
Na to wydarzenie zaproszono stacje telewizyjne z Rosji, Niemiec, USA i oczywiście liczne z Polski. Która z kamer będzie mogła pierwsza zajrzeć do włazu – tego jeszcze nie ustalono. Studzienka jest raczej dość wąska, wszyscy naraz nie wejdą. Bartłomiej Plebańczyk podejrzewa, że pierwszych wpuści tych, którzy będą mieli transmisję na żywo.
W Mamerkach nad jeziorem Mamry podczas II wojny światowej funkcjonowała Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych. Stacjonowało tam ok. 1,5 tysiąca niemieckich żołnierzy w tym kilkudziesięciu generałów i feldmarszałków.
Gdy Wehrmacht opuścił Mamerki, rejon ten został spenetrowany przez żołnierzy radzieckich. Ale wiele wskazuje na to, że tego jednego podziemnego kanału ani wówczas, ani później przez lata nie zauważono. Mało tego – wygląda na to, że to miejsce zostało lata temu celowo zasypane ziemią. A później na tej ziemi wyrosło drzewo, którego wiek szacuje się na ponad pół wieku. To, że pod tym drzewem jest właz do kanału, wiadomo dzięki badaniom georadarem.
Jakiej wielkości skrytka jest pod drzewem i warstwą ziemi? Tego na razie nie sposób powiedzieć. W Mamerkach są dwa rodzaje kanałów - niektóre są płytkie, jakieś 4 metry głębokości, niektóre są głębsze i do tego kończą się pomieszczeniem 6 metrów na 6 metrów. Na pewno da się tam schować sporo.
Wiek drzewa jest szacowany na powyżej 50 lat. Stąd pewność, że tego włazu przez ostatnie pół wieku nikt nie otwierał. Inne studzienki w Mamerkach nie były zasypywane. Tuż po wojnie żołnierze Armii Czerwonej, potem Wojska Polskiego, a na koniec okoliczni mieszkańcy, otwierali wszystkie te studzienki. Zabierali stamtąd np. jakieś rury na złom. Ta studzienka techniczna jako jedyna pozostała ukryta.
– Ten właz jest około dwustu metrów od miejsca, w które przywożono Ericha Kocha. Gdybyśmy w tym miejscu znaleźli Bursztynową Komnatę, to byłaby wielka sensacja i byłbym bardzo zaskoczony. Ale cały czas uważam, że jest to potencjalne miejsce ukrycia Bursztynowej Komnaty – mówi Plebańczyk.
Nie jest tajemnicą, że jeszcze w latach 60. płetwonurkowie ze Związku Radzieckiego spenetrowali zatopiony statek i nie znaleźli nic. Rosjanie zaś stracili jakąkolwiek nadzieję na znalezienie oryginału i postanowili stworzyć kopię. Prace nad odtworzeniem dzieła, jakie niemieckie wojska zrabowały w 1941 r. z pałacu w Carskim Siole pod Petersburgiem ruszyły w roku 1979. Zakończyły się w 2003.
– 1701 r. – Fryderyk I Hohenzollern zamówił wykonanie bursztynowego wystroju gabinetu w swoim podberlińskim pałacu Charlottenburg u mistrza bursztyniarskiego z Gdańska Andreasa Schlütera. Prace trwały w sumie 11 lat, prowadziło je czterech mistrzów bursztyniarstwa.
– 1712 r. – Powstało imponujące dzieło: ściany pokoju o wymiarach 10,5 × 11,5 m pokryte precyzyjnie dobranymi i obrobionymi kawałkami bursztynu, z płaskorzeźbami czy herbami.
– 1716 r. – car Rosji Piotr I Wielki w czasie wizyty w Poczdamie, zachwycony arcydziełem, otrzymał je w podarunku od Fryderyka Wilhelma I (syna Fryderyka I) jako dowód przyjaźni i potwierdzenie zawartego sojuszu. Dar trafił do Petersburga – najpierw do Pałacu Letniego, a później Zimowego.
– 1743 r. – gabinet został rozbudowywany; dodano m.in. bursztynowe kandelabry, lustra, a także meble.
– 1755 r. – carowa Elżbieta przeniosła komnatę do pałacu w Carskim Siole pod Petersburgiem.
– 1941 r. – Bursztynowa Komnata została zrabowana z Carskiego Sioła przez Niemców.
– 1942 r. – Zdemontowana komnata w kilkudziesięciu walizach została przewieziona do zamku w Królewcu.
– 1944 r. – Niemcy zrabowaną komnatę ponownie zapakowali do skrzyń, skrzynie te umieszczono w podziemiach zamku w Królewcu i... tu ślad się urywa.
Koch to jeden z najbardziej okrutnych zbrodniarzy wojennych, który do końca wiernie służył Hitlerowi. Działalność w NSDAP rozpoczął już w roku 1922. Gdy faszyści doszli do władzy, on w 1933 r. został nadprezydentem Prus Wschodnich. W czasie II wojny światowej jego kompetencje zostały rozszerzone – został również szefem Zarządu Cywilnego Okręgu Białystok i komisarzem III Rzeszy na Ukrainę. Odpowiadał za tysiące zamordowanych Polaków, Żydów i Ukraińców.
Po zakończeniu II wojny światowej przez 4 lata udawało mu się ukrywać na terenie Niemiec Zachodnich. Wpadł w sektorze brytyjskim. Zgodzono się na jego ekstradycję i 1950 r. trafił do Polski. Ale proces Kocha zaczął się o wiele później – dopiero w 1959 r. W parę miesięcy udało się zakończyć postępowanie. Zapadł wyrok – kara śmierci.
Bartłomiej Plebańczyk mówi, że nawet jeśli po otwarciu tajemniczej studzienki okaże się, że nie zawiera ona ani Bursztynowej Komnaty, ani innych spektakularnych znalezisk, ale będzie można stwierdzić z całą pewnością, że nie była otwierana od wojny, to i tak będzie bardzo ważna informacja.
– To będzie potwierdzenie faktu, że w Mamerkach warto szukać. Są ludzie, którzy mówią, że tu się już nic nie znajdzie, bo Armia Czerwona wszystko spenetrowała i co było wartościowe, to zabrała. Jeśli okaże się, że ta teza jest błędna, to dla nas to będzie impuls, aby z determinacją ruszyć z georadarem na dalsze poszukiwania – przekonuje.
Teren, gdzie dziś jest muzeum Mamerki Bunkry "Miasto Brygidy", należy do Lasów Państwowych. Bunkry stały i nic się tam nie działo po za tym, że przyjeżdżający zostawiali tam góry śmieci. Bartłomiej Plebańczyk zwrócił się o dzierżawę tej działki, na co Lasy Państwowe przystały z ochotą – wreszcie ktoś, nie leśniczy, będzie sprzątać teren. Wówczas to wydawało się najistotniejsze. Nikt raczej nie wierzył, że plan wypali i w ogóle jacyś turyści będą przyjeżdżać. Udało się – o Mamerkach jest głośno i odwiedzających nie brakuje.
A jeśli naprawdę w czwartek w Mamerkach coś się znajdzie? Bartłomiej Plebańczyk przyznaje, że jest na to pod względem prawnym przygotowany. Złożył do gminy zawiadomienie o potencjalnym znalezisku, a w piśmie poinformował, że jeśli znalezione zostaną rzeczy wartościowe, ale nie zabytki, to rości sobie do nich prawo.
AKTUALIZACJA: