
Wprowadzana od trzech lat reforma edukacji wraz z dniem 2 września 2019 roku definitywnie weszła w życie. – Zobaczycie, za kilka miesięcy, że reforma będzie dobrze służyła uczniom – zachwalał właśnie premier Morawiecki. Dziś, tuż po rozpoczęciu nowego roku szkolnego, mnóstwo rodziców pewnie puka się w czoło, gdy to słyszy. Już same uroczystości 1 września w niejednej szkole odbywały się na kilka tur.
"Mój syn w technikum 2 razy zaczyna lekcje o 7.25, potem dwa razy 8.20 i 9.15. Kończy najpóźniej o 16.25 (1 raz) a pozostałe dni po 14, po 15 i po 16. Plan ma fajnie ułożony. Dla ateistów idealnie - 2 religie jako ostatnie lekcje. Nie mam większych zastrzeżeń".
1. Plan lekcji – do której godziny
To niemal hasło sztandarowe skutków reformy edukacji, ale nie wyssane z palca.
"Zapisywałem syna do szkoły dziennej, a nie wieczorowej" – napisał jeden z rodziców, alarmując lokalny portal epoznan.pl. Chodziło o szkołę na Dębcu. Na planie co prawda pojawiła się adnotacja, że tylko do 3 września, ale i tak czarno na białym pokazuje zmorę, z którą wielu uczniów, rodziców i nauczycieli musiało się zmierzyć. Dwa razy w tygodniu lekcje kończą się o godzinie 20.00. Raz – o godzinie 19.10.
2. Plan lekcji – od której godziny
W niektórych szkołach lekcje zaczynają się 7.00-7.30. I niech nikt nie wmawia, że tak było wcześniej, bo nawet jeśli, to kumulacja dwóch roczników tylko to spotęgowała. Dla uczniów, którzy dojeżdżają z daleka to horror.
3. Okienka w środku dnia
Dziennikarz gazeta.pl zamieścił plan lekcji córki, na którym widać przedziwny absurd – lekcja etyki od 20.15 do 21.00 (!). W dodatku po czterech wolnych godzinach od ostatniej lekcji (!).
4. Religia musi być
Rodzic z Poznania pokazał plan dziecka, na którym widać, że w dniu, w którym lekcje kończą się o godz. 20.00 ostatni jest...WF. Za to dwie godziny wcześniej jest religia. Absurd, który widać na niejednym planie lekcji. I który spokojnie można było w tym roku odpuścić.
6. Wakat, nie ma nauczyciela
Nie ma i już. Wiemy już, że część sama odeszła po przejściach z ostatnim strajkiem, a rząd niewiele zrobił, by do takiego stanu nie dopuścić. Przedszkola, podstawówki, licea – wszędzie borykają się z problemem braku nauczycieli.
7. Koszmar podręcznikowy
To już zupełnie inna bajka, ale dotkliwa dla wielu. Rodzice byłych ósmoklasistów, dziś licealistów, liczą koszty. Oni muszą kupić nowe podręczniki, nie mają od kogo odkupić starych. 600-800 zł, niektórzy jeszcze więcej – tyle trzeba zapłacić za nowy komplet. Reforma edukacji zabrała im rok bezpłatnych podręczników, które były w szkołach podstawowych i gimnazjach.
