Dwa lata później wciąż cieszy. Stinger to auto, które wyleczy cię z niemieckich marek

Kia Stinger dwa lata po premierze nadal wygląda bardzo świeżo.
Kia Stinger dwa lata po premierze nadal wygląda bardzo świeżo. Fot. naTemat.pl
Nie jest tak szybki jak w wersji z silnikiem V6, ale wygląda równie dobrze. A na dodatek jest sporo tańszy przy zakupie. Kia Stinger w wersji z dwulitrowym silnikiem to spełnienie marzeń wielu Polaków o szybkim, niebanalnym i jeszcze będącym w finansowym zasięgu aucie. Choć już po zakupie tanio nie będzie.


Stinger na rynku jest z nami już ponad dwa lata. I kiedy właśnie mniej więcej dwa lata temu ten niesamowity samochód testował mój redakcyjny kolega (w wersji V6), zwyczajnie nie mógł się go nachwalić. Górnolotnie powiem, że historia przyznała mu rację. Stinger wyłapał po premierze naprawdę pokaźną liczbę nagród i po prostu zrobił furorę wśród ludu.
Teraz, po dwóch latach, na testy wpadła nam wersja z dwulitrowym silnikiem benzynowym. 245 koni mechanicznych to może nie 370 koni z V6 o pojemności 3,3 litra, ale... wstydu nie było. Niemniej jednak po kolei.

Wygląda jak the real deal
Testowany egzemplarz to wersja GT Line. Łatwo się domyślić, że taki Stinger nawiązuje do wersji GT - tej z mocarnym silnikiem V6. I od razu trzeba przyznać, że GT Line to nie tylko nazwa. O wyglądzie Stingera GT powiedziano już wszystko, więc dodam tylko, że GT Line jest właściwie... identyczny. A dla sąsiada, któremu się będziesz chciał pochwalić, na pewno będzie.
GT Line od GT odróżniają tak naprawdę tylko dwie rzeczy. Jedna to inny wzór felg (a i ten tutaj jest świetny!). Druga to zaciski. "Zwykłe" zamiast czerwonych. Też nie robi to wielkiej różnicy z wyglądu, a jak ktoś się uprze, to i sobie przemaluje. W każdym razie obie wersje są po prostu bliźniaczo podobne.

No dobrze, jest jeszcze trzecia różnica - na klapie jest znaczek GT Line zamiast GT. Ale to już kosmetyka.
Wnętrze natomiast jest takie samo, a w testowanej wersji po prostu robi robotę. Czerwona skóra w połączeniu z ciemnym lakierem będzie zestawem dla osób, które lubią się wyróżniać (moja samochodowo konserwatywna żona oczywiście marudziła), ale według mnie wygląda to fenomenalnie.


Cała reszta jest taka sama jak w GT. Czyli całkiem niezłe materiały, wszystko jest bardzo dobrze spasowane, wreszcie kokpit jest naprawdę ergonomiczny, jest tu miejsce i na telefon, i na klucze, i cokolwiek innego. Z drugiej strony trzeba przyznać, że w środku widać upływ czasu. Konkurencja pod względem designu wnętrza poszła mocno do przodu. Stinger jest tutaj bardzo konserwatywny, żeby nie powiedzieć - przestarzały.
Inna kwestia, że ten niewielki ekran na środku kokpitu i tradycyjne zegary dla wielu osób znudzonych komputerami na kołach po prostu będą zaletami.

Jeździ tak, że nie potrzebujesz GT
Różnica w osiągach na papierze rzeczywiście jest. GT Line ma jednak jednak dwa cylindry mniej, 121 koni mniej, a i moment obrotowy jest mniejszy o 157 Nm (finalnie 353 Nm). A do tego mamy napęd na tył zamiast na obie osie. Czy to problem? Zależy. Jeśli chcecie swojego Stingera butować po niemieckiej autostradzie, no to... no tak. Ale w realny użytkowaniu w Polsce dwulitrowy Stinger mocy ma aż nadto.
Do setki GT Line z 245-konnym silnikiem rozpędza się w 6,3 sekundy. To raptem mniej więcej sekundę wolniej od starszego brata. Do prędkości autostradowych rozpędza się właściwie równie ochoczo. Nic mu tu nie brakuje. Tak po prostu.

Nie powiem też, że GT Line prowadzi się gorzej. Wiele osób powie nawet, że... lepiej. Testowany model jest przede wszystkim lżejszy od GT o ponad 200 kilogramów! Silnik V6, napęd na obie osie i inne dodatki robią swoje. To sprawia, że Stinger GT Line w zakrętach porusza się naprawdę ochoczo.
Ale nie ma róży bez kolców. GT Line jeździ świetnie, ale w ramach przepisów. Gdybyście chcieli sprawdzić jego limity (i swój stan punktów karnych), napęd na tył szybko o sobie przypomni (choć mechanizm różnicowy sprawia, że auto łatwo opanować). Tak samo jak brak sportowego zawieszenia z regulacją tłumienia czy wspomniany już brak hamulców Brembo.

Ale ponownie - w każdej normalnej sytuacji Stinger GT Line będzie aż nadto i szybki, i komfortowy. Pokonałem tym autem w trasie i w mieście sporo kilometrów. I naprawdę: zero problemów.
GT Line nie ma natomiast podejścia do wersji z poczciwym V6 w kwestii dźwięku. Dwulitrowy Stinger po prostu nie brzmi, a w trybie sportowym drażni dźwiękiem z głośników. Serio: nie jest zbyt ciekawy. Warto natomiast odnotować bardzo dobre wygłuszenie kabiny. W ustawieniu cywilnym to świetne auto do połykania kilometrów.

Problem jest jeszcze jeden: spalanie. Stinger to kolejne auto, które stanowi dowód, że mniejsze, ale wysilone silniki wcale nie palą mniej niż więcej. I spalanie dwulitrowego Stingera jest naprawdę wysokie. Na autostradzie: 12 litrów. Na ekspresówce: niewiele mniej. W mieście, nawet jeśli nie będziecie przesadzać z gazem, ale ruch nie będzie zbyt płynny, trzeba się liczyć nawet z 17-18 (!) litrami.
To zresztą bardzo rzuciło mi się w oczy podczas testu. Stinger jest okej przy stabilnej prędkości, ale hamowanie i przyspieszanie naprawdę bardzo mocno podbija spalanie.

Taniej, ale nie tanio
Przy okazji spalania dochodzimy do ceny. I Stinger "jak na Koreańczyka" tani nie jest. Co prawda w tym przypadku trudno powiedzieć, dlaczego miałby być, bo to kawał bardzo dobrego i świetnie wyposażonego auta, ale jednak. Z testowanym silnikiem samochodem z salonu można wyjechać za 152 900 zł. Ale nie będzie to wersja GT Line, a osobiście uważam, że bardziej cywilne L oraz XL po prostu... nie wyglądają dobrze.
GT Line to już 177 900 zł. Sporo, chociaż to i tak promocja przy "prawdziwym" GT, które jest wycenione na 237 900 zł. Biorąc pod uwagę, że możliwości GT legalnie wykorzystać się po prostu nie da, wypada się zastanowić, czy GT Line to po prostu nie najlepszy wybór w kwestii Stingera. Według mnie tak.

I po prostu na tyle dobre, że stanowiące alternatywę dla niemieckich aut tego typu.

Kia Stinger GT Line na plus i minus:

+ Dobre osiągi
+ Cena niższa niż w GT
+ Prowadzenie
+ Komfort
- Przestarzałe wnętrze
- Spalanie

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
O TYM SIĘ MÓWI 0 0Nie chcemy nudy, chcemy DRAMY. Ten odcinek "Rolnik szuka żony" zaspokoił odwieczną ludzką potrzebę
RECENZJA 0 0Bez coming outu Elsy, ale wciąż "ma tę moc". O "Krainie lodu 2" znów będzie głośno
POLECAMY 0 0Nigdy się nie poddawaj – tego uczy kino. 10 tytułów, które powinien zobaczyć każdy mężczyzna
Volvo 0 0W mieście Volvo ci więcej. Kompaktowy XC40 to SUV gotowy na (prawie) wszystko
0 0Modest Amaro otwiera kolejną restaurację. “To będzie coś unikalnego”
INNPoland 0 0Lodowe księżyce i wiatr słoneczny. Człowiek w kosmosie to nic przy tych misjach
O TYM SIĘ MÓWI 0 0"Twardy zawodnik" rezygnuje z prawyborów w PO. Kidawa-Błońska nie ma już rywali
0 0Kaczyński mówił o rodzinie, ale znów podzielił Polaków. "Marginalne zjawiska mają być normą"
DADHERO.PL 0 0"Dziwne spojrzenia, złośliwe komentarze..." Tak wygląda życie ojców samotnie wychowujących dzieci
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Negatywne komentarze na Allegro się opłacają. Za ich usunięcie płacą nawet 80 zł
TYLKO W NATEMAT 0 0"Żenujące". Były sołtys Rytla nie ukrywa, co myśli o reportażu Superwizjera o Beacie Szydło
0 0Afera podkarpacka. Zatrzymano byłych funkcjonariuszy CBŚP i CBA