Plany lekcji do późna, początek lekcji o 7:15, okienka – niektórzy są przerażeni początkiem roku szkolnego.
Plany lekcji do późna, początek lekcji o 7:15, okienka – niektórzy są przerażeni początkiem roku szkolnego. Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Wprowadzana od trzech lat reforma edukacji wraz z dniem 2 września 2019 roku definitywnie weszła w życie. – Zobaczycie, za kilka miesięcy, że reforma będzie dobrze służyła uczniom – zachwalał właśnie premier Morawiecki. Dziś, tuż po rozpoczęciu nowego roku szkolnego, mnóstwo rodziców pewnie puka się w czoło, gdy to słyszy. Już same uroczystości 1 września w niejednej szkole odbywały się na kilka tur.

REKLAMA

Żeby nie było tylko na nie – część świeżych licealistów z podwójnego rocznika i ich rodziców na pewno jest dziś zadowolona. Z ich perspektywy obawy się nie sprawdziły, bo w ich szkołach tragedii nie ma. Przynajmniej pozornie, bo ścisku chyba nigdzie uniknąć się nie da. Ale nie brak placówek, w których dzieciaki mają świetne plany, żadnych lekcji na dwie zmiany, nie ma również żadnych nauczycielskich wakatów.

"Zaczynamy o 8:00, kończymy 13:30, 14:30" – tak jest w wielu szkołach.

"Mój syn w technikum 2 razy zaczyna lekcje o 7.25, potem dwa razy 8.20 i 9.15. Kończy najpóźniej o 16.25 (1 raz) a pozostałe dni po 14, po 15 i po 16. Plan ma fajnie ułożony. Dla ateistów idealnie - 2 religie jako ostatnie lekcje. Nie mam większych zastrzeżeń".

Opinia Internautki

FB

To jednak tylko jedna strona medalu. Druga nie miała tyle szczęścia. Tu wręcz widać idiotyzmy, do których doprowadziła reforma edukacji, a które już od pierwszych dni szkoły spędzają sen z powiek w niejednej rodzinie.

Nie wszystkie dzieci dostały się do wymarzonych szkół. Plan lekcji do godziny 19-ej. Pierwsza lekcja o godzinie 7.15. Okienka. Internet ugina się od relacji uczniów i rodziców. Oto krótkie podsumowanie tego, z czym testujący reformę na własnej skórze musieli się od nowego roku zmierzyć. – Wchodzimy w moment, gdy reforma szkolnictwa jest na pewnym zakręcie – powiedział Morawiecki. Wydaje się, że jest to bardzo duży zakręt.

1. Plan lekcji – do której godziny

To niemal hasło sztandarowe skutków reformy edukacji, ale nie wyssane z palca. "Zapisywałem syna do szkoły dziennej, a nie wieczorowej" – napisał jeden z rodziców, alarmując lokalny portal epoznan.pl. Chodziło o szkołę na Dębcu. Na planie co prawda pojawiła się adnotacja, że tylko do 3 września, ale i tak czarno na białym pokazuje zmorę, z którą wielu uczniów, rodziców i nauczycieli musiało się zmierzyć. Dwa razy w tygodniu lekcje kończą się o godzinie 20.00. Raz – o godzinie 19.10.

"Młodzież przygotowuje się do matury. Gdzie czas na korepetycje, zajęcia pozalekcyjne? Niektórym dojazd do domu zajmuje nawet 1,5h godziny. Co z osobami, które latami uprawiały różne sporty, a teraz nie mogą uczestniczyć w zajęciach? Ministerstwo zaprzepaściło lata treningów" – napisał wzburzony rodzic.

Sytuację monitoruje ruch Nie dla Chaosu w Szkole. "Doniesienia o pracujących do wieczora szkołach mamy między innymi z Kielc czy z Łodzi" – piszą na FB. Jedna z matek: "Córka technikum 2 klasa przy ul. Św Floriana w Poznaniu codziennie od 11 do 18.25. A gdzie zajęcia dodatkowe? A kiedy się uczyć, jak dojazd do szkoły to co najmniej 1,5h? To jest chore. Widzę to w czarnych kolorach".

Fakt, kiedyś też były lekcje do późna. Ale życie też wyglądało inaczej. Nie było tylu zajęć dodatkowych, które teraz - przez skutki reformy Anny Zalewskiej - niejeden uczeń musi stracić.

2. Plan lekcji – od której godziny

W niektórych szkołach lekcje zaczynają się 7.00-7.30. I niech nikt nie wmawia, że tak było wcześniej, bo nawet jeśli, to kumulacja dwóch roczników tylko to spotęgowała. Dla uczniów, którzy dojeżdżają z daleka to horror.

"O 7.30 to ja k.... wstaje" – napisał jeden z uczniów na FB. Jak wynika z jego planu, o tej godzinie zaczyna lekcje cztery razy w tygodniu. "Mam jutro lekcje od 7:15 do 18:00", "Mam jutro lekcje na 7 wiec muszę wstać o 5 rano żeby zdążyć", "Jutro lekcje o 7:30 a pociąg mam o 5:45" – to tylko kilka wpisów z Twittera.

3. Okienka w środku dnia

Dziennikarz gazeta.pl zamieścił plan lekcji córki, na którym widać przedziwny absurd – lekcja etyki od 20.15 do 21.00 (!). W dodatku po czterech wolnych godzinach od ostatniej lekcji (!).

Tu można dyskutować, że to etyka i być może dlatego. Ale słyszałam o szkole, w której jest okienko przed ostatnią religią i to w piątek. Uczniowie mogą nie chodzić? Jeśli ktoś nie przystępuje do bierzmowania, zapewne tak. Ale I LO to czas bierzmowań właśnie. I jeśli ktoś chce, to nie ma przebacz. Musi na religię czekać.

"Ja mam cztery godziny okienka przed wdż i następnego dnia dwa", "Jutro mam na drugą lekcje, na trzeciej mam okienko i do 15. Ten plan to cholernie nieśmieszny żart – opisuje ktoś inny.

Teraz pytanie, czy tak w ogóle powinno być. "W ogóle nie powinno być takiego czegoś jak "okienko dla ucznia". "Uczeń wtedy nie ma opieki, a powinien mieć, bo lekcje mu się jeszcze nie skończyły. Gdyby mu coś się stało – kto za to odpowie? Rodzice? Rodzice mogą powiedzieć, że szkoła odpowiada za ucznia" – zauważył jeden z internautów.

4. Religia musi być

Rodzic z Poznania pokazał plan dziecka, na którym widać, że w dniu, w którym lekcje kończą się o godz. 20.00 ostatni jest...WF. Za to dwie godziny wcześniej jest religia. Absurd, który widać na niejednym planie lekcji. I który spokojnie można było w tym roku odpuścić.

Religia w środku dnia niezmiennie co roku wzbudza emocje, ale w tym chyba większe niż kiedykolwiek. Dwie godziny w tygodniu przy ścisku, jaki przeżywają szkoły z powodu podwójnego rocznika. Może to najlepszy moment, by w ogóle przenieść je do kościoła?

W Łodzi i Warszawie były prośby do Kościoła, by w wyjątkowej sytuacji lekcja religii była jedna i władze kościelne wyraziły na to zgodę.

"Biskupi wykazali się zrozumieniem większym niż minister Zalewska. Chcą Warszawie pomóc w łagodzeniu skutków reformy edukacji. Ogólnego zarządzenia o zmniejszeniu liczby zajęć religii nie będzie. Daje na to zgodę biskup, każdy przypadek traktuje indywidualnie. Zdarza się to w wyjątkowych sytuacjach" – opisywała "Wyborcza".

Jednak np. w Krakowie i Gdańsku takiej zgody nie było.

6. Wakat, nie ma nauczyciela

Nie ma i już. Wiemy już, że część sama odeszła po przejściach z ostatnim strajkiem, a rząd niewiele zrobił, by do takiego stanu nie dopuścić. Przedszkola, podstawówki, licea – wszędzie borykają się z problemem braku nauczycieli.

"Bratanica (powiat Piaseczno) właśnie po 3 latach nauki hiszpańskiego, w klasie 7 ma się przestawić z braku nauczyciela na inny język: niemiecki lub rosyjski" – ktoś opisuje.

Inna relacja: "Jedna z klas pierwszych na warszawskiej Ochocie zaczęła rok bez wychowawcy". "U nas brak dwóch nauczycieli", "Dziś nie przyszła nowa nauczycielka, w każdej grupie jest jakiś vacat, nie zdziwię się, jeśli za kilka dni grupy będą zamykane", "U mnie brakuje nauczyciela hiszpańskiego, u koleżanki angielskiego" – relacjonują wkurzeni uczniowie i rodzice.

7. Koszmar podręcznikowy

To już zupełnie inna bajka, ale dotkliwa dla wielu. Rodzice byłych ósmoklasistów, dziś licealistów, liczą koszty. Oni muszą kupić nowe podręczniki, nie mają od kogo odkupić starych. 600-800 zł, niektórzy jeszcze więcej – tyle trzeba zapłacić za nowy komplet. Reforma edukacji zabrała im rok bezpłatnych podręczników, które były w szkołach podstawowych i gimnazjach.

To samo dotyczy komunikacji miejskiej, która była bezpłatna dla podstawówek i gimnazjów.

Dołóżmy do tego przebudowy szkół, które musiały znaleźć miejsce na dodatkowe sale. Klasy 36-osobowe. Przepełnione korytarze. I można się zaśmiać, że – jak powiedział premier Morawiecki – ta reforma będzie uczniom służyć. Czas pokaże, jak będzie.