
Amber Gold był biznesem dla naiwnych biedaków? Nic podobnego. Do firmy Marcina P. swoje pieniądze wpłacali nawet bogacze. Ale naciągnięci na kasę klienci najprawdopodobniej nie otrzymają już swoich pieniędzy. Sędziowie bronią się: "To nie nasza wina", a poseł Andrzej Halicki z Platformy twierdzi, że jedynie "niektóre organy państwa zawiodły".
Kto jest winien tej sytuacji? Wiele osób wskazuje, że sądy, które według oskarżycieli przymykały oko na działalność Amber Gold. Jednak Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia w swoim oświadczeniu twierdzi, że zaistniała sytuacja to nie ich wina.
W roku 2009 spółka ta była dla sądu jedną z tysięcy spółek z o.o., jakie są w Polsce comiesięcznie rejestrowane. Stanowczo więc należy zaznaczyć, że bez konkretnych podstaw sąd rejestrowy nie tylko nie miał obowiązku, ale wręcz nie miał prawa sprawdzać danych o karalności prezesa zarządu. Taki dokładnie stan wynika z przepisów prawa.
Sędziowie wskazują też, że winą za taki stan rzeczy należy obarczyć Ministerstwo Sprawiedliwości. Resort, gdy tworzony był Krajowy Rejestr Sądowy, nie uznał za koniecznie stworzyć systemu komunikacji elektronicznej między Krajowymi Rejestrem Sądowym i Karnym. "Gdyby to uczyniono, do całej opisywanej sprawy Amber Gold by w ogóle nie doszło" – cytuje sędziów "Wyborcza".
Chociaż do tej pory to na Marcinie P. skupiała się cała krytyka wobec Amber Gold, to teraz wiele osób za zaistniałą sytuację oskarża również państwo: prokuratorów czy służby specjalne. Poseł PO Andrzej Halicki dziś rano w radiu TOK FM stwierdził jednak, że mówienie "państwo zawiodło" to przesada.
Czytaj wszystko o Amber Gold

