Andrzej Duda dał Amerykanom wykład z historii Polski, ale "odleciał" przy pytaniu o Sąd Najwyższy

Andrzej Duda dał lekcję z historii Polski, ale...
Andrzej Duda dał lekcję z historii Polski, ale... Zrzut ekranu z Twitter.com / @WhiteHouse
Andrzej Duda podczas wspólnej konferencji prasowej z Donaldem Trumpem przed Białym Domem zaskoczył zarówno Polaków jak i Amerykanów. Prezydent w odpowiedzi na pytania dziennikarzy wplótł wykład z historii Polski. Mówił o II wojnie światowej, agresji Sowietów i Stanie Wojennym. "Poległ" dopiero na pytaniu o poszanowanie demokracji i sprawę z Sądem Najwyższym, bo w tym przypadku przedstawił "swoją" wersję wydarzeń.


Andrzej Duda już w podsumowaniu wspólnych rozmów z prezydentem USA Donaldem Trumpem powiedział sporo o historii. Wymienił, że to w Polsce zaczęła się II wojna światowa, którą rozpętały nazistowskie Niemcy. Przypomniał także, że 17 dni później Polskę najechał Związek Radziecki, a agresja tych dwóch mocarstw sprawiła, że kraj zniknął na dziewięć lat z mapy świata.


Pojawił się też motyw "Solidarności", dzięki które zdaniem Dudy rozpadł się blok państw sowieckich i Polska odzyskała wolność. Wątek ZSRR pojawił się po raz kolejny, w pytaniu o stosunki z Rosją. Andrzej Duda stwierdził, że Rosja jest silniejszym krajem prawie pod każdym względem, z wyjątkiem męstwa, które wobec niej Polacy pokazali wiele razy.


– Nigdy nie byliśmy wielkimi przyjaciółmi. Rosja była zaborcą, potem była napaść na odrodzoną z popiołów Polskę w 1919 roku. To myśmy wtedy zatrzymali Sowietów pod Warszawą. Za to się potem na nas zemścili, w 1939 roku, mordując naszych oficerów w Katyniu. Nasza przyjaźń jest więc przyjaźnią bardzo trudną. Chcielibyśmy, żeby Rosja była naszym przyjacielem, ale nie chcemy być w rosyjskiej strefie wpływów. Rosja pokazuje swoje imperialne zapędy. A my zawsze byliśmy pod względem kulturowym częścią zachodu – powiedział w Waszyngtonie prezydent Duda. "Brawo panie prezydencie!"
Jego "wykład" z historii Polski podczas konferencji przed Białym Domem bardzo spodobał się Polakom. Wielu było zachwyconych, że prezydent mówi o trudnej historii Polski podczas wydarzenia, które transmitują największe stacje telewizyjne na świecie. "Podoba mi się, że Andrzej Duda uczy historii cały świat. Brawo!", "Pan prezydent daje w USA mocny wykład nt. historii Polski", "Właśnie na konferencji z prezydentem Trumpem prezydent Duda w 2 minuty opowiedział o wielkich bojach Polaków. Tego słucha świat. Duma z polskich losów!" – pisali na Twitterze zadowoleni internauci.
Trudne pytanie
Prezydentowi szło całkiem dobrze, do momentu, kiedy padło pytanie o poszanowanie demokracji w Polsce i o sprawę z Sądem Najwyższym. Zagraniczny dziennikarz słusznie zauważył, że prezydent Duda może twierdzić, że demokracja w jego kraju ma się dobrze, ale co innego mówią inne kraje europejskie. To spowodowało, że Duda był zobligowany udzielić kolejnego wykładu. Tym razem jednak całkowicie odleciał. – Trudno odpowiedzieć na to pytanie, bo ludzie na Zachodzie nie rozumieją tego problemu. Bo nie urodzili się w miejscu, gdzie wcześniej była sowiecka strefa wpływu – rozpoczął swój wywód Duda. Tak rozpoczął tłumaczenie, dlaczego w Polsce planowano wysłać sędziów SN na przymusową emeryturę.


Prezydent wyznał, że urodził się w komunistycznej Polsce, w której więziono, mordowano i porywano ludzi. Nawiązał do Stanu Wojennego, podczas którego ówczesna władza w Polsce dokonała wielu zbrodni.

– Ja się urodziłem 1972 roku w Polsce, która znajdowała się w sowieckiej strefie wpływów, w której karierę można było zrobić tylko, jeśli ktoś się zapisał do komunistycznej partii i grzecznie słuchał ludowej władzy, która była jedyną wyrocznią. Tak też się działo przez wiele lat, choć wyrósł protest społecznych, wyrosła "Solidarność" – mówił prezydent.

– Nie tak dawno ze zdumieniem odkryłem, że w polskim Sądzie Najwyższym znajduje się cała grupa sędziów, którzy orzekali jako sędziowie należący do komunistycznej partii, którzy nawet orzekali w czasie stanu wojennego, skazując ludzi na więzienie na podstawie prawodawstwa komunistycznego stanu wojennego – stwierdził Andrzej Duda stawiając na równi sędziów SN z komunistycznymi agentami i oprawcami. Następnie dodał, że jeżeli Polska ma być suwerenna i demokratyczna, to ci sędziowie muszą zostać wysłani w stan spoczynku. – I tak też zrobiliśmy. De facto wszystko, co czyniliśmy, zmierzało do wysłania tych państwa w stan spoczynku. Ale, jak widać, mimo upływu 30 lat, wpływy ich budowane po 1989 roku, kiedy przefarbowali się jako elita nowego państwa, są nadal duże – podsumował Andrzej Duda.

Polski prezydent, który wizytuje USA z żoną i córką, podkreślił na koniec, że w Polsce jest przestrzegana wolność słowa i standardy konstytucyjne, są wolne media i "wszystko to, co funkcjonuje w wolnych demokracjach".