Komisja sprawiedliwości odrzuciła wszystkie poprawki opozycji do tzw. ustawy kagańcowej.
Komisja sprawiedliwości odrzuciła wszystkie poprawki opozycji do tzw. ustawy kagańcowej. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ponad 10 godzin – tyle trwały obrady sejmowej komisji sprawiedliwości, której członkowie dyskutowali o projekcie ustawy dyscyplinującej sędziów tzw. ustawy kagańcowej. Dla wielu był to festiwal absurdów. – Byliśmy poruszeni tak niestosownym procedowaniem. Uważam, że absolutnie nie ma to nic wspólnego z ideą parlamentaryzmu – mówi w rozmowie z naTemat Marcin Wolny, prawnik w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, który był wczoraj w Sejmie.

REKLAMA
Zasadniczo miałem nie być obecny, ponieważ pan przewodniczący Ast nie wyraził zgody na udział w posiedzeniu komisji przedstawicieli organizacji społecznych. Stało się jednak tak, że udało się nam legalnie wejść na posiedzenie Komisji. Nasz udział w jej pracach był jednak ograniczony. W żadnym momencie nie udzielono nam głosu, mimo próśb posłów opozycji.
Do momentu, w którym uczestniczyłem w posiedzeniu komisji, widać było chęć rządzącej większości parlamentarnej, by jak najszybciej zakończyć prace nad tym projektem. Komisja uchwaliła limit długości głosu każdego z posłów.
Były też próby ograniczenia głosu przysługującego na każdy klub parlamentarny, a także łącznego głosowania wszystkich poprawek. Do tych ostatnich ograniczeń jednak nie doszło wskutek opinii Biura Legislacyjnego Sejmu.
Tego łącznego głosowania chciał poseł Ozdoba, który odczytywał poprawki PiS, choć właściwie nie czytał ich treści.
Ze zdziwieniem obserwowaliśmy te próby. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Pan poseł Ozdoba czytał poprawkę jedynie w zakresie wprowadzenia do wyliczenia. Następnie kończył i przechodził do następnej. De facto więc poprawek nie czytał i ich nie uzasadniał.
To spotkało się z oburzeniem?
Byliśmy poruszeni tak niestosownym procedowaniem. Uważam, że absolutnie nie ma to nic wspólnego z ideą parlamentaryzmu. Nie wiem, na ile było to celowe działanie, a na ile rezultat niewielkiego doświadczenia w pracach Sejmu.
Chaos?
Po trzech godzinach Komisja nie była w stanie wyjść poza preambułę ustawy. Można było więc się spodziewać, że praca będzie długa. Niestety posłowie rządzącej większości parlamentarnej w ogóle nie przejmowali się uwagami formułowanymi przez posłów opozycji, Biuro Legislacyjne, czy wskazanymi w opiniach przedłożonych do tego projektu. W zdecydowanej większości były to uwagi zasadne, pokazujące zagrożenia płynące z tej ustawy.
Przewodniczący Ast źle prowadził posiedzenie?
Zależy, jak interpretujemy źle. Na pewno był mniej sprawny, niż jego poprzednik na tym stanowisku (przyp. red. Stanisław Piotrowicz), w przepychaniu tej ustawy kolanem przez komisję sejmową.
Subiektywnie uważam, że był bardziej tolerancyjny w stosunku do posłów opozycji niż poprzedni przewodniczący, bardziej kierował się też wskazaniami Biura Legislacyjnego, co do sposobu procedowania ustawy. Mimo tego, całokształt procedowania tego projektu oceniam źle.
Czy to są warunki do tworzenia prawa?
Absolutnie nie. Dobrego prawa nie da się stworzyć w warunkach, w których projekt wpływa zaledwie kilka dni przed posiedzeniem komisji. Nie ma czasu na to, aby skonsultować go publicznie, czy poprosić o opinię ekspertów.
Trudno jest przyjąć dobrą ustawę, gdy uniemożliwia się organizacjom społecznym wzięcie udziału w obradach komisji, nie daje im się wypowiedzieć, limituje się treść i czas wypowiedzi poszczególnych posłów, czy nie pozwala zabrać głosu przedstawicielom innych instytucji państwowych. To nie są warunki do stworzenia jakościowo dobrego prawa. Pomijam to, czy idea wprowadzenia tych rozwiązań w ogóle jest sensowna.
Szczególnie negatywnie należy w tym kontekście ocenić procedowanie nocą, w trakcie okresu świątecznego. To wszystko jest robione po to, aby osłabić społeczne zainteresowanie tą ustawą, utrudnić obywatelom dostęp do jej szczegółów. W ten sam sposób oceniam wczorajszy brak transmisji z posiedzenia Komisji na antenie kanału informacyjnego telewizji publicznej.
Rzecznik Praw Obywatelskich także nie mógł przedstawić opinii?
Do tego momentu, do którego byłem na komisji, przedstawiciel Biura Rzecznika Praw Obywatelskich nie otrzymał głosu. Jest to szczególnie bulwersujące. O ile jeszcze potrafię zrozumieć, że pan przewodniczący Ast nie ma zamiaru słuchać jakichś prywatnych instytucji np. Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka czy Forum Obywatelskiego Rozwoju, to jednak RPO jest organem konstytucyjnym, powołanym z mocy prawa do tego, aby przedstawiać uwagi właśnie na tym etapie procesu legislacyjnego.
To, co powtarza się w komentarzach po komisji, to opinia o "bucie" części posłów PiS.
Niestety muszę się z tym zgodzić. To nie jest tak, że posłowie rządzącej większości parlamentarnej muszą akceptować każdy argument przeciwny ich projektować. Natomiast lekceważące traktowanie komentarzy posłów opozycji, którzy podkreślali niebezpieczeństwo związane z procedowanym projektem, jawne, wręcz wulgarne wyśmiewanie, było po prostu niegrzeczne.
Patryk Wachowiec z Forum Obywatelskiego Rozwoju napisał, że widział pusty rechot, gdy mówiono, że ten projekt narusza prawo UE.
Pusty rechot, moim zdaniem, jest dobrym podsumowaniem tego zachowania posłów rządzącej większości.
Posłów rządzącej większości reprezentowała także wiceprzewodnicząca komisji Anna Milczanowska, która mówiła do Marka Asta "Nie dawaj tamtym posłom". Nie chciała, aby z nowymi poprawkami zapoznali się inni?
Do tego zdarzenia doszło w czasie przerwy. Jest to sytuacja absolutnie nie do zaakceptowania. Jeśli na sali obrad komisji są poprawki, to każdy poseł powinien mieć możliwość zapoznania się z nimi. To warunek, tego aby mógł się do nich precyzyjnie odnieść. Proces legislacyjny polega bowiem na wymianie poglądów, często rozbieżnych, na temat proponowanego prawa.
Jest pan prawnikiem, łapie się pan za głowę, patrząc na to, co się dzieje?
Łapałem się za głowę, gdy przychodziłem do Sejmu pierwszy raz zaraz po studiach. Wtedy wszystkie te idee, o których na studiach prawniczych się mówi, uległy unicestwieniu. To była brutalne zderzenie z rzeczywistością polityczną. Teraz te negatywne wrażenia są jednak podniesione do kwadratu, czy wręcz do sześcianu.