
Po łódzkiej aferze ze skórami zdawało się, że służba zdrowia będzie możliwie daleko trzymać się od zakładów pogrzebowych. Nic bardziej mylnego. Ten czarny biznes znów powoli wkracza do szpitali.
REKLAMA
Sprawa z Łodzi dość trwale ochłodziła stosunki właścicieli domów pogrzebowych z pracownikami służby zdrowia. Jak pisze jednak "Gazeta Wyborcza", nie wszędzie jest tak pięknie, jak mogłoby się wydawać.
Według ustawy z kwietnia 2011 roku, szpitale mają prawo do wydzierżawienia prosektorium. Warunek: dzierżawcy nie wolno prowadzić działalności reklamowej ani świadczyć usług pogrzebowych. Dodatkowo, na dzierżawę musi być zgoda organu założycielskiego.
Zobacz też: Rozsypiesz prochy, spełnisz ostatnią wolę zmarłego - popełnisz przestępstwo. Winne przestarzałe prawo
Żadne z przyjętych rozwiązań organizacyjnych nie może naruszać prawa rodziny osoby zmarłej do wyboru zakładu pogrzebowego.
Z takiej możliwości skorzystała placówka w Busku-Zdroju. Pech chciał, że przetarg na dzierżawę wygrał Antoni Motyl – właściciel czterech zakładów pogrzebowych. Władze tamtejszej placówki twierdzą, że wszystko monitorują i żadnych problemów nie widzą. A jeśli takowe się pojawiają, to na pewno umowę rozwiążą.
Czytaj też: Ksiądz żądał od biednego pieniędzy za pogrzeb. Kościół oficjalnie milczy. "To kuriozalne"
Zdaniem Marka Balickiego, nie ma w takiej sytuacji nic nielegalnego, jest jedynie ewentualny konflikt interesów. – Czy prowadzący prosektorium informują o wszystkich zakładach pogrzebowych w okolicy? – pyta Balicki o sytuację w Busku-Zdroju. Według "GW" inne szpitale już przygotowują się na podobny krok.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"

