
Małgorzata Weremczuk postanowiła się odnieść się do zarzutów, iż wzięła ślub z dwukrotnie od niej starszym Karolem Strasburgerem jedynie dla sławy i pieniędzy. 35-lata zapewnia, że nie każdy 70 late jest dziadem i w ich związku jest dużo miłości.
REKLAMA
Małżeństwa, w których jedna osoba najlepsze lata ma już za sobą, za to jej popularność wciąż jest na wysokim poziomie z osobą szerzej nieznaną, za to dużo młodszą zwykle budzą wiele emocji. Tak było w przypadku ślubu Michaela Douglasa z Catherine Zetą-Jones, czy na naszym krajowym podwórku Andrzeja Łapickiego z młodszą o 60 lat Kamilą Mścichowską. Nie inaczej jest też w przypadku nowej wybranki serca Karola Strasburgera.
Popularny 72-letni aktor i prezenter telewizyjny pojął za żonę dwukrotnie młodszą od siebie 35-letnią Małgorzatę Weremczuk. W sieci natychmiast pojawił się komentarze dotyczące skoku na kasę, geriatrii i łabędzim śpiewie. I choć małżeństwo obiecało sobie nie komentować swojego małżeństwa w mediach i na portalach społecznościowych, to jednak panna młoda postanowiła wyjaśnić kilka kwestii.
– Pobraliśmy się z miłości i na fundamencie wypracowanej przez lata przyjaźni. Tu nie ma drugiego dna. Pieniądze czy inne dobra majątkowe to nie są wartości, które uznajemy za właściwe w prawdziwej relacji i nie mogą być pretekstem do zawarcia małżeństwa, to jest wówczas biznes, nie miłość – twierdzi Weremczuk.
Weremczuk dodała, że nie każda 35-latka jest taka sama i nie każdy 72-latek jest "dziadem", jak – wyjaśniła – "hejterzy lubią określać Karola w internecie". – Nie lubię, kiedy traktuje się mnie stereotypowo. Po 13 latach znajomości, 10 latach przyjaźni wydaje mi się, że ludzie pobierają się z miłości, a nie po to, żeby mieć dziecko. To miał być progres w naszym związku –dodała żona Strasburgera, która zapewnia, że nie wzięła ślubu ani dla sławy, ani dla pieniędzy.
źródło: se.pl