
Artykuł Onetu o przedziwnych praktykach w Ministerstwie Sprawiedliwości wywołał wstrząs, szok i niemal trzęsienie ziemi w mediach społecznościowych. Ludziom w głowach się nie mieści, że takie rzeczy są możliwe w Polsce. W instytucji rządowej, która w dodatku powinna stać na straży prawa. Jeśli informacje Onetu się potwierdzą, w MS powinny polecieć głowy. Tak byłoby w każdym normalnym kraju.
Przypomnijmy. Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak miał aranżować i kontrolować akcję, której celem podobno było skompromitowanie szefa największego sędziowskiego Stowarzyszenia "Iustitia" – ustalił Onet.pl. Portal opisuje, jak Piebiak – prawa ręka Zbigniewa Ziobry – miał stać za zorganizowanym hejtem wobec sędziów, którzy sprzeciwiają się wdrażanym przez PiS zmianom w wymiarze sprawiedliwości.
Sam wiceminister w lutym ubiegłego roku został wyrzucony z "Iustitii" – za popieranie przepisów wdrażanych przez PiS, które są sprzeczne z podstawowymi celami stowarzyszenia. Decyzję uznał za niesprawiedliwą. Twierdził, że należy ją uznać za próbę kneblowania dyskusji w łonie "Iustiti".
Standardy demokratycznego państwa To, co pokazała publikacja Onetu, jeży włosy na głowie. Na próżno szukać podobnych przypadków gdziekolwiek na świecie. A tym bardziej w zachodnim demokratycznym kraju, który jest członkiem UE i NATO, który był wzorem demokracji dla innych, w którym nigdy wcześniej nic takiego nie miało miejsca. To jest niewyobrażalne, niepojęte i nie mieści się w głowie w normalnym państwie prawa.
Jeśli wszystko się potwierdzi, jeśli takie praktyki miały miejsce, to chyba przekroczyliśmy jakąś granicę. Hipokryzji i utraty wiarygodności tych, którzy odpowiadają za polski wymiar sprawiedliwości. Standardów, które bardziej przypominają Wschód niż Zachód. Czy ktoś się dziwi, że zewsząd płyną głosy wzywające ministra Ziobrę i jego zastępcę do dymisji?
W internecie wrze. Ludzie domagają się natychmiastowej reakcji premiera Morawieckiego. Jeśli wiceminister tak aktywnie działał na Twitterze, powinien wiedzieć,, jakie reakcje wywołała tu współpraca z kobietą o imieniu Emilia, którą opisuje Onet. Dymisja. Tylko o tym się pisze.
"Szykują się dymisje jak na standardy demokratycznego państwa prawa przystało, prawda Panie Premierze?" – pyta na TT prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz.
Tak robią inni Dymisji domaga się opozycja. Grzmi o tym Platforma Obywatelska.
Robert Kropiwnicki PO
Onet.pl
W każdym normalnym kraju, w państwie prawa, tak by na pewno było. I było, bo przecież takie przypadki się zdarzają, i to wcale nie tak rzadko. Żaden, trzeba przyznać, nie dotyczył takich praktyk jak hejt czy dyskredytowanie krytyka rządowej polityki.
Tylko w tym roku do dymisji podawali się ministrowie w Kanadzie, Francji, Austrii, Bułgarii...W naturalnej odpowiedzi na skandale, czy nadużycia, które się za nimi ciągnęły. Na zdrowy rozum, tego wymaga zwyczajna, polityczna i ludzka, przyzwoitość.
Mieliśmy dopiero dymisję marszałka Sejmu Marska Kuchcińskiego, ale wszyscy wiedzą, jak była wymuszona. We Francji – mniej więcej w tym samym czasie, w lipcu – do dymisji podał się minister ekologii François de Rugy. Media oskarżyły go o wydawanie wystawnych przyjęć na koszt podatnika, na których podawano homary i drogiego szampana. Wytykano mu wystawne życie. Minister twierdził, że nie ma sobie z żoną nic do zarzucenia, ale szybko zrezygnował, pisząc w oświadczeniu: "Ataki i lincz dokonywany przez media na mojej rodzinie zmusza mnie do wycofania się".
W maju swoim skandalem żyła Austria – z wicekanclerzem, który, jak ujawniły nagrania, oferował państwowe kontrakty rzekomej inwestorce z Rosji w zamian za pomoc przy wyborach. Dymisja była natychmiastowa. Były też przeprosiny. – Tak, to było głupie i nieodpowiedzialne, to był błąd – przyznał Heinz-Christian Strache.
W Kanadzie głośna była dymisja prokurator generalnej i byłej minister sprawiedliwości Jody Wilson-Raybould, a po niej Jane Philpott, bliskiej współpracownicy premiera Justina Trudeau. W tle były zarzuty o polityczne naciski dotyczące dochodzenia w sprawie firmy SNC-Lavalin – więcej o tym pisaliśmy tutaj.
W Bułgarii wiosną do dymisji podała się minister sprawiedliwości Tsetska Tsacheva – gdy wyszło na jaw, że ona i trzech innych polityków kupili luksusowe apartamenty poniżej ceny rynkowej. Krótko po niej, do dymisji podał się minister sprawiedliwości Cypru – krytykowany za śledztwo w sprawie tajemniczego zaginięcia kilku kobiet.
W tym roku było jeszcze więcej takich przypadków.
Morawiecki poprosił o wyjaśnienia I tak powinno być. Żadnego zamiatania pod dywan. Tym bardziej, że w sprawie wiceministra Piebiaka wyłaniają się bulwersujące elementy. Na przykład w jego korespondencji z panią Emilią pojawiają się nazwiska. "Przekazywanie danych osobowych bez upoważnienia to przestępstwo" – punktuje Roman Giertych.
Wiadomo, że premier Morawiecki poprosił wiceministra o wyjaśnienia. Jaka będzie reakcja, trzeba poczekać. Rzecznik rządu Piotr Müller powiedział, że na tym etapie jest za wcześnie, by mówić o dymisji.
Ale to wiceminister Łukasz Piebiak sam najlepiej wie, jak było. I sam, zgodnie z własnym sumieniem, powinien odpowiedzieć sobie, czy publikacja Onetu opisuje prawdę. A jeśli tak, jak powinien się zachować.
