
Na tegoroczne Święta Bożego Narodzenia władza przygotowała nam wyjątkowo szpetną trzynastą potrawę. Ale ona szpetna jest jedynie dla tych wszystkich, dla których prawa demokracji są święte. Dla pozostałych miła jest oku i duszy.
A skoro już o świętych prawach mówimy, to czy nie zastanawialiście się nigdy nad tym, dlaczego dla chrześcijan, ścisłej – katolików, ich dogmaty wiary mają być nienaruszalne, nietykalne i niepodważalne, ale święte zasady demokracji mogą być brukane w zasadzie bez przerwy? Weźmy choćby taką pierwszą z brzegu normę, czyli trójpodział władzy, który od ponad czterech lat jest bez przerwy naruszany.
Permanentna kohabitacja Niby każdy wie, że władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza mają być od siebie niezależne, uzupełniając się jednak w procesie rządzenia i tworzenia prawa w państwie. Ta podstawowa zasada demokracji zakłada więc permanentną kohabitację, od kilku lat jednak bez przerwy naruszaną przez parlamentarną większość.
Żeby to jeszcze miało związek z rzeczywistą i oczywiście niezbędną reformą wymiaru sprawiedliwości w Polsce, zapewne nikt rozsądny nie miałby z tym problemu, rzecz w tym, że w całej tej sprawie nie o reformy chodzi, tylko o ordynarny skok na sądy, aby zagwarantować sobie całkowitą bezkarność i mieć totalny wpływ na wynik wyborów. Jasne, można ględzić przy tym o wielkiej reformie sądownictwa, aby obywatelom zrobić dobrze, ale w to wierzą tylko ci, którzy wierzyć z różnych powodów chcą.
Najbardziej porażające w tym wszystkim jest to, że rządzący narzucają trzeciej władzy wszystko to, z czego u siebie chcą się uwolnić na lata. Sędziowie mają być więc wolni od komunistycznej przeszłości, mają być uczciwi i nieskazitelni, ale rządzący problemu z tym nie mają, jak w tej biblijnej opowieści o źdźble w oku bliźniego i belce w swoim. Tworzone zatem są przepisy, które dotyczyć mają jedynie jednej władzy po to, aby dwie pozostałe mogły być całkowicie bezkarne. To jest sens owej „reformy” sądownictwa.
Nawiasem mówiąc retoryka, używana przez władzę, jest wyjątkowo podła, bo jej podstawą jest zbiorowa odpowiedzialność całego środowiska wobec kilku, kilkunastu przypadków na ponad 10 tysięcy. Mój Boże, żeby to tylu tylko było nieuczciwych wśród polityków, świat byłby piękny. Snując dalej rozważania nad tym, dlaczego Kaczyński dał zielone światło, aby wszcząć tę jawnie otwartą już wojnę z Europą, wyciągam na światło dzienne moje własne teorie, które wydają mi się dość mocno udokumentowane zachowaniem władzy w ostatnich tygodniach.
Po co w istocie jest ustawa kagańcowa? Moja pierwsza teoria, to ta, że ustawa kagańcowa służy odwróceniu uwagi od dwóch ogromnych problemów Zjednoczonej Prawicy: sprawy Banasia i nadchodzącego uchwalenia budżetu na 2020 rok. Czy ktokolwiek w ostatnich dniach mówi coś o szefie NIK? Wyparował nagle niczym kamfora i stał się całkowicie niewidzialny. Czy ktoś w tym kraju mówi lub choćby tylko zastanawia się nad przyszłorocznym budżetem? Skalą podwyżek, które nas czekają? Po co przy świątecznym stole mówić o tak przykrych sprawach jak nietykalny Banaś i niezrównoważony budżet, który zrównoważonym miał być jedynie w głowach rządzących przed wyborami?
Druga moja teoria mówi, że ustawa kagańcowa służy rozgrywce Kaczyńskiego z Gowinem i Ziobrą. Pierwszego Kaczyński umiejętnie złapał w sieć, powodując, że Gowin znów będzie za, ale nie będzie się cieszył, drugiego zaś wykorzystał jako pożytecznego idiotę, którego bez wahania poświęci na wypadek przegranej bitwy z Unią Europejską, dokładnie tak samo jak poświęcił Jakiego przy pamiętnej noweli ustawy o IPN, gdy de facto ustawę tę napisał nam Izrael. Słuchając wczoraj minister Emilewicz, nie mam żadnych wątpliwości, że Gowin i jego trupa grają w teatrze Kaczyńskiego rozpisane przez niego role bez żadnych oporów, i to niezależnie od tego, ilu wyniosłych słów o demokracji użyje pani minister.
Teoria trzecia mówi według mnie, że ustawa kagańcowa jest czysto kampanijnym narzędziem Andrzeja Dudy i służy oczywiście przeciągnięciu na jego stronę radykalniejszych wyborców prawicy, co widać po sondażach. Awantura z trzecią władzą nie powoduje odpływu wyborców od PiS, co może oznaczać, że część centrowego elektoratu, który jej nie popiera, została zastąpiona elektoratem Konfederacji. Aby tę tezę bardziej ugruntować potrzeba jednak nieco czasu, niech pokaże się więcej badań dotyczących poparcia społecznego dla poszczególnych ugrupowań.
Teoria czwarta jest nad wyraz oczywista i wiąże się bezpośrednio z charakterem naczelnika państwa. Ustawa kagańcowa jest po prostu zwykłą zemstą na środowisku sędziowskim, które tak licznie postawiło się prezesowi. Nie od dziś bowiem wiadomo, że pan Kaczyński i pamiętliwy jest, i nie puszcza obrazy płazem. Sędziowie wyjątkowo mocno zaleźli panu Kaczyńskiemu za skórę, nie oddali pokłonów gremialnie (bądźmy szczerzy – te kilkadziesiąt przypadków ześwinienia się to mała kropelka w morzu potrzeb zbawcy narodu), więc było oczywiste, że długo ta zniewaga bez odpowiedzi żyć przecież nie mogła. Przy okazji w wojence tej Kaczyński rozgrywa prezydenta, z którym łączy się za pomocą jednej z kilkunastu laleczek voo-doo, których cały rządek leży równo poukładany na biurku prezesa – każda tam ma swoje nazwisko. Ostatnie słowa prezydenta o sędziach i Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego świadczy o tym, że połączenie to jest jeszcze silniejsze niż dotąd.
Teoria piąta, to jawna już wojna z Unią Europejską. Wiadomo, że PiS bez wroga nie istnieje. PiS wroga mieć musi. Pięć lat temu wrogiem byli uchodźcy, dziś są to środowiska LGBT, sędziowie i Unia. Tak nawiasem mówiąc, jak rzeczywiście wygląda kwestia obcych w Polsce, widać już niemal na każdym kroku, w restauracjach, hotelach, sklepach, wśród kurierów, na budowach. Nie ma branży, w której nie spotkasz obcokrajowca. Tak mniej więcej wygląda obrona polskich granic w wykonaniu PiS. Wojna z Unią, to jednak inny kaliber – tu już nie o prywatne animozje prezesa idzie, ile o przyszłość kolejnych pokoleń Polek i Polaków.
Oczywiście można tłuc ludziom do głów, że bez Unii życie jest lepsze, albo snuć chore wizje o Trójmorzu jako alternatywie dla zjednoczonej Europy, ale to czyste idiotyzmy są. Polska bez Unii ma jedynie jedną przyszłość i jest to przyszłość we wschodnim kręgu kulturowym.
Tylko głębsza integracja europejska może stawić czoła wyzwaniom XXI wieku, które są naprawdę potężne. Ale integracja ta nie może opierać się li tylko na funduszach, tak miłych sercom rządzących, ale głównie na wspólnocie zasad. Zasad demokracji.
Prawa demokracji są święte i święte być muszą Ustawa kagańcowa jest zamachem na te zasady i nie ma nic wspólnego z niezbędną i konieczną reformą sądownictwa. Ustawa ta narusza normy demokracji, których naruszyć nie wolno w imię wolności każdego obywatela. Wolności mojej, twojej, naszej. Jeśli nie wolno podważać dogmatów wiary, tym bardziej nie wolno podważać świętych praw demokracji. Prawo do niezawisłego sądu jest jednym z tych niezbywalnych praw wolnego obywatela. Kto tego nie rozumie, nie rozumie w istocie niczego.