Dziennikarz Sky News pokazał, jak mieszkańcy jednej z chińskich wiosek budują barykady na drogach.
Dziennikarz Sky News pokazał, jak mieszkańcy jednej z chińskich wiosek budują barykady na drogach. Fot. screen/https://youtu.be/LRRmJ7vvW7E/Sky News

Wuhan jest odcięte od świata, nie sposób się z niego wydostać na własną rękę. Internet każdego dnia zalewają nagrania z tego miasta i to one głównie przedostają się do zagranicznych mediów. Jak jest w innych miastach? Co tam się dzieje? Bo nawet w odległych wioskach ludzie blokują drogi, nie chcą wpuścić do siebie obcych.

REKLAMA
Świat skupił się głównie na Wuhan i prowincji Hubei, epicentrum koronawirusa. Tylko w ostatnich godzinach pociągami dotarło tam ponad 6 tys. ton materiałów medycznych, w tym, prawie 2 mln masek i 111 ton lekarstw. 400 ton dostarczono transportem drogowym, ponad 500 – samolotem.
W całej prowincji "na pierwszej linii frontu" ma pracować nawet 170 tys. lekarzy, trwa błyskawiczna budowa dwóch szpitali.
Mieszkańcy Wuhan wciąż są odcięci od świata, na zdjęciach widać głównie opustoszałe miasto. Albo szpitale, które pękają w szwach.
Polski ser w Pekinie
Ale koronawirus to nie tylko Wuhan i Hobei. A internet ugina się od relacji z innych miejsc, które mniej przedostają się na czołówki mediów.
"Dla wszystkich, którzy uważają że nadszedł Armageddon. W Pekinie panuje SPOKÓJ" – opisuje na przykład polski dziennikarz Tomasz Sajewicz, korespondent Polskiego Radia w Pekinie. Na Twitterze zamieścił sporo nagrań, na których widać puste ulice, ludzi w maseczkach, ale też półki pełne jedzenia w swoim osiedlowych sklepie. Znalazł nawet polski ser.
Ale nie wszystkie relacje są tak spokojne.
Nawet w odległych wioskach widać, jak ludzie boją się koronawirusa. Jak mieszkańcy budują barykady, by nie wpuścić obcych. I jak odgradzają się od tych, którzy wrócili z Wuhan.
Barykady nawet daleko od Wuhan
"Mieszkańcy obok mojego domu ustawili punkty kontrolne, żeby nie wpuszczać obcych. W jednym miejscu zablokowali drogę ciężarówką i bambusem" – opisuje na Twitterze dziennikarka Viola Zhou. Wiejski region Zhejiang, o którym pisze, znajduje się około 700 km od Wuhan.
Ale mieszkańcy wiosek blokują drogi nie tylko tam.
Odgradzają się, czym popadnie, co mają pod ręką. Wysypują ziemię na drogę, ustawiają ciężarówki. Używają taśm, nawet – jak pokazał korespondent Sky News – budują mury z cegieł. I stawiają tablice z napisami, że obcy nie są tam mile widziani.
Sami budują też punkty kontrolne. Tworzą patrole, przeprowadzają dezynsekcje, czyszczą ulice. Na niektórych nagraniach widać też "uzbrojonych" ochotników, którzy nikogo obcego nie wpuszczą, ale też nie wypuszczą nikogo z podejrzeniem wirusa.
Jak ktoś napisał, mieszkańcy wiosek "sprawy kwarantanny wzięli w swoje ręce". Pod kontrolą lokalnych władz. "Chińskie wioski walczą z koronawirusem" – idzie przekaz chińskich mediów.
Lokalne władze przekazują komunikaty za pomocą głośników ulicznych. Kilka dni temu Viola Zhou pokazała, jak w jej rodzinnym regionie Zhejiang władze przez głośniki ostrzegały ludzi, by zostali w domach.
"Z wielu prowincji dochodzą głosy, że mieszkańcy wiosek są odcięci od świata, ludzie nie mogą wyjechać ani wjechać. Lokalne władze ogłosiły to za pomocą megafonów lub za pomocą gongów. Niektóre ustawiły blokady na drogach" – pisała, opierając się na wpisach z Weibo, chińskiego odpowiednika Twittera.
"Przyszli zniszczyć jego dom"
Na niektórych nagraniach widać, jak mieszkania, w których mieszka ktoś, kto był w Wuhan dosłownie zabijane są deskami. Albo jak na drzwiach tych domów pojawia się napis: "Ta rodzina właśnie wróciła z Wuhan. Trzymajcie się z daleka".
Albo takie zdarzenie z Jiangyou w prowincji Siczuan. Jeden z mieszkańców pracował w Wuhan i ukrył ten fakt. "Zachorował i mieszkańcy przyszli zniszczyć jego dom" – opisuje profesor z uniwersytetu w Pekinie.
Takich historii z Chin jest mnóstwo. Na przykład wioska Wenqiao w prowincji Anhui oddalona o około 500 km od Wuhan. Tu w obawie przed wirusem ma obowiązywać pozwolenie na wyjście do sklepu. Czas na zakupy – 40 minut. Jeśli ktoś nie zdąży, ma być poddany 14-dniowej kwarantannie.
Zdjęcie pozwolenia udostępniła m.n. Jennifer Zeng, chińska działaczka praw człowieka i pisarka, która dziś mieszka w Nowym Jorku. Na swoich profilach społecznościowych Zeng zamieszcza ostatnio dużo historii z głębi Chin, tłumaczy też chińskie tweety z nagraniami na angielskie.
Starcia z policją
"Ludzie, którzy uciekli z Hubei, tak są traktowani" – pisze Zeng pod innym wideo, na którym widać bójkę.
Oczywiście to może być tylko jeden taki przypadek. Ale w sieci jest więcej nagrań, na których pojawia się agresja.
W Szanghaju ludzie bili się w kolejce po maski.
A w prowincji Fujian, około 800 km od Wuhan tłum starł się z policją, protestując przeciwko strefie kwarantanny, która ma być tam utworzona.
Niektórzy pisali, że zaatakowano karetkę, w której miała być przewożona osoba z podejrzeniem zarażenia.

To być może tylko jednostkowe przykłady. Ale na pewno pokazują nieco inny obraz od tego, który znamy już z opustoszałego Wuhan.