
We wszystkich częściach Polski obywatele uskarżają się na pustki w sklepach wywołane obawami ws. koronawirusa. Od dłuższego czasu towarami deficytowymi były mydło, żele dezynfekujące, papier i inne artykuły higieniczne oraz makarony i kasze. Po ogłoszeniu stanu zagrożenia epidemicznego w wielu miejscach zaczęło brakować też mięsa i wędlin. Tymczasem wicerzecznik PiS Radosław Fogiel tych, którzy zastali pustki w sklepach nazywa "idiotami".
REKLAMA
Najpierw braki w dostawach zaczęły być widoczne w popularnych sieciach dyskontów, gdzie najtaniej można było przygotować się na trudny okres. Później produkty uznawane za konieczne na domową kwarantannę zaczęły szybko znikać z wielkich marketów. Historie o brakach makaronów oraz papieru toaletowego zna już chyba każdy Polak.
Sytuacja zaostrzyła się w piątkowy wieczór, gdy rząd Prawa i Sprawiedliwości ogłosił wprowadzenie stanu zagrożenie epidemicznego, którego skutkiem będzie m.in. zamknięcie centrów handlowych. Sklepy spożywcze co prawda mają pozostać otwarte, ale wiele osób wolało nie ryzykować i zrobić zapasy.
Rządzącym nie udało się opanować paniki i zaczęło znikać także mięso. Polacy w weekend masowo dzielą się więc zdjęciami z pustek, które zastali w sklepach. I przez które zostali bez planowanych zakupów lub musieli objechać kilka miejsc, by zdobyć podstawowe sprawunki.
Propaganda partii rządzącej postanowiła temu przeciwdziałać. "Wybaczcie mocne słowa, ale naprawdę ręce opadają. Wczoraj rozmaici idioci (...) próbowali wywoływać panikę i rozkręcać aferę, że nie ma mięsa, głód i pożoga. Proszę, zdjęcia z dzisiaj - bazarek na Wiatraku i pobliski Społem" – wpis takiej treści na Twitterze opublikował wicerzecznik PiS Radosław Fogiel. Na wspomnianych zdjęciach rzeczywiście widać było pełne lady mięsa.
Narracja bliskiego współpracownika Jarosława Kaczyńskiego szybko spotkała się jednak ze zdecydowaną reakcją Polaków. "Wczoraj drogi panie to na półkach było pusto. Od środy w okolicznych sklepach po południu nie było śladu mięsa. Proszę oto zdjęcia z pobliskiego Lidla. W Auchan było tak samo" – tak jako jeden z pierwszych politykowi PiS odpowiedział dziennikarz Jacek Czarnecki.
"O 6:30 dziś robiłem zakupy pieczywa na weekend, kolejka w dużym sklepie (nie sieciowym) ze 30 osób. Owszem mięsa dużo, ale zrób pan zdjęcia po południu. Wczoraj sklep Aldi w Częstochowie, cała witryna z mięsem pusta o godz 9 rano"; "Pan kłamie w żywe oczy, ohyda"; "To fotki ze sklepu rządowego" – oburzają się inni. "On nie rozumie, że to pisze do Polaków?" – zastanawia się jeden z komentujących.
Ta próba przekonania opinii publicznej, że w sklepach nie ma problemów z zaopatrzeniem naprawdę nie mogła się wicerzecznikowi PiS udać. Jak już wspomnieliśmy, w weekend jednym z głównych tematów, którymi żyli Polacy były właśnie puste półki, których zdjęcia zalewają sieć.
Bogatsza cześć społeczeństwa pewien ratunek w zakupowych sprawach znalazła w mniejszych sklepach - takich, jak ten ze zdjęć, które pokazał Radosław Fogiel. Rzut oka na sfotografowane przez polityka ceny pozwala jednak zrozumieć, dlaczego w takich miejscach produkty były jeszcze dostępne. Mocno odstają one od cen z dyskontów i marketów, więc wielu Polaków na zakupy w takich miejscach nie stać.