Kiedyś był wszechpolakiem, dziś fotografuje Parady Równości. "Teraz proporcje zupełnie się odwróciły"

Fotoreporter Dariusz Grochal we wczesnej młodości był członkiem Młodzieży Wszechpolskiej. W wywiadzie dla naTemat tłumaczy dlaczego.
Fotoreporter Dariusz Grochal we wczesnej młodości był członkiem Młodzieży Wszechpolskiej. W wywiadzie dla naTemat tłumaczy dlaczego. fot. archiwum prywatne
– Byliśmy normalnymi chłopakami. Nasz nacjonalizm był nierasistowski, a jeśli już, kończył się na żartach o Żydach i Murzynach – mówi Dariusz Grochal. 15 lat temu wstąpił do Młodzieży Wszechpolskiej. Dziś jako zawodowy fotograf pojawia się na Paradach Równości. Mówi naTemat co skłoniło go do przystąpienia do organizacji i dlaczego z niej odszedł.


Anna Dryjańska: Mam cię wśród followersów na Twitterze. Nigdy bym nie podejrzewała, że byłeś kiedyś członkiem Młodzieży Wszechpolskiej.

Dariusz Grochal, redaktor 3D-Press: Ludzie się zmieniają (śmiech). To był 2004 rok, a ja miałem 21 lat i chciałem działać. Wybór padł na wszechpolaków.

Dlaczego zdecydowałeś się akurat na nacjonalistyczną organizację reaktywowaną w III RP przez Romana Giertycha? Przecież były inne możliwości.

Młodzież Wszechpolska nie była pierwszą organizacją, w jakiej się udzielałem. Wcześniej zapisałem się do krakowskiego oddziału Unii Polityki Realnej, ówczesnej partii Janusza Korwina-Mikke.

Ale po jakimś czasie zorientowałem się, że to raczej kanapa dla starszych panów. Tak przynajmniej wtedy postrzegałem na przykład Stanisława Żółtka, który teraz kończy pracę jako europoseł. A ja nie chciałem tylko słuchać – chciałem też działać. Wtedy zainteresowałem się Młodzieżą Wszechpolską.


Gospodarczo to dwa różne światy. Korwin-Mikke prezentuje skrajny liberalizm gospodarczy, a nacjonaliści są za ręcznym sterowaniem. Nie przeszkadzało ci to?

Na początku nie. U wszechpolaków odnalazłem młodość i energię, której szukałem. Podobało mi się też poważanie z jakim mówili o Romanie Dmowskim. W szkole był tylko Piłsudski i Piłsudski, a tu nareszcie kogoś kręciła inna twarz II RP, tak jak mnie.

Tyle że za tą twarzą kryło się na przykład getto ławkowe, sposób na tłamszenie studentów pochodzenia żydowskiego. Rozmawialiście o tym?

Nikt tego nie ukrywał, ale to nie był główny temat rozmów. Tłumaczono nam to jako dziejową konieczność w obronie polskich interesów. Nie było wychwalania przemocy fizycznej, przynajmniej ja czegoś takiego nie słyszałem, ale już segregacja motywowana patriotyzmem była uważana za akceptowalną.


Były też pozytywne aspekty tych wykładów. Kto dziś zna postać Jan Mosdorfa? Jednego z czołowych działaczy przedwojennego ONR-u, antysemity, który (paradoks dziejów), zginął w Oświęcimiu, a w obozie pomagał Żydom.

Sam byłem wtedy nacjonalistą, nie protestowałem. Byliśmy normalnymi chłopakami. Nasz nacjonalizm był nierasistowski, a jeśli już, kończył się na żartach o Żydach i Murzynach.

Kiedyś, gdy wracaliśmy autokarem z Warszawy do Krakowa, zabrał się z nami jakiś Azjata, oczywiście za zgodą kierowcy. I nie było problemu, wszyscy spokojnie dojechali na miejsce. Tylko się trochę zdziwiliśmy, ale nikt się nie burzył. Myślę, że teraz to by nie przeszło.


Dlaczego?

Dzisiejsi nacjonaliści są znacznie bardziej skrajni niż my byliśmy. My nie chodziliśmy z transparentami o białej sile.

Zaraz się okaże, że byliście klubem filatelistycznym.

Aż tak to nie. Sam uczestniczyłem na przykład w blokowaniu krakowskiego Marszu Równości. Krzyczeliśmy "chłopak, dziewczyna, normalna rodzina!". Ale naparzanka była tylko z policją, która fatalnie zabezpieczyła wtedy paradę. Gdy doszło do spotkania obu grup, musieli wzywać posiłki.

Co tak właściwie miałeś do ludzi LGBTQ?

Z dzisiejszej perspektywy oceniam, że geje i lesbijki byli dla mnie jak kosmici. Nigdy żadnego nie spotkałem, a raczej nie wiedziałem, że są wśród moich znajomych. W takiej sytuacji łatwo było uwierzyć w różne dziwne rzeczy, które o nich mówiono.

Na przykład?

No wiesz, upadek cywilizacji, promocja homoseksualizmu, powszechna rozwiązłość... Takie tam. To zabawne, bo wkrótce potem znalazłem pracę jako ochroniarz w perfumerii i okazało się, że jednym z moich współpracowników jest gej.

Był strasznym służbistą, totalnym zaprzeczeniem poluzowania wszelkich norm. Nie przepadałem za nim, ale nie z powodu jego orientacji, tylko dlatego, że był sztywny. Wtedy do mnie dotarło, że geje i lesbijki to normalni ludzie. Zaskoczyło mnie to. Dziś jestem zwolennikiem wolności. Wolność to dla mnie najwyższa wartość. Wiele rzeczy może mi się nie podobać i mogę to mówić otwarcie, ale jeżeli to nie wpływa na moją osobistą wolność, nie sprzeciwiam się temu.

Jak długo byłeś wszechpolakiem?

Pół roku. Byłem w takim wieku, gdy człowiek szuka jakiegoś zaczepienia, pomysłu na siebie. Myślałem, że to może być to, ale nie było. A potem przyszła praca, w życiu zaczęło się dziać, nie miałem czasu na spotkania, a blokowanie marszów już mnie nie interesowało.

Dziś byś poszedł w Paradzie Równości?

Nie, jestem hetero, nie czuję takiej potrzeby.

W marszach uczestniczy wielu heteroseksualistów. Chodzi o wyrażenie solidarności.

Nie czuję takiej potrzeby. Nie mam nic do ludzi LGBTQ, ale to nie znaczy od razu, że chcę paradować.

Oburza mnie bardzo profanacja symboli religijnych, jaka ma miejsce na paradach. Tyle, że po stronie konserwatywnej też jeden ksiądz w Grobie Pańskim umieścił obraźliwe hasła.

To pojedyncze przypadki, które są po obu stronach, tyle, że media to mocno nakręcają, bo to się lepiej sprzedaje. Pojawiam się na paradach jako zawodowy fotoreporter.

I jak wrażenia?

Wolę robić zdjęcia ludziom na Paradach Równości. Są uśmiechnięci, uprzejmi, wielu wręcz pozuje, żebym miał dobre zdjęcie. A nacjonaliści są burkliwi, odwracają się plecami, zasłaniają twarz... Jaki w tym sens? Jeśli manifestujesz, to chyba po to, żeby się pokazać, a nie ukrywać. Ale zauważyłem coś jeszcze.

Co?

15 lat temu w Paradzie Równości uczestniczyła garstka, a naprzeciwko miała tłum przeciwników. Teraz proporcje zupełnie się odwróciły.