
Grupa 27 europosłów, w tym z PiS, pojechała na propagandową wycieczkę do odciętego od świata Kaszmiru. Dokonali czegoś dotąd niemożliwego, co nie udawało się nawet obserwatorom ONZ. Do Kaszmiru Indie nie wpuszczały praktycznie nikogo. Nawet himalaiści szli w góry od strony Pakistanu, a nie Indii. Ten region to jak beczka prochu.
Wizyta miała miejsce w czasie, gdy w życie wchodzi dekret o anulowaniu autonomii dla Kaszmiru, który władze Indii ogłosiły w sierpniu. Powszechnie uznano tę wycieczkę za propagandową, ku chwale Indii i tego, jak dbają o normalność Kaszmiru. Dlatego zdjęcie z tej wyprawy, na którym widać europosłów na łódkach na kaszmirskim jeziorze Dal, mówi więcej niż niejedno słowo. I komentowane jest nie tylko w Polsce.
Na nim jest pięknie, miło, normalnie i bezpiecznie. Podczas gdy premier Kaszmiru i inni kaszmirscy politycy przebywają w areszcie domowym i lokalna władza praktycznie przestała istnieć. Do stanu ściągnięto też tysiące dodatkowych wojsk, a wcześniej odłączono telefony i internet.
Sprawdzić na własne oczy Kaszmir, do tej pory autonomiczny, stał się właśnie częścią Indii. Część mieszkańców na pewno się cieszy. Ale część na pewno nie. Już w sierpniu decyzja indyjskich władz wywołała falę protestów. Teraz, po trzech miesiącach sytuacja w Kaszmirze – jak pisze BBC – wciąż jest daleka do normalnej.
Media donoszą o zamkniętych od tygodni sklepach, szkołach, biurach i wzmożonych patrolach wojska."Rządowe siły są w stanie najwyższej gotowości, by powstrzymać antyindyjskie protesty i ataki rebeliantów" – piszą.
Wizyta europosłów tego nie pokazała. Podczas konferencji prasowej, której cały zapis dostępny jest w internecie, politycy bardzo zastrzegali, że nie przyjechali tu mieszać się w wewnętrzne sprawy i oceniać.
Ryszard Czarnecki wyjaśniał, że przyjechali, by zestawić wyobrażenie, jakie o Kaszmirze panuje w Europie, z rzeczywistością, i żeby lepiej zrozumieć problem. Jedna z dziennikarek pytała o doświadczenia, jakie europosłowie wynieśli z Kaszmiru. Jeden mówił o pięknych krajobrazach i ludziach, którzy zrobili na nim wrażenie. – Mówili od serca, że chcą być obywatelami Indii. I chcą się rozwijać jak inne regiony Indii. Chcą by dzieci chodziły do szkoły, był dostęp do szpitali – opowiadał. Inny stwierdził, że doświadczenia były wspaniałe, ale był za krótko i może następnym razem przyjedzie z żoną.
"Tylko pod kontrolą wojskowych" – To zapewne była pokazówka. Jeśli już wracają, to nic nie widzieli. Kawałek jeziora polodowcowego? – reaguje Krzysztof Mroziewicz, dziennikarz, były ambasador w Indiach. Jest zaskoczony wizytą europosłów w Kaszmirze. Wiadomo, że do tej pory nie mogli tam wjechać nawet indyjscy politycy, co oburzyło indyjską opozycję.
– Formalnie można było tam wjeżdżać tylko pod kontrolą wojskową indyjską, do indyjskiej części. Jeżeli nasi himalaiści chcieli wchodzić na K2 – szczyt formalnie jest częścią Indii, ale kontrolę nad drogą na K2 sprawuje Pakistan – to musieli wchodzić od strony pakistańskiej i prosić władze Pakistanu o zezwolenie na wejście do Kaszmiru – tłumaczy Krzysztof Mroziewicz.
Sam był w Kaszmirze, w Srinagarze, jako dziennikarz. Towarzyszyli mu wojskowi:
– Nie mogłem zrobić żadnego kroku na swoją własną odpowiedzialność. Wydawało mi się, że jeden żołnierz przypada mniej więcej na jednego cywilnego obywatela kraju. Przede mną jechał jeep z karabinem maszynowym i pięcioma żołnierzami z obstawy, a za mną taki sam. Do Kaszmiru nie wpuszczano turystów. A taka wyprawa jak europosłów do niedawna w ogóle nie wchodziła w grę, bo nawet obserwatorzy ONZ nie byli wpuszczani do Kaszmiru.
Granica na lodowcu Kaszmir to jeden z 4 regionów Dżammu i Kaszmiru, najbardziej na północ wysuniętego stanu Indii, który zgodnie z decyzją władz został właśnie podzielony na terytorium Dżammu i Kaszmir oraz terytorium związkowe Ladakh.
Indie stoczyły o Kaszmir już trzy wojny z muzułmańskim Pakistanem. Konflikt pochłonął tysiące ofiar.

– Cały czas trwa tam coś, co generałowie indyjscy nazywają rekonesansem. Ale to jest regularna bitwa na wysokości 7500 m. n.p.m. Tam wieją huraganowe wichry, temperatura sięga -40 stopni i można sobie wyobrazić, w jakich warunkach toczą się walki. Do tej pory cały czas to się dzieje. Zwłaszcza, że pewna część Kaszmiru północnego, Lech, została podarowana przez Chińczyków Pakistanowi. Ale formalnie i prawnie należy do Indii – mówi naTemat Krzysztof Mroziewicz.
Sporne tereny są górzyste. Tu, na granicy Indii i Pakistanu, jest lodowiec Siachen, w paśmie Karakorum, który spływa z wysokości 5753 m n.p.m. – Na wysokości 4700 metrów n.p.m zaczyna się podział Kaszmiru na część pakistańską i indyjską. Tu urywa się tzw. linia przerwania ognia, gdyż ani Pakistańczycy, ani Hindusi nie mieli sposobu na wytyczenie granicy na tej wysokości – tłumaczy były ambasador.
ONZ postanowiła, że na spornych terenach powinno odbyć się referendum. Ale Indie się na to nie zgodziły, uznając, że na terenach okupowanych nie może być uczciwego referendum. – Dlatego od ponad 40 lat ONZ wysyła swoich obserwatorów. Na ogół są to wojskowi z kilkunastu krajów, ale nigdy nie pozwolono im wjechać do Kaszmiru – opowiada nasz rozmówca.
Problem Maharadży Konflikt ciągnie się od 1947 roku, napisano o nim tony artykułów i książek. Do tego czasu Kaszmir wchodził w skład Indii Brytyjskich. Na jego los miał wpływ Maharadża Hari Singh. Obszar zamieszkany był przez trzy grupy etniczne – Tybetańczyków, muzułmanów i braminów indyjskich, z których pochodził.
– Gdy Anglicy odchodzili ze swoich kolonii południowo-azjatyckich, to Maharadża Kaszmiru miał duże problemy z utrzymaniem swojej władzy nad tym obszarem. Po wyjściu Anglików wydawało mu się, że utrzyma niezależność Kaszmiru jako państwa. Ale nie miał dostatecznie wyrazistej siły wojskowej i gospodarczej. Kaszmir był biedny, za bardzo odcięty od całego świata – tłumaczy Krzysztof Mroziewicz.
W tym czasie za zachodnią granicą wyrósł mu Pakistan. Państwo o sztucznej nazwie, utworzonej z pierwszych liter od: Pendżab, Afgan, Kaszmir i Sind oraz końcówki nazwy Beludżystan, które obejmowało ziemie indyjskie zamieszkane przez tamtejszych muzułmanów.
Krzysztof Mroziewicz
Wojska indyjskie weszły wtedy do Kaszmiru. – Ale dotarły tylko na głębokość 2/3 obszaru kaszmirskiego. 1/3, od strony zachodniej, była już zaanektowana przez Pakistańczyków. Wzdłuż linii przerwania ognia, która dziś nazywa się linią kontroli, zaczęły się konflikty – opowiada ambasador.
Do czego może to doprowadzić I tu dochodzimy do autonomii, którą właśnie Kaszmirowi zabrały Indie. Uważając, że to sposób na to, by wreszcie w tym regionie zakończyły się walki. Ale organizacje praw człowieka są zaniepokojone, co tam się dzieje.
– Maharadża Kaszmiru za przyjęcie do Unii Indyjskiej dostał zgodę na utworzenie autonomii kaszmirskiej. Natomiast na mapach Indii za każdym razem wyznaczano granice w taki sposób, że cały Kaszmir należał do Indii. I tak dzisiaj mapy są drukowane. Niezależnie od tego, jakie stanowisko w tej sprawie ma parlament kaszmirski – mówi Krzysztof Mroziewicz.
Dziś władze lokalne praktycznie już nie istnieją. A władze kraju zaprosiły do Kaszmiru europosłów.
– Premier Modi będzie teraz organizował takie imprezy, aż dojdzie do jakiegoś zamachu terrorystycznego. Jest to bardzo prawdopodobne, gdyż już dawno nastąpiła talibizacja części północnej Pakistanu, graniczącej z Afganistanem. Na skutek decyzji o anulowaniu autonomii może dojść do bardzo dramatycznych wydarzeń. Zawsze zdawano sobie sprawę, że Kaszmir to punkt zapalny i w każdej chwili może wybuchnąć wojna – przestrzega nasz rozmówca.
