
Mogliby dostać samochód i mieszkanie, pójść do dobrej szkoły na przykład w Anglii. Ale nie chcą. Dlaczego? Bo mają dość oskarżeń o bycie "synalkiem" bądź "córeczką" prezesa. Chcą pokazać, że to nie pieniądze rodziców świadczą o wartości człowieka, ale czyny. Tylko czy słusznie rezygnują z pomocy, na którą ich rodzice zbierali długie lata?
Kamil (nazwisko zmienione na potrzeby redakcji) to syn bogatego biznesmena ze Śląska. W szkole, jak to w szkole – liceum – wiadomo było, że tata Kamila ma dużo
Polska jest krajem, w którym partia rządząca szuka w polityce prorodzinnej oszczędności, zamiast dbać o poprawę sytuacji materialnej polskich rodzin. Deklaracje Premiera są zaś pustosłowiem. Z dokumentów rządowych można wyczytać, że na wsparcie rodzin przeznaczamy najmniejszą część PKB w całej Unii Europejskiej, a nawet mniej niż Ukraina czy Rosja. CZYTAJ WIĘCEJ
– Dlatego postanowiłem zacząć na siebie zarabiać, żeby nikt mi nie mógł nic zarzucić. Nie chciałem całe życie użerać się z opinią "synalka prezesa", który ma wszystko tylko dzięki rodzicom – mówi twardo Kamil. Jak opowiada, w czasach liceum i na studiach, także państwowych, odrzucił wszystkie wygody oferowane przez rodziców. Mógł dostać samochód, ale odmówił – żeby znowu nie gadali, że tatuś mu coś kupił. Tak samo było na koniec studiów z mieszkaniem – mógł, ale wolał wynajmować ze swoją dziewczyną, bo bał się, że znowu będą mu zatruwać tym życie. Pytam Kamila, czy mogę podać jego nazwisko. – Nie, ja nie chcę więcej problemów.
Można mówić, że to niepoważny problem – jak można narzekać na posiadanie pieniędzy – ale dla dzieci może to być prawdziwe piekło. Z jednej strony, nie chcą być napiętnowane. Z drugiej – by tego uniknąć, często rezygnują z wielu ułatwień, na które
Zazdrościmy ludziom, którzy odnieśli sukces, czujemy zawiść. Ludzie nie wiedzą, jak mają się odnosić do tych dzieci.
– Wszystko zależy od środowiska, bo niektórym to nie przeszkadza i nie ma o czym mówić – mówi nam psycholog wychowawczy Jarosław Żyliński. – Może to być motywacja do pokazania swoich atutów nie wynikających z pieniędzy. Sprawność fizyczna, jak na przykład dobra gra w piłkę, czy intelekt – cięty dowcip, inteligencja. To motywacja do pokazania się w dziedzinie, w której jest się dobrym niezależnie od finansów i to jest pozytywne – wskazuje Żyliński.
Co w takiej sytuacji mogą zrobić dorośli? – Trzeba wzmacniać swoje dziecko – stanowczo stwierdza Dorota Zawadzka. – Narty w Austrii czy wakacje na Bali, nauka
Narty w Austrii czy wakacje na Bali, nauka języków, nie ma w tym nic złego. Jeśli na coś nas stać, to trzeba to robić, trzeba wspierać dziecko.
Niektórzy rodzice wybierają jeszcze inną drogę: zamykają swoich synów i córki pod kloszem, posyłają do prywatnych szkół z takimi samymi bogaczami i tym samym pozwalają im uniknąć piętna "dziecka prezesa". Inni wręcz przeciwnie – wolą rzucić na głęboką wodę. Superniania podkreśla jednak, że napiętnowanie w szkole to nie aż tak duży problem, jak się wydaje. O wiele ważniejsze jest przygotowanie dziecka do "prawdziwego" życia. – Trzeba mówić, że nie zawsze się udaje, przygotować dziecko na porażki. Inaczej starcie z rzeczywistością może być bolesne – przestrzega Dorota Zawadzka.


