
Pierwsze minuty, godziny czy dni po wyborach to idealne, choć dość brutalne, pokazanie tego, jak wszyscy żyjemy w bańkach informacyjno-towarzyskich. "Jezu, ale wstyd", "wyjeżdżam", "jak to możliwe, że PiS ciągle wygrywa, kto na nich głosuje?!", "Polacy są naiwni, nic nie rozumieją", "ogłupiony naród". To tylko część komentarzy, które dobrze oddają nastroje i mentalność wśród przeciwników PiS. A może czas w końcu zaakceptować, że w takiej Polsce żyjemy i poza naszymi bańkami ona właśnie taka jest. PiS-owska – ze wszystkim, co za tym idzie.
Tak to wygląda na przestrzeni lat:
1. prezydenckie w 2015 – 34,76 proc. (I tura, 5 179 092 głosów), 51,55 proc. (II tura, 8 630 627 głosów)
2. parlamentarne w 2015 - 37,58 proc. (5 711 687 głosów)
3. europejskie w 2019 - 45,38 proc. (6 192 780 głosów)
4. parlamentarne w 2019 - ok. 45 proc. (trwa liczenie)
Jednocześnie potrafię docenić naprawdę profesjonalną kampanię PiS (czy w dobrej wierze, to już inna kwestia), która działania opozycji zostawiała przez lata daleko z tyłu. Nie jestem w stanie już dłużej patrzeć na Grzegorza Schetynę, "liderów tego pokolenia" i widzieć, że to wyborcom chce się bardziej niż im.
