
Z perspektywy Wrocławia rozważania nad kulturotwórczą bądź kulturobójczą rolą klubokawiarni są abstrakcyjne, bo w stolicy Dolnego Śląska pojęcie „klubokawiarni” niemal nie istnieje.
REKLAMA
Rzecz pierwsza i niezależna od mieszkańców i władz miasta – zwarta zabudowa Wrocławia. Nie mamy alei, a centrum to ściśnięte budynki, skoncentrowane w jednym miejscu. Łatwo kogoś podrażnić hałasem, o czym najlepiej wie, świętej już pamięci, klub Forma, a z problemem tym borykają się i inne lokale, np. Synergia, która kiedy wystawiła DJ'kę na Placu Solnym, bardzo szybko pojawili się panowie w mundurach, którzy harce ukrócili. Co ciekawe, oficjalnie sankcjonowane imprezy w rodzaju występów Maryli Rodowicz czy innych zombie polskiego szołbizu, jak i dramatyczna uciążliwość Euro 2012, służbom mundurowym nie szkodzą. Na moje pytanie, czy to sprawiedliwe, że na jedne imprezy się przymyka oko, na inne nie, rzecznik Straży Miejskiej odpowiedzieć nie chciał, zasłonił się jedynie oficjalną formułką: – Straż Miejska Wrocławia podejmuje działania na podstawie przepisów prawa i wszystkie osoby fizyczne lub prawne traktuje jednakowo.
Bardzo ciekawe, jakoś nie widziałem, żeby kazano Maryli ściszyć granie, lub żeby Rosjanom wlepiano masowo mandaty za spożywanie w miejscu publicznym w czasie Euro. Tak samo rzecznik stwierdził, ze nie było żadnej instrukcji specjalnej na przymykanie oczu podczas Mistrzostw, a na pytanie o to, czy była to zatem inicjatywa własna strażników, po prostu nie odpowiedział. W Urzędzie Miasta też za bardzo mi nie pomogli w zrozumieniu tej niesprawiedliwości, biedna stażystka zobowiązała się odpowiedzieć „do 14 dni”, a nasz lokalny Jerzy Urban – Paweł Czuma – jest na urlopie.
Niestety wyjścia z tego patu za bardzo nie ma, o ile nie znajdzie się miejsca do bawienia się na dworze z dala od centrum. Pomijam Wyspę Słodową, bo nie jest to klubokawiarnia i poprzestańmy na tym, zanim padną gorzkie słowa. Miejsc z dala od centrum we Wrocławiu jest jak na lekarstwo – Kafe Szalet na Wzgórzu Polskim i Kafe Plaża przy Zoo. Oba nie mają szczęścia do sąsiadów. Kafe Plaża zgody na imprezy z muzyką już nie uzyska, bo ta źle wpływa na zwierzęta (tak przynajmniej mówią w Zoo, chyba nie mają powodów do kłamstwa), a legendy o słoniu umierającym od dźwięku basu krążą od jakiegoś czasu po Wrocławiu.
Z Kafe Szalet, umiejscowionym na tyłach Akademii Sztuk Pięknych problem mają okoliczni mieszkańcy, którym przeszkadza głośna muzyka. Jak mówi współorganizator jednego z najlepszych cykli imprez we Wrocławiu, które na Wzgórzu Polskim gromadziły po 400-500 uczestników: – Skargi były, mieliśmy wizyty służb. Byli grzeczni, ale stanowczy. Po 22 w ogóle nie ma mowy o pozwoleniu na jakiekolwiek granie.
Także i o tych interwencjach nie za wiele dowiedziałem się od rzecznika Straży Miejskiej. – Potrafię zrozumieć tych ludzi, muzyka się niesie i u nich słychać ją bardzo głośno – dodaje organizator. Skoro tak jest, to może – wzorem Warszawy, gdzie mimo problemów, z jakimi boryka się część lokali, mimo wszystko takie miejscówki funkcjonują – należałoby otworzyć coś na „zielonej trawce”?
Mówi jeden z właścicieli wrocławskiego klubu, który szukał takiego miejsca na lato we Wrocławiu: – Nastawienie miasta (a konkretnie Zarządu Zieleni Miejskiej) wciąż jest niestety "anty-trawnikowe". Spędziłem sporo czasu próbując dotrzeć do kogoś, kto chwyci temat, niestety bezskutecznie. Konsultacje z kierownikiem ZZK prawdopodobnie nie są dostępne dla zwykłych śmiertelników. Natknąłem się na osobę, dla której nie do pomyślenia była koncepcja dojścia do miejsca zlokalizowanego na polanie trawnikiem... Powiedziano mi, że generalnie od jakiegoś czasu (od ok. dwóch lat) nastąpiła polityka otwarcia zgodnie z wytycznymi z góry (patrz Kafe Szalet i Plaża), ale póki co na więcej nie ma co liczyć. Odpowiedniki miejsc takich, jak w stolicy, póki co raczej nie powstaną, no chyba, że znajdzie się jakieś duże klepisko...
Zabawne w tym kontekście jest hasło „Wrocławianie na polanie”, lansowane przez miasto. Tak to niestety pod skrzydłami Dutkiewicza wygląda – kultura i rozrywka mogą istnieć, o ile są sankcjonowane urzędniczo. Dławi się większość oddolnych inicjatyw, stawiając na bezpieczne rozwiązania dla turystów w Biergartenach. Świadczą o tym najlepiej problemy Muzeum Współczesnego, które nie jest pewne swojego losu.
Spokojnie, Prezydent wymyślił dwa najbardziej idiotyczne i absurdalne muzea, jakie tylko można sobie wyobrazić – Muzeum Wody (sic!) i Muzeum Pana Tadeusza. Pal sześć, że rękopis Mickiewicza przyciąga turystów do Ossolineum, które po utworzeniu takiego muzeum stanie się po prostu kolejną biblioteką. Pal sześć, że pomysły te to najgłębszy XIX wiek. Ważne, że w statystykach będzie się zgadzać – mamy muzea! Tak rozumuje Dutkiewicz i jego urzędnicy, co doskonale widać po ilości i jakości wrocławskich festiwali dotowanych z miejskiej kasy – nie liczy się wartość artystyczna i publiczność, liczy się to, że mamy festiwal.
Nic zatem dziwnego, że po pieniądze z miasta sięga kasta cwaniaków, jak organizator kilku takich „festiwali”, który na sam początek wizyty w mojej audycji radiowej rzucił, że „on trudni się tylko tym, jak dobrze naciągnąć urzędy i w życiu nie parał się uczciwą pracą.” Europejska Stolica Kultury, nie ma co.
Wracając na plan szerszy – dziwi arogancja i ignorancja miejskich urzędników o tyle, że legitymacja ich władzy jest bardzo słaba. Dutkiewicz wygrał przy frekwencji trochę ponad 30%, Hanna Gronkiewicz-Waltz przy ponad 47%. Może właśnie dlatego władzom naszych miast wydaje się, że mogą robić, co chcą? Że są jedynymi dyspozytariuszami form kultury i rozrywki miejskiej? Że nieważne, co zrobią, my i tak pogodzimy się z arbitralną decyzją? Chyba czas położyć temu kres i zacząć walczyć z urzędnikami o nasze miasta. Podział, który kreuje większość mediów – między beztroskimi zwolennikami głośnych imprez, a obrońcami spokoju, jest fałszywy, co doskonale pokazał filmik „Zostawcie nasze Powiśle”. Konflikt powinien rodzić się między nami, mieszkańcami miast, a ich władzami, które najchętniej wyprzedałyby wszystko tzw. inwestorom. Afery jak ta wokół Placu Zabaw i PKP Powiśle na szczęście powoli zbliżają nas do celu, jakim jest przyjazne miasto dla wszystkich – od imprezowiczów po spacerowiczów.