
"Każ pracownikowi podpisać umowę zabezpieczoną wekslem in blanco, a przywiążesz go do firmy jak pan feudalny chłopa do ziemi" – pisze "Gazeta Wyborcza". Wśród pracodawców to powszechna praktyka.
REKLAMA
Do podpisywania weksli in blanco wraz z umową o pracę zmuszani się m.in pracownicy sieci salonów fryzjerskich, sprzedawcy, handlowcy, kelnerzy, kasjerzy, kierowcy, cukiernicy, piekarze i pracownicy budowlani. Pracodawcy chcą się zabezpieczyć przed zrywaniem przez pracowników umów o pracę. Bo jeśli pracownik taką umowę zerwie, słono zapłaci.
Czytaj również: "Oszukane pokolenie" absolwentów uniwersytetów. Bezrobotni z winy uczelni czy pracodawców?
Czytaj również: "Oszukane pokolenie" absolwentów uniwersytetów. Bezrobotni z winy uczelni czy pracodawców?
– Mnie już ściga komornik. Dostałam nakaz zapłaty na 17 tys. zł – mówi cytowana przez "GW" 22-letnia fryzjerka. Na początku 2011 roku zaczęła pracować w jednym z salonów fryzjerskich lubelskiego biznesmena Marka Wieczorka, który zasłynął obejmując stanowisko wicedyrektora Centralnego Ośrodka Sportu. Wraz z poufną umową podpisała tzw. umowę lojalnościową i weksel in blanco. Zapisane jest w niej, że za wcześniejsze rozwiązanie umowy pracodawcy przysługuje kara umowna w wysokości 8 tys. zł.
Do wieli inspektoratów pracy dzwonią pracownicy z podobnymi problemami. Podpisać czy nie? – Mamy kilka takich telefonów w tygodniu. Ostrzegamy, by ludzie tego nie robili – mówi Kamil Kałużny, rzecznik Okręgowego Inspektoratu Pracy w Łodzi.
Zobacz także: Premier potępia umowy śmieciowe, a jego ministerstwa zatrudniają tak setki osób. Resorty łamią prawo?
Generalny inspektor pracy, odpowiadając Julii Piterze (PO) na zapytanie poselskie w sprawie Katarzyny, stwierdził jedynie, że zapis o karze umownej w jej umowie o pracę jest "wadliwy".
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
