
Begpackerzy podróżują za jeden uśmiech. Dosłownie. Nie są typowi autostopowiczami czy uciekinierami z domów. To młodzi turyści z Zachodu, których zwykle stać na wakacje, ale i tak żebrzą na ulicach. Takie podróżowanie jest dla nich po prostu fajniejsze. Kraje azjatyckie mają ich już serdecznie dość.
Begpackerzy dorobili się już swojego hashtaga i strony na Facebooku. Nie jest to zjawisko, które pojawiło się w tegorocznym sezonie wakacyjnym. Ma zaledwie kilka lat, ale ciągle przybiera na sile - zwłaszcza w krajach azjatyckich. Typowy begpacker to zwykle biały millenials, który rozstawia się na lotnisku lub centrum miasta z kubkiem i kawałkiem tektury z apelem o pomoc. Od stereotypowego żebraka różni go jednak wiele.
"Do jasnej cholery! Biali begpackerzy zaczynają swój desperacki nocny 'występ'. Jak zwykle w Jongno (jedna z najbiedniejszych dzielnic Seula - red.), na oczach niezamożnych starszych ludzi, którzy hojnie ich obdarowują, wierząc, że te bezwstydne szumowiny są naprawdę biedne" – czytamy w poniższym poście na Twitterze.
Begpackerskich postów lokalnych mieszkańców jest pełno. Kipi w nich od złości i bezradności. Nic dziwnego, że rządzący postanowili się tym zająć. Szlak przetarła Tajlandia. Już 2 lata temu brytyjski turysta został poproszony o pokazanie 20 000 THB (ok. 2100 PLN) w gotówce na lotnisku Don Muang w Bangkoku. Z kolei za jeden dzień pobytu w Bhutanie trzeba zapłacić 250 dolarów.
Żebrzący turyści to, zdaniem znanego podróżnika Andrzeja Urbanika, żadna nowość. – Już kilka dekad temu można było spotkać narkomanów, którzy wciskali tomiki pseudo-wierszy, bo musieli kupić kolejną działkę. Jedną z ulic Katmandu, stolicy Nepalu, nazwano "Freak street" ze względu na osoby, które tam mieszkały w okropnych warunkach. Z kolei białe turystyki prostytuowały się. Sam byłem tego świadkiem – mówi w rozmowie z naTemat.
Na forum Tripadvisor przeczytamy o jeszcze jednym negatywnym skutku begpackingu. Na ulicach Hong Kongu możemy wyróżnić trzy grupy żebraków: starsi, niepełnosprawni i turyści z Zachodu. Lokalsów denerwuje to, że przyjezdni w pewien sposób zabierają część datków na osoby naprawdę potrzebujące pieniędzy. I przez to mają bardzo złe zdanie o turystach z naszej części świata, nazywając ich "idiotami" i wyrachowanymi cynikami.
