Na wsparcie rodziny 33-letniego Adama udało się już zebrać ponad 100 tys. zł.
Na wsparcie rodziny 33-letniego Adama udało się już zebrać ponad 100 tys. zł. Fot. Facebook / Monika Gadomska

– Jestem wściekły na wiele rzeczy. Jestem zły, że straciłem przyjaciela – mówi Witold Peszczyński, przyjaciel 33-letniego Adama, który zginął na przejściu dla pieszych na Bielanach ratując rodzinę. To on zorganizował zbiórkę pieniędzy, które mają wesprzeć rodzinę zmarłego. Zbiórkę, której cel udało się osiągnąć w zaledwie kilka dni. Na koncie jest już ponad 100 tys. zł.

REKLAMA

Niemalże w dniu swoich trzecich urodzin Tomek stracił na zawsze ukochanego Tatę. Świat Tomka i jego mamy w jednej chwili wywrócił się do góry nogami. Gdy wybrali się na rodzinny spacer w piękną, słoneczną niedzielę, zdarzyła się niewyobrażalna tragedia! Na przejściu dla pieszych, w drodze na plac zabaw, kierowca w rozpędzonym do ponad 100 km/h BMW potrącił 33-letniego Adama, nie dając mu żadnych szans na przeżycie. Jednocześnie naraził matkę i dziecko na ogromne niebezpieczeństwo. Tylko szybka reakcja Adama, który w ostatnim momencie zdążył odepchnąć żonę i wózek z synkiem, zapobiegła jeszcze większej tragedii.

Udało się już zebrać ponad 100 tys. zł. Spodziewał się pan takiego wsparcia?
Stworzenie zbiórki było bardzo spontaniczne. Było potrzebą chwili. Wiele osób zgłaszało się do mnie, zarówno znajomi, jak i nieznajomi mówili, że chcieliby jakoś pomóc. Nawet na pogrzebie podchodziły do mnie różne osoby pytając o możliwości wsparcia rodziny Adama. Oczywiście nie chciałem podawać żadnych prywatnych numerów kont, więc jedyną legalną drogą była właśnie ta zbiórka.
Robiłem coś takiego pierwszy raz w życiu, dlatego nie wiedziałem, jaką kwotę mam wpisać. Wiedziałem jedynie, że Magdzie i Tomkowi przyda się każde wsparcie, bo zostali bez głównego żywiciela rodziny. Jednak niczego nie zakładałem.
Jestem pozytywnie zaskoczony i bardzo wdzięczny tym, którzy pomogli. Nie chodzi tylko o osoby, które wpłaciły pieniądze, ale też o te, które udostępniały informację o tej inicjatywie, o te, które dodawały otuchy. To jest budujące.
Do kiedy trwa zbiórka?
Dopóki ktoś pisze, zgłasza się, chce pomóc, zbiórka trwa, ale pewnie jest to maksymalnie kwestia tygodnia.
Te pieniądze będą potrzebne nie tylko na bieżące wydatki?
Kwestia pomocy i potrzeb jest bardzo szeroka. To są ludzie młodzi, na dorobku z kredytem hipotecznym. Poza tym pamiętajmy, że został Tomek, który ma 3 latka, chodzi więc także o jego edukację, o jakieś zabezpieczenie jego przyszłości.
Magda wie, że te pieniądze są zebrane. Jest bardzo wdzięczna wszystkim, którzy chcieli pomóc i bardzo to docenia. Na razie nie jest jednak w stanie z nikim rozmawiać. Wiem, że media próbowały się skontaktować z nią lub z kimkolwiek z rodziny, ale absolutnie na razie nikt nie myśli o czymś takim, o wywiadach. Miałbym jeszcze apel...
Apel?
Jeżeli ktoś chce powiedzieć coś głupiego albo przykrego, to niech się po prostu powstrzyma. To jest smutne. Każdy na swój sposób przechodzi żałobę. Nikt nie jest aktorem, aktorką, aby na pokaz płakać, krzyczeć.
Pojawiły się takie zarzuty?
Tak, pojawiły się przykre komentarze. Madzia coś chciała napisać na Facebooku, wyjaśnić pewne rzeczy, bo do mediów trafiały sprzeczne informacje. Pod jej postem znalazły się takie zdania: "Jak może pani po kilku dniach od takiej tragedii pisać cokolwiek?".
Również dlatego Magda unika teraz jakiegokolwiek wypowiadania się. Poza tym nawet jeżeli jakiś dziennikarz dobrze przeprowadzi wywiad, to i tak ktoś zarzuci jej, że w ogóle rozmawiała.
Pan jest przyjacielem rodziny?
Z Adasiem przyjaźniliśmy się od 12 lat. Byliśmy bardzo blisko. Byłem świadkiem na jego ślubie, on był świadkiem na moim. Przez 7 lat prowadziliśmy wspólnie biznes. Wspólne wyjazdy, wspólne wakacje... Cały czas razem.
To co robię teraz jest czymś naturalnym. Oczywistą oczywistością. Chcę wesprzeć rodzinę Adama. On to samo zrobiłby dla mnie. Staram się pomóc choćby w takich kwestiach jak księgowość, ubezpieczenie. Wszystkiego sam nie załatwię, ale będę przy nich.
Poza tym rozmawialiśmy z Adamem na takie tematy. Wiedziałem jakie on ma zobowiązania, jak wygląda jego sytuacja. Tak samo Adam wiedział, co i gdzie jest u mnie. O takich rzeczach trzeba rozmawiać. To nie są łatwe tematy, ale trzeba je podejmować.
Jest w panu złość?
Jestem wściekły na wiele rzeczy. Jestem zły na tego kierowcę, bo jego zachowanie było bezmyślne. Jestem zły na to, że mimo iż od wielu lat zgłaszane były uwagi do infrastruktury, że mówiło się, że jest ona do poprawy, to nikt się tym nie zajął właściwie.
Jestem zły, że straciłem przyjaciela... Że już się z nim nie spotkam, nie pogadamy, nie pośmiejemy się, nie spędzimy wspólnie wakacji. Nie będę miał do kogo zadzwonić, z kim porozmawiać, kogo się poradzić.
Adam kochał życie i kochał ludzi. Zawsze był skory do pomocy. Był zwariowany tak jak ja i wesoły. Miał też specyficzne poczucie humoru. Był też niezwykle inteligentny. Poznaliśmy się w 2008 roku. Szybko się zaprzyjaźniliśmy. To był człowiek, który wiedział czego chce, miał sprecyzowane plany na przyszłość.
Rodzina była dla niego cały światem. Jego żona i syn, który był jego oczkiem w głowie, byli dla niego najważniejsi. Choć nie tylko oni. Tak samo zżyty był z bratem, z rodzicami. Naprawdę rzadko spotyka się rodzinę, która jest tak blisko. Naprawdę można im tego pozazdrościć.