"Niektórzy płaczą, inni czują się zdradzeni". Parafianie o księdzu, który porzucił kapłaństwo dla kobiety

Ksiądz Michał Macherzyński z parafii Wilkowyjach rzucił sutannę.
Ksiądz Michał Macherzyński z parafii Wilkowyjach rzucił sutannę. Fot. Facebook.com / Michał Macherzyński
Ksiądz Michał Macherzyński porzucił sutannę dla kobiety. I publicznie obwieścił to swoim parafianom, a później i internautom. Ludzie w Wilkowyjach się podzielili: jedni byłego już proboszcza bronią, gratulują odwagi, inni mają nadzieję, że "zmieni zdanie", jeszcze inni wytykają mu materializm, zarzucają, że zadłużył parafię. Nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że "Boga poświęcił dla kobiety".


Za dwa miesiące minęłoby równe dziewięć lat, od kiedy ksiądz Michał Macherzyński zjawił się na parafii w Wilkowyjach w Tychach. Jest akurat Boże Ciało, kończy się procesja, ludzie powoli się rozchodzą.

Ale ksiądz ich zatrzymuje. Ma coś ważnego do ogłoszenia. I nagle wypala, że to ostatnia msza, jaką odprawił. Ostatnia w życiu!

– Chcę być uczciwy wobec siebie, Boga i ludzi – rzuca i publicznie wyznaje, że zakochał się w kobiecie. Miejscowej. Mało tego: ma zamiar zamieszkać z nią w Wilkowyjach, a z parafianami będzie mijał się w sklepie.

Na początku rozlegają się brawa. – To mogły być oklaski za odwagę albo po prostu taka nerwowa reakcja – mówi parafianka Agnieszka. Niektórzy płaczą, inni są oburzeni.

W głowach niektórych od razu kiełkuje myśl: – O Boże, Wilkowyje będą na ustach całej Polski – wspomina Agnieszka. I tak się stanie.

Swojski ksiądz

"Dziś rano odprawiłem ostatnią Mszę św. Pożegnałem się kapłaństwem. To były piękne lata mojego życia głównie dzięki Wam! Rozpoczynam nowy etap życia przy boku Justyny. Dziękujemy za tak liczne słowa wsparcia i serdeczności, które spływają w naszą stronę. Pozdrawiamy!" – napisał zaraz po mszy na Facebooku Michał Macherzyński.


I w ten sposób historia o tym, jak porzucił kapłaństwo, wdarła się na czołówki ogólnopolskich serwisów. I bardzo ludzi poróżniła. Tak samo zresztą jak w parafian.

Marta z Wilkowyj jest zachwycona happy endem miłości księdza Michała i Justyny. – Jestem romantyczką, więc mnie się podoba, że mężczyzna potrafi podjąć tak trudną decyzję. Każdy, kto go znał, wiedział, że to wrażliwy facet i świetny ksiądz. Dla parafii to ogromna strata – kwituje.


Ona dzieci na msze prowadzała tylko do księdza Michała. – Zawsze zagadywał, cukierki rozdawał. Był dla ludzi, dla tych dzieci. Piątkę przybił, krzyżyk na czole zrobił. Święta Wielkanocne robił pod ludzi, bo i jakieś kurczaczki woził do kościoła. Nie ma takich księży – rozkłada ręce. Ale i docenia, że proboszcz miał odwagę publicznie się do wszystkiego przyznać i dokonać wyboru.


Ale już jej babcia nie może się pogodzić, że ksiądz tak po prostu porzucił parafian dla kobiety. – Ona to strasznie przeżywa. I wymyśla niestworzone historie, że ksiądz jest chory, nie chciał nas martwić, dlatego opowiedział o kobiecie. Ona wolałaby księdza ukatrupić, niż przyjąć do wiadomości, że on się zakochał. Chyba wszystkie staruszki w Wilkowyjach "zejdą z tego powodu na zawał serca" – opowiada Agnieszka.

Bo dla ludzi proboszcz był tu bardzo ważną personą. Sylwia do końca życia nie zapomni, jak pomógł jej stanąć na nogi. – Byłam w trudnej sytuacji finansowej, czasami przynosił jedzenie, czasami wspierał finansowo. Nigdy nikomu nie odmówił pomocy – chwali.

Marta ceniła księdza Michała właśnie za to, że był blisko ludzi. – Każdego parafianina znał z imienia i nazwiska. Prawdopodobnie wiedział, co się dzieje u każdego. Jak przychodził na kolędę, to nie odhaczał numerków, tylko rozmawiał. Interesował się ludźmi – wymienia Marta.

Maria jest osobą bardzo wierzącą i mocno związaną z byłym proboszczem. Słychać, że przeżywa to, co się stało.

– Kapłanem to on jest z powołania. Jest Bożym Człowiekiem. Wciąż mówię o nim "ksiądz", ponieważ ciągle mam nadzieję, że to się jakoś pozytywnie rozwiąże – przyznaje. To ona organizuje parafialne modlitwy w intencji byłego już księdza.
Maria
parafianka

Piszę do wszystkich znajomych, którzy teraz za nim płaczą. I organizuję modlitwy. Modlimy się za niego. Wiem, że można trochę poszturmować niebo. I właśnie to robimy. Być może to przewrót w jego życiu. Czasami ktoś musi upaść, żeby się podnieść. Myślę, że on jest na wielkim rozdrożu .

Inni parafianie do listy atutów byłego proboszcza dorzucają: że swój chłop, normalny człowiek, żaden tam zadufany w sobie duchowny. A i podczas kazań nie jątrzył, nie wplatał polityki, tylko budował mosty.

Mało tego: angażował się w różne akcje, m.in. charytatywne. Zahir, jak nazywali go przyjaciele, od 15 lat w parafialnym ogrodzie organizował Wilkowyjski Zlot Motocyklowy.
Michał Macherzeński
w rozmowie z dziennikarzem "Pytania na śniadanie" (2017 rok)

Zahir w języku arabskim oznacza osobę lub przedmiot, który zajmuje umysł do tego stopnia, że może to graniczyć z szaleństwem lub świętością.

Mało tego: na początku roku prezydent Tychów i Okręgowa Izba Przemysłowo-Handlowa przyznali mu statuetkę Integratora Roku 2018.

Celebryta

Ksiądz Janusz Lasok, proboszcz parafii św. Marii Magdaleny w Tychach i dziekan dekanatu Tychy Stare – podobnie jak parafianie – był w szoku, kiedy dowiedział się, że ksiądz Michał odchodzi z kapłaństwa.

– Jeszcze tydzień wcześniej rozmawialiśmy w kapłańskim gronie, a w Boże Ciało dowiedziałem się jaka jest sytuacja. 30 lat był księdzem, ma 55 lat, niedawno przeżył rekolekcje z okazji trzydziestolecia kapłaństwa – opowiada.

Większych skarg na księdza Michała nie było. – Ludziom tylko przeszkadzało, że więcej energii wkładał w motocyklowe rajdy. Parafianie raz go mieli, raz nie. A to przecież jednoosobowa parafia – mówi nam ks. Lasok.

Teraz w sieci wylewa się hejt, że ksiądz rozbijał się drogimi motocyklami, że pieniądze zawróciły mu w głowie, że był celebrytą. – Angażował się w różne akcje – niektórzy zarzucali mu, że grał na siebie. Niepopularni są księża, którzy wychodzą poza schematy. Gdyby nie był showmanem, to nie ściągałby ludzi – stwierdza jedna z parafianek.

Inna uzupełnia: – Z wieloma osobami był na "ty", co część mieszkańców też oburzało, bo jak do proboszcza można mówić po imieniu.

Ale nie tylko z tego powodu wieszają psy na byłym duchownym. "Zadłużył parafię na 500 tys. i uciekł” – czytam w sieci. Kuria w tym temacie odsyła do dziekana.

– W piątek ksiądz się ze mną rozliczył. I mogę powiedzieć, że za dach kościoła trzeba zapłacić 300 tys. zł. Ale to normalna sprawa, dach jest zrobiony. W kasie zostało 1,5 tys. zł. Tyle mi przekazał – skrupulatnie wylicza ksiądz Janusz Lasok.

Ludzie podzieleni

– Teraz pewnie będą wyciągać brudy. Czy zadłużył? Dlaczego nikt nie pytał, na ile jest zadłużona parafia, jak ksiądz wyciągał 100 zł, 200 zł, jak kupował jedzenie, organizował wigilię? Ktoś pytał za co to wszystko? – irytuje się Sylwia. Ona murem staje za księdzem. I szanuje go za to, że potrafił otwarcie przyznać się do miłości.

– Lekarz też składa jakąś przysięgę, ale nikt nie da sobie głowy uciąć, że będzie leczył do końca życia. I tak jest z księdzem. A małomiasteczkowe myślenie to właśnie takie, że ksiądz jest i już zawsze będzie tym księdzem – dorzuca kobieta.

Teraz niektórzy między słowami rzucają, że "przecież ksiądz nie zakochał się z dnia na dzień", a "kobiety zawsze traktował szczególnie". – Ksiądz szanował kobiety. Mogło to być odebrane w taki sposób, że one mu się podobają – tłumaczy Maria.

– Nie mówiło się, że ksiądz z kimś romansuje. Chociaż, jak słyszałam, to właśnie to miała być ta Justyna – słyszę od innej mieszkanki Tychów. Niektórzy uważają, że to ona "uwiodła księdza", że to ona wszystkiemu jest winna.

– Ta kobieta jest parafianką, która w życiu kościoła uczestniczyła bardziej dla osoby księdza. Przede wszystkim brała udział w zlotach motocyklowych – mówi o wybrance byłego księdza Maria. I za moment dodaje: – Uczestniczyłam w wielu pielgrzymkach. Ksiądz jest ogromnej duchowości, natomiast zostało to uśpione, wykorzystane. Nie wiem, dlaczego aż tak bardzo dał się zwieść. Nie mam odpowiedzi na to pytanie.

– Co zostało wykorzystane? – dopytuję. – Jego zmęczenie przede wszystkim. I słabości, które każdy z nas ma. Uważam, że to nie do końca jest jego decyzja. On został zmanipulowany przez kobietę. Dostał coś, czego w pewnym sensie zaczęło mu brakować – rozwija Maria.

Ksiądz był jej spowiednikiem, dlatego tak trudno jej się pogodzić z myślą, że porzucił kapłaństwo. – Zachwianie wiary księdza, to i zachwianie wiary wielu innych osób – mówi ze smutkiem.

Inna parafianka ma poczucie straty, bo fajny ksiądz od nich odszedł. Ale i proponuje: – Każdy niech patrzy na siebie. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem. Ludzie szybko rzucają kamieniami, oceniają.

Marta winę odejścia księdza zrzuca na celibat. – Niedługo w ogóle nie będziemy mieć księży. Dobrze, że nasz ksiądz to ogłosił. Jest tylko człowiekiem. A człowiek upada i się podnosi. Szkoda go tylko, bo dobry ksiądz.

Były proboszcz Michał Macherzyński nie chciał z nami rozmawiać.

Imiona niektórych bohaterów – na ich prośbę – zostały zmienione.