Afera w Pruszkowie. Ministerstwo Sportu straci obiekt, na który wydało 100 mln złotych?

Kolarze podczas treningu na opisywanym torze w Pruszkowie.
Kolarze podczas treningu na opisywanym torze w Pruszkowie. Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta  
BGŻ Arena pod Warszawą to jeden z najnowocześniejszych torów kolarskich w Europie. Jego budowę w 97% sfinansował resort Joanny Muchy i wydał na to okrągłe sto milionów złotych. Polski Związek Kolarstwa, który jest właścicielem obiektu, musi dopłacić wykonawcy jeszcze 6 milionów. PZKol jednak tonie w długach i nie ma pieniędzy, by zapłacić Mostostalowi Puławy. Jeśli należność nie zostanie uregulowana, obiekt może zostać zlicytowany za sumę znacznie niższą, niż wydało na niego państwo.

Umowa między PZKol i Ministerstwem była prosta. Resort finansuje w 97% budowę, PZKol płaci resztę i zostaje właścicielem. Obiekt faktycznie prezentuje się doskonale: bardzo nowoczesny, spełnia światowe standardy. Ma kubaturę 255 tysięcy metrów sześciennych, a sam tor skonstruowano z syberyjskiej sosny. Przez to wewnątrz trzeba utrzymywać odpowiednią temperaturę i wilgotność. Koszt takich zabiegów w zimie wynosi nawet 120 tysięcy złotych miesięcznie.

Wszyscy umywają ręce

Niestety, Związek ma ogromne długi i przez to nie jest w stanie spłacić inwestycji do końca ani jej utrzymywać. Z kolei Mostostal, który zbudował tor, nie ma zamiaru odpuścić.

- Nie możemy umorzyć tego długu - oświadczył "Rzeczpospolitej" Tadeusz Rybak, prezes spółki. Sytuacja jest więc patowa, bo ministerstwo nie podjęło decyzji o dopłaceniu brakujących 6 milionów. A bez pomocy resortu Muchy PZKol nie da rady uzbierać takiej kwoty.

Inwestycja podejrzana od początku...

Jak wynika z informacji naszych rozmówców, taka sytuacja to wynik błędów popełnianych na przestrzeni lat.
- Prace związane z tym torem były bardzo skomplikowane, wystąpiło tam wiele nadużyć i niegospodarnych zachowań - wyjaśnia Beata Bublewicz, parlamentarzystka PO z komisji sportu. - Za te pieniądze można by utrzymać kilka innych obiektów sportowych lub wydać je na inicjatywy sportowe dla dzieci.


Zobacz też: Jak Mucha w rosole, czyli z czego wynika nagonka na panią minister?

Słowa te potwierdza Tomasz Jaroński, dziennikarz sportowy i komentator telewizyjny, specjalizujący się w kolarstwie. - Na pewno błędy popełniano już wcześniej. Przede wszystkim, zadłużony Związek nie powinien być właścicielem - podkreśla Jaroński. - Ale przecież wszystkie decyzje podejmowało ministerstwo.

… Ale nie bez przyszłości

Nasi rozmówcy nie mają wątpliwości co do tego, jakie działania powinno podjąć ministerstwo.
- Brakujące pieniądze to mała kwota, w porównaniu do całości wydanej na tor. Nie wyobrażam sobie, by przez 6 milionów ta hala miałaby być zlicytowana. Teraz nie można się wycofać - oświadcza twardo posłanka Platformy.
Według niej, istnieje sensowne rozwiązanie z tej sytuacji. Trzeba znaleźć dobrego zarządcę, który przy okazji mógłby spłacić dług i na przykład zostać udziałowcem. Niezależnie od obranej drogi, zdaniem deputowanej, trzeba to zrobić tak, by nie ucierpiał skarb państwa.

Kulturystyka - jeszcze sport czy już pokaz mody?

Największą popularnością w Polsce cieszą się piłka nożna, siatkówka i te dyscypliny, w których akurat wygrywamy. Kulturystyce przyniósł sławę Robert Burneika, znany szerzej jako Hardkorowy Koksu.

Z tym stanowiskiem zgadza się Tomasz Jaroński. - Obiekt nie powinien być zlicytowany. Ministerstwo, jak już wydało 100 milionów, to może i kolejne 6 - ocenia dziennikarz, który widzi też inne wyjścia z tej sytuacji. - Jeśli już ma być sprzedany, to z zastrzeżeniem, że zostanie zachowane jego kolarskie przeznaczenie. Można też spróbować zagospodarować go w jakiś inny sposób, np. na imprezy, ale może to być trudne ze względu na specyfikę toru.

Rowerowy sport ma się fatalnie...


Komentator sportowy podkreśla też, że jego opinią kieruje dobro kolarstwa. Dyscyplina ta potrzebuje dużego wsparcia. - Taki tor był i jest potrzebny. Warunki w Polsce są bardzo średnie na tle innych państw - wyjaśnia Jaroński. - Nasi zawodnicy ćwiczyli ostatnio w temperaturze 12-13 stopni Celsjusza, bo nie ma pieniędzy na ogrzanie toru.
Jeśli tak stan się utrzyma, to specjalnie sprowadzona syberyjska sosna będzie do wyrzucenia.
- To ogromna krzywda dla polskiego sportu - uważa Beata Bublewicz.

... A ministerstwo "nie ma czasu"


Próbowaliśmy uzyskać oficjalne stanowisko resortu, zarówno e-mailem, jak i przez telefon. Niestety, nie otrzymaliśmy odpowiedzi - najwyraźniej sto milionów w tę lub tamtą stronę nie jest ważne. Rozumiemy, oczywiście, że rzecznik jednego z najbardziej bombardowanych ministerstw może być zapracowany. Dlatego też o decyzjach resortu będziemy donosić jak tylko uzyskamy satysfakcjonującą odpowiedź. A tymczasem pytamy Czytelników - powinni zapłacić?
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...