"Wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł". Olszański szczerze o wywiadzie Kaczyńskiego w TVP

Jarosław Kaczyński był gościem Pytania na Śniadanie. Opowiadał m.in. o jedzeniu i kotach.
Jarosław Kaczyński był gościem Pytania na Śniadanie. Opowiadał m.in. o jedzeniu i kotach. Fot. Screen / Pytanie na śniadanie / TVP
– Najbardziej lubię jeść. Jestem Polakiem z krwi i kości. Lubię bigos, placki kartoflane, pierogi ruskie. Lubię kiełbasę z grilla – opowiadał w Pytaniu na Śniadanie prezes Kaczyński. Tak PiS próbował ocieplić wizerunek Jarosława Kaczyńskiego w TVP2. Dziennikarze pytali, czy ma dwa koty, czy lubi grillować. Wielu widzów oceniło pytania jako kuriozalne. – Miałem myśli, że jest to zadanie do wykonania, które nie jest mi na rękę, ale trzeba sobie dać radę – mówi naTemat Michał Olszański, jeden z prowadzących wywiad.


Oberwało się Państwu za ten wywiad. Osobiście też docierały do Pana takie reakcje? Było zaskoczenie, że to Pan ocieplał wizerunek prezesa PiS?

Oczywiście. Wczoraj miałem mnóstwo telefonów. Dzwonili znajomi, zdziwieni, że coś takiego miało miejsce. Ale nikt nie mówił, że zgłupiałem, po co to robię. Raczej mówili: Byłeś w trudnej sytuacji, ale trudno zarzucić ci, żebyś był w tej rozmowie nieprofesjonalny”. W radiu też są uśmieszki. "No daj tę rękę namaszczoną" – żartowali dziś koledzy.


W internecie są gorsze reakcje. "Obrzydliwa propaganda". "Wcale nie współczuję Zamachowskiej i Olszańskiemu. Zawsze mogli inaczej". Rozmowa z prezesem Kaczyńskim w Pytaniu na Śniadanie zapewne przejdzie do historii.

Wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł. Pytanie na Śniadanie to audycja poranna, lifestylowa. Znając cechy prezesa Kaczyńskiego, wydawało mi się, że pomysł jego PR-owców na to, by w ten sposób ocieplać jego wizerunek nie jest do końca trafiony. I nie będzie to dla niego łatwa sytuacja.



Dlaczego postawiono na Pana i Monikę Zamachowską?

Podejrzewam, że wybrano mnie i Monikę, ponieważ jesteśmy uważani za parę bardzo doświadczonych dziennikarzy. Ja nie byłem entuzjastą tego pomysłu. Nie ukrywałem, że jest to dla mnie sytuacja trudna, ale po chwili zastanowienia, musiałem podjąć decyzję.


Skoro kierownictwo Pytania na Śniadanie ma taką wizję, że to my z Moniką mamy przeprowadzić wywiad, to z mojej strony powiedzenie, że tego nie zrobię, oznaczałoby jednoznacznie przerwanie współpracy. A ponieważ jestem dodatkowo dziennikarzem prowadzącym Magazyn Ekspres Reporterów w telewizji publicznej, podjąłem taką a nie inną decyzję.

Kiedy dowiedział się Pan, że będzie rozmawiał z prezesem?

W sobotę. Wtedy zapadła decyzja. Nie byliśmy z Moniką w poniedziałek w grafiku, w związku z tym kierownictwo programu dokonało określonych zmian. Część widzów zapewne powie, że Olszański nie powinien takiej rozmowy prowadzić. Ale skoro już dokonał takiego wyboru to trzeba popatrzeć, jak zostało to poprowadzone.

Jak było z pytaniami? Kto ustalał tematy rozmowy?

Rozmawialiśmy według pewnego schematu, który został opracowany dla tej rozmowy po konsultacjach PR-owców prezesa i kierownictwa Pytania na Śniadanie. Wiedzieliśmy mniej więcej, jaki będzie kierunek rozmowy, w jaki sposób mamy rozmawiać i tak mniej więcej zostało to zrobione. Przy czym w dużej części rozmowa była opracowana przez nas. Pytania były wcześniej ustalone?

Nie. To nie było tak, że mieliśmy narzucone pytania. Tematycznie wiadomo było, że mamy rozmawiać o jedzeniu, o gustach kulinarnych prezesa, o jego stylu pracy, bo on bardzo dużo pracuje, mieliśmy rozmawiać o tym, jak on na wszystko znajduje czas. W związku ze zbliżającym się Dniem Matki, mieliśmy zapytać o jego relacje z mamą. A także o jego sympatię do zwierząt, zwłaszcza do kotów. To były pola, które zostały wyznaczone.

To Pan zapytał, czy prezes nawiązał szczególne relacje z kotem. "Jak koty znoszą pana nieobecność?". Wzbudziło to wesołość w internecie.

Wiedzieliśmy, że koty są istotne. Udało nam się nawet dowiedzieć, jakie są różne. Że Fiona jest miła i fajna, a Czaruś rozrabia.

Wielu krytykujących chciałoby na pewno usłyszeć inne pytania. Była możliwość, by zapytać o coś innego?

Jeśli chodzi o politykę, to wiadomo było, że absolutnie nie. Ja jeszcze myślałem o pytaniu o samotność z wyboru. Czy to była kwestia jego wyboru? To wydawał mi się ciekawy wątek, ale zabrakło czasu.

Jest Pan zadowolony z tej rozmowy?

Podszedłem do niej zadaniowo. Wydaje mi się, że zrobiliśmy z Moniką to, co w takiej sytuacji dziennikarze mogli zrobić. Nie mam sobie nic do zarzucenia patrząc na ten wywiad, nie mam się czego wstydzić. Rozmowa była zadaniem, które nam postawiono w określonym celu. To nie jest często, ze przychodzi do nas polityk, a my mamy pokazać jego prywatność, ocieplając jego wizerunek. To może druga taka sytuacja po premier Kopacz, która kilka lat temu przyszła z wnuczką.

Jak pan ocenia wystąpienie prezesa?

Uważam, że rozmowa została zakończona w złym momencie, ale na to nie mieliśmy wpływu. Akurat wtedy dostaliśmy informację, że już musimy kończyć. Tymczasem zdecydowanie lepsza, w punktu widzenia naszego gościa, była ostatnia część rozmowy. Bo jeśli przyjmiemy, że idea jego wejścia do programu miała polegać na ociepleniu wizerunku i pokazania go prywatnie, to praktycznie dopiero od momentu, gdy zaczął mówić o jedzeniu i kotach, zaczęło być ciekawie.

A pierwsza część rozmowy?

Widać było, że źle czuje się w tej roli. Za bardzo nie wiedzieliśmy, po co to wymienianie nazwisk, ale wysłuchaliśmy go. Uważam, że zdecydowanie za późno usiadł w przygotowanym studiu. My lubimy sytuacje, gdy gość, zwłaszcza, gdy jeśli jest to dla niego dość nowa sytuacja, ma chwilę by się oswoić ze studiem, z prowadzącymi, jeszcze przed wejściem na antenę. A prezes do samego końca był przygotowywany w charakteryzacji i de facto pojawił się w studiu ok. 40 sekund, może minutę, przed wejściem na antenę. Co pan czuł przed tym wywiadem?

Nie czułem się zagrożony, że nie będę umiał sobie w tej sytuacji poradzić. Miałem myśli, że jest to zadanie do wykonania, które nie jest mi na rękę, ale trzeba sobie dać radę. To był rodzaj mobilizacji, żeby to sensownie zrobić. Zależało mi na tym, żeby to była w miarę poważna rozmowa. Wyraźnie widać w niej, że cieplejszą i aktywniejszą stroną była moja partnerka.

Monika Zamachowska została jednak odebrana, że za bardzo przymilała się do prezesa Kaczyńskiego.

Ponieważ jesteśmy gospodarzami lifestylowego programu, trudno być chłodnym i obcesowym. Dlatego uważam, że ci, którzy atakują Monikę, nie rozumieją kontekstu całej sytuacji. Ja jako jej partner mogę tylko wyrazić głęboki szacunek, że wzięła to na siebie. Zresztą w trakcie rozmowy widać było, że prezes interaktywnie bardziej z nią nawiązał kontakt niż ze mną.

Pan przez chwilę w ogóle milczał.

Tak. Prezes Kaczyński bardziej szukał wzrokiem relacji z nią, więc bez sensu byłoby, gdybym nie wiadomo po co się wtrącał. Mi zależało na poruszeniu kwestii związanej z odejściem jego mamy. A potem na zwierzętach, bo to jest temat, w którym dobrze się czuję.

To na Państwa spadła jednak główna krytyka.

Ludzie uważają, że został przekroczony jakiś próg. Choć kierownictwo Pytania na Śniadanie broni się, że przecież kilka lat temu gościem programu była premier Kopacz ze swoją wnuczką, czyli nie jest to ewenement i nie złamani linii programu. Aczkolwiek od wielu lat program jest tak przygotowywany, żeby unikać poruszania tematów politycznych.

Ja zaś od lat bardzo pilnuję swojego wizerunku. Prowadzę Ekspres Reporterów. A Pytanie na Śniadanie to z punktu widzenia dziennikarskiego bardzo interesujące doświadczenie. Znalazłem swoje miejsce.

Podejrzewam, że to też jest powodem negatywnych reakcji. Mówią, że Olszański wyłamał się ze swoich zasad. Bo nie kojarzę się z takimi rozmowami. Ale ludzie powinni zdawać sobie sprawę, że ta rozmowa nie mogła być rozmową o istotnych sprawach polityczno-światopoglądowych. Telewizja śniadaniowa rządzi się innymi prawami. Idea pojawienia się u nas prezesa wyłącznie polegała na tym, żeby pokazać go prywatnie. Takie było założenie. Czy ono się udało? Czy widzowie zobaczyli w nim ciepłego, starszego pana? To już kwestia odbioru.

A Pan jak go odebrał?

Uważam, że ta rozmowa dla niego samego nie miała specjalnie sensu. Może tylko ta druga część rozmowy spełniła swoje zadanie. Mówił o kotach tak, że było widać, że to są jego ulubione zwierzaki.