
W środę w "Gazecie Wyborczej" ukazał się artykuł mówiący, że Jarosław Kaczyński znał "małą Emi". Dziennik ujawnił korespondencje polityka z hejterką. Rzecznik PiS uważa, że w rozmowach z kobietą nie było niczego nadzwyczajnego, a prezes partii wykonywał jedynie czynności poselskie.
REKLAMA
Z informacji podanych przez "Wyborczą" wynika, że korespondencja między Emilią S., a Kaczyńskim jest autentyczna. "Jeśli będzie Pani oczekiwała ode mnie wsparcia, którego mógłbym udzielić, działając w ramach uprawnień przysługujących parlamentarzystom, proszę o informację" – tak Kaczyński odpisał Emi. Na list, w którym stwierdziła, że – cytując odpowiedź Kaczyńskiego – "czuje się pokrzywdzona działaniami wymiaru sprawiedliwości, ale także Pana Łukasza Piebiaka, Podsekretarza stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości".
Rzecznik PiS Radosław Fogiel w rozmowie z portalem tvp.info odniósł się do ujawnionych przez gazetę rozmów. – Rocznie wpływających do biura spraw jest kilkadziesiąt tysięcy (…) Pan prezes jako poseł na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu posła podejmuje określone interwencje. W absolutnej większości przypadków polega to na przekazaniu sprawy do właściwej instytucji – wyjaśnił.
Jak podkreślił, przypadek Emilii S. dotyczył sporu związanego z dziećmi – prezes przekazał więc tę sprawę do Rzecznika Praw Dziecka.
Fogiel ocenił najnowszy artykuł "Gazety Wyborczej" jako "kolejny mokry kapiszon". – To normalna praca poselska, zakładam, że inni posłowie tego typu interwencje też podejmują. W całej tej sprawie nie ma żadnej tajemnicy, żadnej sensacji. Standardowe pismo i standardowa odpowiedź z prośbą o sprecyzowanie sprawy – dodał.
Przypomnijmy, że Emilia S. współpracowała z byłym już wiceministrem sprawiedliwości Łukaszem Piebiakiem w organizowaniu masowego hejtu na sędziów przeciwnych "dobrej zmianie".
źródło: TVP Info
