7 najmocniejszych momentów z filmu "Tylko nie mów nikomu" o pedofilach w sutannach

Dokument Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu" o księżach-pedofilach opowiada o czynach 9 duchownych.
Dokument Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu" o księżach-pedofilach opowiada o czynach 9 duchownych. Fot. screen ze strony YouTube.com / Sekielski
Tego filmu nie da się obejrzeć na spokojnie. Uprzedzam – to będą dwie godziny ze ściśniętym żołądkiem i sercem w gardle.


Dokument "Tylko nie mów nikomu" to historie w sumie dziewięciu księży-pedofilów. Poznajemy je najczęściej z relacji samych ofiar. Ale i sami oprawcy w paru miejscach zabierają głos. A gdy już mówią, to tak, że nie sposób przyjąć tego ze spokojem. Każdy, kto obejrzy film Tomasza Sekielskiego, na długo zapamięta wiele kadrów, wiele słów. Na pewno wśród nich będzie tych siedem momentów.


1. Masturbował się ksiądz moimi rękami

Annę Misiewicz podziwiam za jej odwagę. Za to, że odważyła się opowiedzieć w filmie o tym, co spotkało ją jako 7-letnią dziewczynkę ze strony ówczesnego proboszcza parafii w świętokrzyskiej Topoli. Za to, że zdecydowała się wrócić w to miejsce, gdzie została skrzywdzona na całe życie. Ale chyba przede wszystkim za to, że w wieku 39 lat postanowiła spojrzeć księdzu kanonikowi Janowi A. prosto w oczy.

Odwiedza starszego duchownego w Domu Księży Emerytów w Kielcach, gdzie oprawca spędza jesień swojego życia otoczony troskliwą opieką sióstr zakonnych przynoszących mu jabłuszko. Okazuje się, że mimo upływu ponad 30 lat ks. Jan doskonale pamięta Annę. Że "była grzeczna".


Gdy zaczynają padać trudne pytania, ksiądz jakby badał, ile Anna pamięta. A gdy okazuje się, że pamięta wszystko, zaczyna się tłumaczyć. "Często odprawiam msze święte za te osoby, które skrzywdziłem" - mówi ks. Jan, potwierdzając, że ofiar było więcej, a mnie aż oblewa zimny pot. Tylko na tyle go stać?! Jeszcze próbuje tłumaczyć sam siebie, że "diabeł zebrał żniwo"!

2. Dlaczego ja?

W tej rozmowie mocnych momentów jest wiele więcej. Gdy Anna próbuje się dowiedzieć, dlaczego to akurat ją duchowny obrał na swoją ofiarę, w odpowiedzi słyszy, że to "ojcowskie instynkty się w nim odezwały".
A po chwili robi mi się z wściekłości gorąco, jak słyszę, iż szkoda, że Anna nie przyszła wcześniej, zanim trafił do Domu Księży Emerytów, bo "może wtedy by jej to jakoś wynagrodził". Że co???

Anna jeszcze zachowuje spokój. Wysłuchuje jego utyskiwań księdza kanonika, że boi się Bożej sprawiedliwości. Pęka w niej wszystko, gdy duchowny w ramach przeprosin próbuje pocałować ją w rękę. Wybucha krzykiem. Ucieka z pokoju. Przed Domem Księży Emerytów zaczyna szlochać. A widz płacze razem z nią.

3. Czepia się pan księdza, bo siedział w więzieniu

Historie w filmie Sekielskiego płynnie przechodzą jedna w drugą. Napisy w lewym górnym rogu ekranu informują, że zmieniamy miasto, diecezję. Bo opisane w dokumencie fakty miały miejsce w różnych częściach kraju.

Tym razem chodzi o Warszawę i księdza, który odsiedział wyrok za wykorzystywanie seksualne 7-letnich dziewczynek. W filmie występują nastolatki, które opowiadają, gdzie ks. Dariusz Olejniczak je dotykał i za co poszedł do więzienia i za co dostał dożywotni zakaz pracy z dziećmi.

Wyszedł zza krat, a tymczasem... widzimy go na ekranie, jak - jako misjonarz z Warszawy - odprawia rekolekcje dla dzieci w kościele w Malborku.
Czyli, po pierwsze - nie został wydalony ze stanu kapłańskiego, a po drugie - głosi Słowo Boże otoczony małymi dziećmi, choć powinien się trzymać od nich z daleka. Narzeka przy tym na kapłański los w dzisiejszych czasach, że księża mają "przehukane".

Tomasz Sekielski wraz z ekipą dopada ks. Olejniczaka parę dni później, gdy ten z kolejnymi rekolekcjami pojechał do Białegostoku. Rekolekcjonista zamyka się przed dziennikarzami na klucz. A proboszcz białostockiej parafii ekipie nie ma do powiedzenia właściwie nic poza tym, że "wy to straszne hieny jesteście", co "czepiają się księdza, bo siedział w więzieniu". Pięść mimowolnie się zaciska...

4. Masz nie mówić mamie, bo urwie ci pisiolka

W filmie pojawia się też znana już wcześniej sprawa ks. Andrzeja Skarżyńskiego, Marek Mielewczyk już wcześniej podjął kroki prawne wobec duchownego i o wszystkim poinformował media. Ale ofiar jest więcej - Tomasz Sekielski dotarł do kolejnych osób, które z bolesnymi szczegółami opowiadają, jak duchowny miał je początkowo nakłaniać, by je odwiedziły w jego pokoju, co z nimi robił, a potem - jak je zastraszał.

Andrzeja Skrzypkowskiego duchowny miał straszyć, żeby nic czasem nie mówił mamie, bo ta "urwie mu pisiolka". Marka Mielewczyka cała sytuacja doprowadziła do tego, że targnął się na swoje życie. To była druga połowa lat 80. Marek miał wtedy 18 lat. Został odratowany w szpitalu w Kartuzach.
I tu kolejny szok. W filmie wypowiada się starsza pani doktor Irena Drewla, która lata temu uratowała chłopaka. Jako pierwsza wyciągnęła z niego informację, co doprowadziło do tego, że zdecydował się na samobójstwo.

Postanowiła interweniować - napisała list do ówczesnego biskupa diecezji chełmińskiej Mariana Przykuckiego. Otrzymała odpowiedź podpisaną przez hierarchę, że... ten o wszystkim wie! I że właśnie przeniósł ks. Skarżyńskiego do innej parafii. Czarno na białym. Z własnoręcznym podpisem. Aż robi się słabo.

5. Zobacz, nie chce mi opaść, co mam zrobić?

I po chwili znów nie można uwierzyć własnym oczom, gdy na ekranie pojawia się zgarbiony starzec, poruszający się o lasce. To ks. Franciszek Cybula, duchowny bardzo znany i wpływowy, szczególnie w pierwszej połowie lat 90., gdy był kapelanem prezydenta Lecha Wałęsy. Zmienił się przez te lata nie do poznania.

Mimo upływu czasu, poznaje swoją ofiarę. Mężczyzna puka do drzwi jego domu w kaszubskim Gowidlinie. I przypomina, co też się działo przed laty. A ksiądz Cybula pamięta doskonale. Na nagranej rozmowie słychać, jak wspomina, że chłopak był "taki męski". A miał wtedy 12 lat.

"Pojechaliśmy na weekend sam na sam. Zawołał mnie: chodź, zobacz, co się stało. Więc ja z pokoju obok biegnę zobaczyć, co się dzieje. A on stoi z opuszczonymi spodniami. Mówi: zobacz, nie chce mi opaść, co mam zrobić? Miał penisa sterczącego na wierzchu. Śmierdzącego. Ściągnął mi też spodnie" - wspomina mężczyzna, a słowa te budzą odrazę. Potem jest tylko jeszcze straszniej.

Gdy dochodzi do konfrontacji, ks. Cybula próbuje tłumaczyć, że to było tylko "dla humoru" i że "nigdy nie przekroczyło miary takiej". "Była chwilka pieszczenia i... wracaliśmy do swoich spraw" – bagatelizuje, po czym oferuje swojej ofierze... "pieniędzy trochę". Odkupienie win. Za pieniądze. Ks. Cybula zmarł w lutym tego roku. Na pogrzebie peany na jego cześć wygłaszał abp. Sławoj Leszek Głódź, choć gdańska kuria już doskonale wiedziała o całej sprawie.

6. Dlaczego ta opowieść jest dziwna?

To był ksiądz-bohater. W czasach komunizmu podjął się wielkiego dzieła - budowy największej świątyni w Polsce, sanktuarium w Licheniu. Wsłuchuję się w słowa listu ofiary i nie mieści mi się w głowie, że może chodzić właśnie o tego księdza Eugeniusza M. Tego, któremu przysługuje dożywotni tytuł honorowego kustosza Lichenia. Tego, którego pomnik - jak klęka u stóp Jana Pawła II - stoi przed sanktuarium. A jednak. To on.

Ofiara księdza Eugeniusza to chłopak, który poruszony wezwaniem kustosza o finansową pomoc wyciągnął pieniądze ze swojej skarbonki i wysłał je do Lichenia. Otrzymał list z podziękowaniem i zaproszeniem do sanktuarium. "Jest wśród nas pewna młoda osóbka, która oddała swoje pieniążki dla Matki Bożej" - powiedział na mszy w Licheniu ks. M. "Szok! Wybitna postać mówi o mnie od ołtarza" - wspomina po latach ofiara.

Potem dostajemy opis wszystkiego najgorszego, czego można się spodziewać. Mało tego - okazuje się, że Watykan o wszystkim wie, że podjął nawet jakąś decyzję w sprawie ks. kustosza, tyle że decyzja ta jest tajna.

I szok największy. Może trochę dający mały płomyk nadziei, że jednak w Kościele są ludzie, którzy zrobią wiele, aby oczyścić tę instytucję z przestępców. "Swoją historię opowiadam po wielu latach. Nie zrobiłbym tego, gdyby nie papież Franciszek. (...) Dlaczego ta opowieść jest dziwna? Jestem dzisiaj księdzem".

7. Pedofilia w Kościele - hasło ukute ideologicznie

Żaden biskup, żaden przedstawiciel Episkopatu nie zdecydował się na wypowiedź dla autorów filmu "Tylko nie mów nikomu". Wszyscy albo odmówili, albo zignorowali prośbę o rozmowę. Co nie oznacza, że biskupi i kardynałowie w tym dokumencie nie występują. Wręcz przeciwnie.

W filmie prezentowane są ich wypowiedzi często bardzo dobrze znane - z konferencji Episkopatu, z różnych kazań, z wywiadów dla innych mediów. Ale pomimo że już się je wcześniej słyszało, tu w filmie Sekielskiego brzmią zupełnie inaczej.
Inaczej odbiera się odpowiedź biskupa Rafała Markowskiego z diecezji warszawskiej, zapewniającego w radiu, że istnieje "modelowa procedura" i jest ona stosowana, jeśli po chwili widzimy, że z tej diecezji jako rekolekcjonista wyjeżdża ksiądz z wyrokiem za molestowanie 7-latek. Wyjeżdża i głosi kazania dla dzieci w kościele w Malborku.

I pusty śmiech bierze później, gdy na ekranie pojawia się abp Stanisław Gądecki, ubolewający: "Myśmy przyzwyczaili się do tego hasła ukutego ideologicznie, mianowicie - 'pedofilia w Kościele'". No pewnie, to tylko "hasło". Zjawiska nie ma. I pewnie samo zniknie, jeśli Kościół nadal będzie udawać, że problem nie istnieje.



Wstrząsających momentów w tym filmie oczywiście jest o wiele, wiele więcej. Generalnie - dokument "Tylko nie mów nikomu" jest po prostu jednym wielkim wstrząsem. Tylko czy wstrząśnie tymi, którymi wstrząsnąć powinien najbardziej?