To on oskarżył kard. Gulbinowicza o molestowanie. "Ufam, że umrze w hańbie"

Mężczyzna był nastolatkiem, gdy padł ofiarą molestowania przez kard. Gulbinowicza.
Mężczyzna był nastolatkiem, gdy padł ofiarą molestowania przez kard. Gulbinowicza. Fot. Facebook.com/karolchum
Karol Chum, który oskarżył kardynała Henryka Gulbinowicza o molestowanie seksualne, udzielił wywiadu dla Onetu na temat duchownego. Wrocławski biskup miał molestować mężczyznę w seminarium, kiedy ten miał 16 lat.


– Plan pójścia do niższego seminarium zrodził się w mojej głowie, gdy byłem w szóstej albo siódmej klasie szkoły podstawowej. Moja rodzina w żaden sposób nie była religijna – powiedział wrocławski informatyk i poeta Karol Chum. Przyznał, że do seminarium uciekł przed przemocą domową.


W wywiadzie z portalem mężczyzna opowiedział o molestowaniu seksualnym przez Gulbinowicza, do którego doszło na początku 1990 roku, gdy został wysłany do kardynała po odbiór jednej z korespondencji. Dodajmy, że o molestowaniu mówił już w 1997 roku dziennikarzowi miesięcznika środowisk homoseksualnych "Inaczej".


"Było już bardzo późno, leżałem sam w pokoju. Nagle do mojego pokoju wszedł Gulbinowicz. W pierwszej chwili go nie poznałem. Byłem w ogóle zaskoczony, że ktokolwiek przyszedł do mnie. Po paru sekundach zorientowałem się, kim jest. Nie powiedziałem nawet Szczęść Boże. Leżałem w łóżku w samych majtkach, przykryty jedynie kołdrą, poczułem skrępowanie" – powiedział.


Chum zaznaczył, że był następnie wypytywany przez kardynała m.in. o to, czy nikt mu w seminarium nie dokucza. – Byłem bardzo spięty, gdy uświadomiłem sobie, o co tak naprawdę jestem pytany. Zaraz potem padło kolejne pytanie: Czy nikt cię tam nie dotykał? – i wtedy Gulbinowicz dodał "O tak". W momencie, kiedy padł ten zwrot, Gulbinowicz wsunął rękę pod kołdrę. Jeden jego palec znalazł się w moich majtkach, a reszta palców na majtkach – wyznał.

– On cały czas mówiąc coś do mnie, masował ręką. Uśmiechał się i był spokojny. Nie wiem, czy uznał, że jestem za bardzo wystraszony sytuacją, ale w którymś momencie wyciągnął rękę. Wtedy dotarły do mnie jego słowa. Powiedział: Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Jesteś ładnym chłopcem. Następnie wyszedł z pokoju – podkreślił Chum.

Mężczyzna przyznał, że zdarzenie, do którego doszło, było dla niego jednoznaczne z pożegnaniem się z Kościołem. – Nie chcę przeprosin, bo to nie jest kategoria tego typu: przepraszam, że szturchnąłem pana w autobusie. Te przeprosiny niczego nie załatwią. Nie chcę też od Kościoła żadnych pieniędzy. Jak mam przeliczyć psychiczne doznania, które w jakiś sposób odbiły się na moim charakterze? Niczego od nich nie chcę. To jest próba ustalenia pewnej prawdy – zbliżenie się do uwiarygodnienia – zaznaczył.

Zapytany o to, co by powiedział kardynałowi, gdyby miał teraz taką możliwość, odpowiedział: – Szczerze? Powiedziałbym mu, że ufam, że umrze w hańbie. To jest moje zdanie.

Kard. Gulbinowicz w październiku ub. r. skończył 95 lat. W środę duchowny trafił do szpitala. W kierunku legendy "Solidarności" padły po premierze filmu "Tylko nie mów nikomu" zarzuty dot. ochraniania księdza-pedofila. W tej kwestii pojawił się także wniosek o odebranie Gulbinowiczowi tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia. Kontrowersje pojawiły się wokół niego także w związku ze sprawą kościelnej działki, którą miał za bezcen kupić premier Mateusz Morawiecki.

źródło: Onet