Pomogli bezdomnemu z Olsztyna i... szybko pożałowali. Okazał się recydywistą i złodziejem

Dariusz Pniewski był jedną z tych osób, która chciała pomóc bezdomnemu mężczyźnie stanąć na nogi.
Dariusz Pniewski był jedną z tych osób, która chciała pomóc bezdomnemu mężczyźnie stanąć na nogi. Fot. archiwum prywatne
– Myślałem, że ze wstydu się nie podniosę. Dałem się tak nabić w butelkę. Właściciele pensjonatu mieli do mnie pretensje, tak jakbym współpracował z tym, który ich okradł – Dariusz Pniewski zrobił wszystko, aby pomóc bezdomnemu mężczyźnie stanąć na nogi. Wszystko udało się zorganizować, a internetowa akcja okazała się sukcesem poza jednym szczegółem – bezdomny okazał się złodziejem.


O tym, że internet może zdziałać cuda, nikogo przekonywać nie trzeba. Trzy dni wystarczą, aby zebrać pieniądze potrzebne na operację ratującą życie. Wystarczy chwila, żeby istotny apel poparło tysiące osób. Niestety są jednak i historie, które nie kończą się happy endem, a łzy wzruszenia w takich przypadkach zmieniają się w żal albo we wściekłość.


Następnym razem trzy razy (co najmniej!) zastanowią się ci, którzy postanowili pomóc bezdomnemu mężczyźnie w Olsztynie. Zacznijmy jednak od początku...

Krzysztof, któremu się nie powiodło
Na olsztyńskim Starym Mieście pojawił się pan Krzysztof. Widok starszego bezdomnego mężczyzny, który prosi o pomoc, poruszył co wrażliwsze osoby. Dzięki jednej z nich historia Krzysztofa trafiła do sieci.

"Słuchajcie. Na starówce jest sobie Pan Krzysiek. Jest to człowiek bezdomny i bezrobotny, który poszukuje pracy. Jest z zawodu kucharzem, posiada prawo jazdy kat. B oraz C, był też w budowlance. Jak sam mówi podejmie się KAŻDEJ PRACY. Co ważne Pan Krzysiek NIE PIJE ALKOHOLU, jest abstynentem. Może siła fejsbuka pomoże znaleźć pracę człowiekowi, któremu po prostu się nie powiodło? Jak sam mówi, ma już dość tego wszystkiego…" – taki apel można było znaleźć na Facebooku.


Siła Facebooka rzeczywiście zadziałała. Na odzew nie trzeba było długo czekać. W komentarzach posypały się nie tylko dobre rady, ale i propozycje pracy. Przecież z takimi umiejętnościami Krzysztof mógł np.: być kierowcą, kucharzem, złotą rączką.

Szczęśliwe zakończenie tej sprawy, wydawało się więc tylko kwestią czasu. Tych, którzy trzymali kciuki za powodzenie akcji, także nie brakowało.

Pan Krzyś potrzebuje pracy i pewnie w okolicy. Mam nadzieję,że ktoś poda mu pomocną dłoń. Z pewnością uwielbia gotować i w tym czuł by się najlepiej. Ale to tylko moje myślenie. Jako kucharz lub pomoc,mógłby sobie wynająć małą kawalerkę. Kierowca to troszkę ciężki temat. Trzymam kciuki za Pana Krzysia i oby spełniły się jego marzenia

czytając te komentarze wraca mi wiara w dobroć ludzka może,tak stworzyć jakieś konto i wesprzeć pana Krzysia

Proszę o kontakt priv. Postaramy się pomóc

Aż łza wzruszenia poleciała

Nie wszystkim jednak ten zryw dobroci się podobał. Choć właściwie nie chodziło tu o akceptację bądź nie akceptację dla takich działań, a o pewne wątpliwości. "Abstynent kucharz kierowca i pewnie jeszcze złota rączka a jednak bezdomny i bezrobotny ? Coś tu nie gra" – napisał jeden z internautów. Mimo wszystko... Udało się!

Krzysztof, który wydawał się porządnym człowiekiem
Wiadomość o bezdomnym trafiła także do Dariusza Pniewskiego, olsztyńskiego restauratora. On i jego partnerka nie pierwszy raz wspierają potrzebujących. Zimą stawiają koksowniki, rozdają bezdomnym jedzenie. Jeśli ktoś przychodzi do nich do restauracji zawsze dostaje talerz zupy czy ciepłą herbatę. Nasz rozmówca uważa, że nikogo nie można skreślać, bo każdemu może powinąć się noga.

Pana Krzysztofa spotkał przed Wysoką Bramą w Olsztynie. Zaprosił do swojej restauracji. Przy kolacji starszy mężczyzna opowiedział historię swojego życia. Mówił, że pracował ciężko w Białymstoku i w Łodzi. Podkreślał, że żadnej pracy się nie boi. Ponieważ nie mógł znaleźć zatrudnienia i jest bezdomny, chciał targnąć się na swoje życie.

Znalazł się na ulicy po śmierci matki. On i jego brat odziedziczyli po niej mieszkanie. Ten drugi sprzedał je, ale pieniędzmi nie podzielił się z panem Krzysztofem. Mężczyzna wydawał się porządnym człowiekiem, był zadbany.

– Zaproponowałem mu, aby zamieszkał w mojej restauracji lub w moim domu. Nie skorzystał z tej propozycji, ale zgodził się jadać u mnie śniadania, obiady i kolacje do czasu aż znajdę mu pracę. Kupiłem mu też nowe ubrania i dałem trochę pieniędzy na życie. Chciałem, żeby czuł się dobrze – wspomina Dariusz Pniewski.

Dariusz spełnił obietnicę. Pan Krzysztof trafił do stolarni. Od razu podpisał umowę o pracę. Została jeszcze kwestia mieszkania. Przez pierwsze dwa tygodnie miał nocować w domkach przy pensjonacie w Gietrzwałdzie.

– Stwierdziliśmy z moim kolegą, właścicielem stolarni, że aby panu Krzysztofowi lepiej się żyło i zostawało więcej pieniędzy w kieszeni, to kupimy domek holenderski za 30 tys. zł. Miał miesięcznie płacić za niego 500 zł, a po wszystkim miał stać się jego własnością. Płakał. Był szczęśliwy i wzruszony. Mówił, że Bóg mnie mu zesłał – opowiada.

W Gietrzwałdzie pracował około 2 tygodni. W tym czasie zdążył zapożyczyć się w lokalnych sklepikach. Od innych pracowników zakładu także chciał wyciągnąć pieniądze. Obiecywał, że odda dwa razy więcej.

– Pewnego dnia, kiedy byłem u kolegi, czyli właściciela stolarni, wpadli do niego właściciele pensjonatu. Mieli do mnie pretensje: "Kogo pan nam przyprowadził? Przecież mówił pan, że za niego ręczy". Okazało się, że Krzysztof ich okradł – dodaje Dariusz.

Nie taki porządny Krzysztof
Krzysztof okazał się recydywistą. Zakład karny opuścił na początku tego roku. Odsiadywał wyrok za podobne przestępstwa, szczególnie za kradzieże. – Ukradł z pokoju hotelowego sprzęt, telewizory. Wszystko zapakował na rowerową przyczepkę dziecięcą. Ukradł także rower i z tym rowerem i tą przyczepką odjechał – mówi w rozmowie z nami Mariola Plichta z KMP w Olsztynie.

– Kiedy się o tym dowiedziałem, to nie chcę mówić jak się czułem... Nie chodzi o pieniądze. Myślałem, że ze wstydu się nie podniosę. Dałem się tak nabić w butelkę. Właściciele pensjonatu mieli do mnie pretensje, tak jakbym współpracował z tym, który ich okradł – dzieli się swoimi emocjami Dariusz Pniewski.

Sprawą zajęli się policjanci z Olsztyna. Wiadomo, że złodziej przebywa w innym województwie. – Sprawę kradzieży prowadzimy i wykonujemy szereg czynności, aby tego mężczyznę zatrzymać. Znamy jego dane personalne, natomiast przebywa on na terenie innego województwa i nie ma stałego miejsca zamieszkania. Będziemy występowali do prokuratury o ustalenia miejsca pobytu i wydanie nakazu zatrzymania – słyszymy w KMP w Olsztynie.

Ku przestrodze, ale pomagać trzeba
Ta historia, choć tak mogłoby się wydawać, nie zniechęciła Dariusza Pniewskiego do pomagania innym. Przyznaje, że teraz będzie baczniej przyglądał się tym, którzy chcą jego wsparcia, ale mimo wielkiego rozczarowania, dalej będzie wrażliwy na czyjąś krzywdę.

– To prawda, że zanim teraz podam komuś pomocną dłoń, to trzy razy go sprawdzę. Znając jednak siebie, to wiem, że być może jeszcze nie raz się na kimś przejadę. Nie umiem nie pomagać. Trzeba wspierać innych. Ten człowiek zniszczył mnie psychicznie. Tym bardziej, że mam świadomość, że ktoś inny w tym samym czasie mógł być w bardzo trudnej sytuacji – podkreśla olsztyński restaurator.

Nasz rozmówca dodaje także, że nie podziela opinii osób, które o antybohaterze tej opowieści piszą: "to menel, więc mu się należało". Jego zdaniem należy się, ale każdemu szacunek. Jedna historia nie może zablokować wielu ważnych inicjatyw.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Samiec podszyty lękiem. Prawda o tym, czego boją się polscy faceci
Volkswagen 0 0Ciężarówka jak pociąg? Dzięki tej "elektrycznej" autostradzie nie jest to już science fiction
POLECAMY 0 0Franek Sterczewski zdradza plan na działanie w Sejmie. I opowiada, jak wyglądał "chrzest" w TVP
0 0Tak odpowiedziała na zaproszenie Dudy. Reakcja europosłanki PO zwróciła uwagę bułgarskiej prawniczki