
Zdolności manualne uznaje się za wyznacznik męskości. I na nic tłumaczenia, że zamiast godzinę męczyć się z drobną awarią, lepiej zapłacić fachowcowi, który upora się z nią w 15 minut. A przecież po to zarabiamy pieniądze.
REKLAMA
Moi znajomi śmieją się ze mnie, bo gdy zepsuł się kran w moim mieszkaniu, dzwoniłem po hydraulika, zamiast sam go naprawić. Dlatego postanowiłem poszukać dowodów, że nie jest ze mną wcale najgorzej. Po wrzuceniu w Google frazy "facet nie potrafi naprawić kranu" znalazłem kobiece forum. Kliknąłem z nadzieją, że wyrozumiałe panie uznają wymaganie od mężczyzny umiejętności złotej rączki za przestarzałe. Pierwszy komentarz: "to ci***, nie mężczyzna". Skoro nie znalazłem sojuszników wśród kobiet, została mi tylko męska solidarność.
Nie potrafię wymienić kranu, jestem pół daltonistą, więc ściany też nie pomaluję. Poza tym nie znoszę motoryzacji. Mimo to nie uważam się za gorszego faceta. Istnieje jeszcze zestaw prac, które powinien umieć wykonać każdy mężczyzna?
Dzisiaj to już nie jest kwestia "potrafię-nie potrafię", ale raczej grubości portfela. Albo robimy coś sami, albo dajemy zarobić innym. Jeśli mamy odpowiednio gruby portfel, to dajemy te naprawy domowe wykonać innym. Jeśli portfel jest pusty lub prawie pusty, to nie ma siły - musimy umieć wszystko zrobić sami.
A co chwila trzeba coś naprawiać. Dzisiaj wszystko się zużywa. Jeśli jakiś sprzęt działa dłużej niż 5 lat, to jest ewenement. Dlatego okazji do naprawiania jest dużo. Ale przecież istnieje cała branża usługowa, są specjaliści, którzy wiedzą co, gdzie i jak przymocować, i przykręcić, i wiedzą gdzie jest calówka, a gdzie pół calówka. Wystarczy mieć tylko odpowiednio gruby portfel.
A jak jest u pana? Jest pan złota rączką?
Ja dorastałem w trochę innych czasach niż pan. Wychowałem się w PRL-u, więc musiałem umieć wszystko. Wtedy nie było możliwości wynajęcia fachowca do drobnej awarii. No a dziś, jako, że mam te umiejętności, to dalej naprawiam to i owo, gdy trzeba.
Można postawić granicę, mówiąc: "można nie wiedzieć, jak naprawić wtrysk paliwa, ale uszczelkę w kranie każdy musi umieć wymienić"?
Dziś to już nie jest kwestia umiejętności, ale tego czy chce nam się coś zrobić, czy nie. Przecież te naprawy domowe, to jest tak prosta sprawa, że każdy może temu podołać. Gdy ma tylko trochę chęci i czasu. Chociaż można się też sparzyć, bo każą nam dokręcić baterię, dawniej nazywaną po prostu kranem, a okaże się, że to był plastik i wszystko pójdzie w drobny mak, gdy tylko mocniej zakręcimy kluczem. Ale generalnie to bardzo proste czynności i bariera jest tylko i wyłącznie w nas samych.
Przed rozmową z panem przeglądałem kobiece fora. Jedna z pań napisała, że sama majsterkuje, a jej mąż filozof czyta książki i nie wie, jak wkręcić śrubkę. Znak czasów?
To na pewno przykład znalezienia dobrego rozkładu prac w małżeństwie. Każdy robi to co umie i na czym się zna. Mężczyzna nie musi umieć naprawić kranu, ale zarobić na fachowca, który ten kran naprawi. Jak sam nie potrafi, to lepiej niech się nie tyka, bo jeszcze popsuje do końca.
Większość pań nie podzielała jednak wizji przedstawionej przez koleżankę. Skoro więc wymagają od politologów czy bankowców robienia tego, co hydraulicy czy mechanicy, to ci drudzy powinni się z kolei znać na polityce?
Akurat tutaj pan nie trafił. Przecież oni się znają na polityce. Jak każdy w Polsce. Przecież do tego nie trzeba nic umieć ani wiedzieć. Wystarczy tylko obejrzeć sobie ostatnie obrady Sejmu i już można uchodzić za kompetentnego. Nie to co przy naprawianiu kranu.
