.
Jeden ze znanych i doświadczonych polityków przyznaje anonimowo: – Tak to już po prostu jest. Starsi się boją młodych, więc wrzucają ich na głęboką wodę. Albo dają wolną rękę. Gdzieś w końcu ci młodzieńcy się potkną, wywrócą, a potem to już nie są żadnym zagrożeniem.
W każdej partii tak samo
Jak zaznacza jednak dr Jabłoński, rodzaje "młodych" są dwa: cisi i spokojni oraz "medialni wojownicy". Ci pierwsi to typ obecnego ministra pracy – Władysława Kosiniaka-Kamysza, który się nie wychyla. To ci drudzy - bitni i z zapałem – najczęściej padają ofiarami politycznych rozgrywek, gdy przestaje podobać im się rola dyżurnego w mediach. – Ci medialni zawsze potem chcą być kimś więcej, a na to już nie można pozwolić – wyjaśnia dr Jabłoński.
– Jak na przykład Jacek Kurski, który był tym bulterierem, a potem trzeba było go odsunąć na bok – wskazuje politolog. Nasz anonimowy rozmówca dodatkowo podkreśla: – To się dzieje wszędzie, nie tylko w SLD. Proszę popatrzeć co się stało dzisiaj z panem Hofmanem. Miał być wschodzącą gwiazdą Prawa i Sprawiedliwości.
Za bardzo urósł, więc został szefem partyjnego okręgu i mówi się, że go prezes zdegradował. I to nie dotyczy tylko PiS, tak samo jest w PSL, PO, nawet w rządzie.
Mucha stracona?...
"Fasadowość" w funkcjonowaniu młodych w rządzie najlepiej pokazują ministrowie sportu i zdrowia. Joanna Mucha i Bartosz Arłukowicz, jak wskazuje dr Wojciech Jabłoński, chociaż są młodzi, to wątpliwe, by zaszli gdzieś dalej w polityce. – Mucha,

W obecnym Sejmie działa dziewięćdziesiąt zespołów parlamentarnych. Ich działalność, a nawet zasadność nie podlega żadnej kontroli. Mamy, więc po kilka zespołów zajmujących się tą samą sprawą, mamy też kilkanaście, którym przez kilka miesięcy udało się spotkać raz, aby zatwierdzić regulamin i wybrać przewodniczącego. CZYTAJ WIĘCEJ

nawet jeśli przyjąć, że Euro było propagandowym sukcesem, i tak ma małe szanse na dalszą karierę – ocenia politolog.
Nie da się ukryć, że najczęściej ministra sportu ocenia się go przez pryzmat osiągów naszych sportowców. A te, ostatnimi czasy, są raczej mierne. Do tego Mucha zaliczyła już nie tylko kilka wpadek wizerunkowych, ale zmaga się z tymi samymi,
niemal nierozwiązywalnymi problemami, co jej poprzednicy: brakiem pieniędzy i PZPN-em. A że oba te problemy trudno rozwiązać, to pani minister ma małe szanse na zwiększenie swojej popularności.
... A z nią Arłukowicz
Również Bartosz Arłukowicz nie może liczyć na łaskę wyborców, jego resort jest jeszcze trudniejszy. Premier zdążył uchować Ewę Kopacz od gniewu społeczeństwa wywołanego ustawą refundacujną, cięgi zebrał Arłukowicz. Jego gwiazda, która pojawiła się przy okazji hazardowej komisji śledczej, szybko blaknie. – Wypycha się młodych, dobrze wyglądających, ale bez kompetencji. Chodzi w tym o efekt
medialny – stwierdza dr Jabłoński. – Ale tak naprawdę ci młodzi mają się wypalić, zużyć, żeby nie zaszkodzili starym.
Ten mechanizm pozwala "starym" nie tylko uniknąć linczu od wyborców, ale też wybić się na tle młodych. Pokazać: a nie mówiliśmy, że do tego trzeba doświadczenia? Ewentualnie młodzi też są po prostu "kasowani" w oczach opinii publicznej. Bartosz Arłukowicz ma małe szanse, by uratować polską służbę zdrowia i w świadomości wyborców zapewne zapisze się negatywnie.
Betonowy wyjątek
Jedynym "młodym", który odniósł spektakularny sukces w Polsce, był Aleksander Kwaśniewski. Gdy w 1995 roku został prezydentem, miał zaledwie 41 lat. Jak wyjaśnia dr Jabłoński, jego sytuacja była zupełnie inna, niż inne przedstawione. Kwaśniewski skupił bowiem wokół siebie pewne środowiska, potrafił je zjednoczyć. - Ale i udowodnił swoją wartość wygrywając z Wałęsą - przypomina dr Jabłoński. Dzięki temu Kwaśniewski nie tylko się nie wypalił, ale i skorzystał - do dziś jest znaczącym politykiem, choć nieaktywnym.
Większość "młodych", którzy mają błyszczeć długie lata, szybko jednak się wypala. Kwiatek kwiatkiem, ale wszyscy wiedzą, że to kożuch jest najważniejszy.