
Reklama.
– Zakładam, że to jest wrzutka polityczna. My na pewno tego nie poprzemy, bo za daleko to wszystko poszło. Dość długo zastanawialiśmy się, o co chodzi i nie mamy pojęcia. Czy to jest efekt burdelu? Tam w PiS-ie mają zebrane in blanco podpisy tych najbardziej zaufanych pod ustawami. Jak coś komuś przyjdzie do głowy, to pisze projekt i załącza te podpisy -– żali się Gazecie.pl anonimowo jeden z polityków Porozumienia.
Poruszenie w jego partii wywołał ruch grupy posłów PiS pod egidą Marcina Horały, która złożyła w środę w Sejmie projekt ustawy znoszący limit 30-krotności składek na ZUS. To zaskakująca decyzja, wziąwszy pod uwagę fakt, że jeszcze kilka tygodni temu kilku czołowych polityków ugrupowania rządzącego obiecało, że podwyżki nie będzie. Teraz jest jednak inaczej, ale Porozumienie nie zamierza przykładać do tej ustawy ręki.
– PiS raczej nie znajdzie poparcia dla tego pomysłu wśród innych partii. Naprawdę nie kumamy, o co chodzi. To jest sytuacja, która nic nie daje poza zaognieniem. Rzecz idzie o jakieś 5 mld zł. O co może chodzić? Przecież jesteśmy po wyborach, a retoryczna figura zbilansowanego budżetu nie jest warta takiej chryi – dodaje polityk partii Jarosława Gowina.
Przypomnijmy, że przez zniesienie limitu 30-krotności składki ZUS dałyby zastrzyk gotówki płynący z portfeli 300 tysięcy Polaków. Chodzi o najlepiej zarabiających pracowników i ich pracodawców, którzy płaciliby wyższe składki.
Jak pisał serwis INNPoland.pl, zniesienie limitu 30-krotności może dać do kasy budżetowej państwa wpływ o wysokości nawet 7,1 mld złotych. Regulacja zakłada bowiem zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe od 2020 roku, co oznacza, że osoby zarabiające ponad 10 tys. złotych miesięcznie, które do tej pory płacić składek nie musiały, od Nowego Roku zaczną.
źródło: Gazeta.pl