"Czuję się z tym wszystkim podle". Budował struktury Wiosny, teraz jest poza polityką

Robert Smucz przemawia na konwencji Wiosny w Rzeszowie (4 marca 2019 r.). Za nim stoi szef partii Robert Biedroń.
Robert Smucz przemawia na konwencji Wiosny w Rzeszowie (4 marca 2019 r.). Za nim stoi szef partii Robert Biedroń. fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta
– Miało być inaczej, a wyszło jak zwykle – mówi Robert Smucz, były koordynator regionalny Wiosny Roberta Biedronia. Jeszcze na początku marca stał z liderem na scenie podczas konwencji w Rzeszowie, teraz jest poza polityką. – Palikot zaorał partię przez jednoosobowe zarządzanie, teraz to samo robi Biedroń – ocenia były polityk, który budował struktury Wiosny w województwie podkarpackim.


Kilka dni temu zauważyłam na Twitterze pański wpis z informacją, że Robert Biedroń pana zablokował. Tymczasem pamiętam, że jeszcze na początku marca stał pan z nim na scenie podczas konwencji w Rzeszowie. Co się stało przez te 4 miesiące?


Mówiąc krótko okazało się, że miało być inaczej, a wyszło jak zwykle. Myślałem, że to będzie świeży powiew, wyłom w POPiS-owym murze. Tymczasem wyszło na to, że Robert wykańcza Wiosnę brakiem zaufania i ręcznym sterowaniem. Już gdzieś to widziałem. Gdzie?

W Twoim Ruchu Janusza Palikota. Kiedyś tam działałem. Okazuje się, że Robert często używa nawet takiego samego powiedzenia jak Janusz: "wiem, że wielu z was nosi buławy w plecaku". Sugerował, że tylko czyhamy, by go pozbawić przywództwa. To nieprawda, Wiosna ma kłopoty z zupełnie innego powodu. Palikot zaorał partię przez jednoosobowe zarządzanie, teraz to samo robi Biedroń.


Wodzowski model polskiej partii politycznej to nic nowego. Tak działa PiS, tak funkcjonuje Platforma, tak jest w SLD. Inaczej jest w Razem, ale jej poparcie jest śladowe. Przejdźmy jednak do konkretów. Co się wydarzyło między panem, a władzami partii?

Zaangażowałem się w działania wokół nowo powstającej partii już pod koniec 2017 roku. Gdy Wiosna się zarejestrowała, zostałem jej koordynatorem na Podkarpacie. Moim zadaniem była budowa struktur, przyjmowanie nowych członków, organizowanie wydarzeń.

W kwietniu dowiedziałem się, że mam być jedynką Wiosny w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Potem, niedługo przed wyborami, okazało się, że jednak nie.

Stąd ten rozwód z Wiosną? Jedynka w okręgu jest tylko jedna, w każdej partii toczą się wewnętrzne walki o to, kto otworzy listę.

Tyle, że ja wcale nie byłem zachwycony tym, że mam być jedynką. To duża odpowiedzialność zwłaszcza w przypadku raczkującej partii. Od poparcia dla lidera zależy wynik listy. No ale dobrze, Robert zdecydował, że mam być jedynką, byłem gotowy być jedynką.

O tym, że jednak nie otworzę listy, dowiedziałem się przez przypadek. Jedynki Wiosny miały być prezentowane podczas relacji na żywo – działacze z każdego regionu mieli wyciągać nazwisko z koperty. Kilka dni przed wydarzeniem zadzwonił do mnie człowiek z biura prasowego i zapytał, kim jest Anna Skiba, bo jej nazwisko ma na planszy dla Podkarpacia.

Tak się dowiedzieliśmy. Nikt z nami nie rozmawiał, nikt nas nawet nie uprzedził. Wszyscy byliśmy oburzeni. Gdyby ktoś z nami porozmawiał, próbował nas przekonać, to być może byśmy się zgodzili. Jak już mówiłem, nie zależało mi na pierwszym miejscu, nie spodobał mi się tylko sposób, w jakim to zostało przeprowadzone.

Wtedy pan podjął decyzję, że wycofuje się z Wiosny?

Nie, chciałem być lojalny. Byłem cicho. Prasie powiedziałem, że o tej nagłej zmianie zdecydowały względy dotyczące mojego życia osobistego. Lokalni dziennikarze nie drążyli.

26 maja odbyły się wybory. Liderka listy na Podkarpaciu osiągnęła marny wynik, ale do Parlamentu Europejskiego dostały się 3 osoby z Wiosny, w tym Robert. Szybko stało się jasne, że wbrew zapowiedziom nie zrzecze się mandatu na rzecz kolejnej osoby z listy, prof. Moniki Płatek.

Mieliście o to do niego pretensje?

Tak, bo to niepoważne, by najpierw coś obiecywać, a potem się z tego wycofywać. Żeby było jasne: nie oczekiwaliśmy od niego oddania mandatu, to był jego pomysł. Ale skoro już to zrobił, to słowa trzeba dotrzymać. Przecież mieliśmy być wiarygodni.

Między innymi o tym dyskutowaliśmy na spotkaniu 7 czerwca w Warszawie. Wtedy Robert oznajmił nam, że na jesieni nie startujemy samodzielnie, bo nie mamy szans. Byliśmy w szoku, przecież tyle razy powtarzał, że pójdziemy sami.

Z kim mielibyście pójść?

To jeszcze nie było wtedy pewne i chyba nadal nie jest. Biedroń mówił o Platformie lub jakiejś bliżej nieokreślonej koalicji. Dziwna sprawa, ale przy tym drugim wariancie wspominał coś o starcie z nowego komitetu, który zbierałaby kandydatów z różnych ugrupowań.

Próbowaliśmy mu tłumaczyć, że po pierwsze cały czas obiecywaliśmy ludziom, że Wiosna idzie sama, po drugie walka z Platformą była zbyt ostra, by teraz się bratać, a wreszcie po trzecie, że bez sensu jest tworzenie nowego komitetu, gdy moglibyśmy wpuścić lewicowych działaczy na listy Wiosny, dzięki czemu mielibyśmy próg 5 proc., a nie 8 proc.

Ale były też inne kwestie, które przeszkadzały koordynatorom lokalnym. Proszę zauważyć, że w ostatnich tygodniach odeszła Ewa Jeżak z Konina, Małgorzata Marenin z Kielc... nie jestem jedyny.Jakie inne kwestie przeszkadzały koordynatorom?

Antydemokratyczny statut partii. Na stronie internetowej Wiosny pojawił się dopiero w czerwcu, wcześniej był dostępny do wglądu w sądzie. Zgodnie z tym dokumentem decyzje jednoosobowo podejmuje Robert.

A w PiS-ie decyzje jednoosobowo podejmuje Kaczyński, a w Platformie wszystkie sznurki trzyma Schetyna.

Tak to wygląda w praktyce, ale zgodnie z ich statutami istnieją przynajmniej fasadowe ciała wewnątrzpartyjne, które decydują choćby o przyjmowaniu i usuwaniu członków. W Wiośnie robi to samodzielnie Robert.

Nie ma odwołania?

Jest, ale taka osoba nadal pozostaje poza partią do czasu jego rozpatrzenia. Kolejna niedopuszczalna rzecz to to, że zgodę na zebranie najwyższych władz partii, czyli zgromadzenie ogólne, musi wydać Biedroń. Wszystko jest zagmatwane tak, by cała władza była w rękach Roberta.

Jest pan jeszcze członkiem Wiosny?

Trudno powiedzieć, złożyłem rezygnację, ale nie dostałem potwierdzenia opuszczenia partii. Czuję się z tym wszystkim podle. Po raz drugi zaangażowałem się w politykę i po raz drugi się sparzyłem. Obawiam się, że Wiosna nie zbierze podpisów przed jesiennymi wyborami.

Na kogo pan będzie głosował?

Nie wiem.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0"Lodowiec cofnął się o 2 kilometry". Polak na własne oczy widział, co w Arktyce zrobiła zmiana klimatu
0 0Widać dym z kosmosu. Tak płoną lasy w Amazonii i na Syberii. To NIE JEST lokalny problem

TRAGEDIA W TATRACH

0 0"Usłyszałem krzyki ludzi". Na Giewoncie piorun miał uderzyć w łańcuch
0 0Dlaczego turyści nie wiedzieli o burzy w Tatrach? Wyjaśnienia IMGW
0 0Jak ministerstwo mogło płacić za usługi trolli? Detektyw ujawnia możliwe scenariusze
0 0"Dowiemy się, kto stoi za @KastaWatch". Te profile na Twitterze rozkręcały kampanię hejtu