
Pamiętam rok 2006 i mundial na niemieckich boiskach. Najpierw zaskakująca klęska z Ekwadorem, a potem mecz z gospodarzami, w którym choć prezentowaliśmy się słabo, byliśmy o krok od osiągnięcia remisu. Pamiętam jak po golu Oliviera Neuville'a długo nie mogłem zasnąć. Byłem już za duży, za stary by płakać, ale strzelone nam bramki przeżywałem przez kilka dni. Podobnie dwa lata później nie mogłem pogodzić się z rzutem karnym podyktowanym przez Howarda Webba. Mecz z Austrią oglądałem na otwartym powietrzu, ze znajomymi i pamiętam, że zaraz po jego zakończeniu siedziałem przez kilka minut na trawie myśląc o tym co właśnie się stało. Podobnie jak w Wiedniu Paweł Golański.
