Eliza Michalik komentuje "tarczę antykryzysową" w związku z koronawirusem
Eliza Michalik komentuje "tarczę antykryzysową" w związku z koronawirusem Fot. Dawid Żuchowicz / AG

Wiem, że ludzie władzy potrafią odlecieć bardzo daleko, ale w czasie swojej konferencji premier Morawiecki i prezes NBP Adam Glapiński, odlecieli w ekonomiczny i populistyczny kosmos bardzo wysoko, a na to jednak teraz, w czasie epidemii, po prostu nie ma w Polsce miejsca.

REKLAMA
Wiele szumnie zapowiadanych propozycji „pomocy” przedsiębiorcom nie jest pomocą, a pożyczką, którą będzie trzeba spłacić, a to żadne rozwiązanie.Jestem, tak samo jak ponad 3 miliony innych osób, jednoosobowym przedsiębiorcą. I wiem na pewno: w obecnej sytuacji nie interesują nas trzymiesięczne odroczenia płatności składek na ZUS – a list powiadamiający mnie o takiej możliwości dostałam wczoraj, jak wszyscy inni, od rządu. Odroczenie nic nam nie da, bo nadal oznacza bankructwo, tyle że z odroczoną płatnością. Prowadzona przeze mnie działalność, podobnie jak działalność milionów ludzi w Polsce, jest tego rodzaju, że wymaga bezpośredniego kontaktu z innymi ludźmi – to prowadzenie programów telewizyjnych, rozmowy, szkolenia, konferencje, spotkania. Online można robić ułamek tych rzeczy, uzyskując ułamek dotychczasowych zarobków.

Czytaj także: 5 konkretów, które zapowiedział rząd. Taka ma być pomoc dla Polaków
Dziś w jednej z telewizji świetnie wyjaśniał to właściciel malutkiej rodzinnej restauracyjki: owszem, zaczął dostarczać jedzenie na wynos, ale to ledwie promil zamówień, które miał kiedyś w stacjonarnej restauracji.
Epidemia sprawi, że wielu ludzi przestanie zarabiać na życie na wiele miesięcy, stracą wiele możliwości, ze zleceń wycofa się, już wycofuje wielu ich klientów, którzy sami mają kłopoty i tną woje budżety. Jedynym ratunkiem dla małych firm, jak moja i dla ponad 3 milionów jednoosobowych przedsiębiorców jest umorzenie ZUS i części podatków i tyle. Bo my nie mamy pieniędzy na haracz dla państwa teraz, nie będziemy mieli za trzy miesiące, ani najprawdopodobniej za pół roku.
Oczywiście premier mówił także o dopłatach dla ludzi samozatrudnionych i pracujących na umowach cywilnoprawnych, ale bez konkretów. W tej sprawie, w przeciwieństwie do możliwego odroczenia ZUS, listu nie było. W tej sytuacji na razie traktuję to jak obietnicę bez pokrycia.
Nie trzeba być ekonomistą ani bankowcem żeby wiedzieć, że pieniądze będą przez co najmniej rok najważniejszym ludzkim problemem. Będzie liczyło się tylko, żeby zapłacić rachunki, podatki (no właśnie drogi rządzie – jakieś ulgi, umorzenia?), kredyty, raty, kupić to, co jest potrzebne, utrzymać siebie i rodzinę. Żyć, a raczej przeżyć po prostu. Wszyscy będziemy biedni i jak zawsze w takich razach – grubi schudną, a biedni będą umierać. Rząd to wie.
Dlatego państwo nie może nam niczego „pożyczać” ani tym bardziej „odraczać”, nie może mówić, że będzie fajnie, bo będą zamówienia publiczne, bo większość z nas z nich po prostu nie skorzysta – w tej sytuacji politycy powinni nam, ludziom utrzymującym ten kraj, po prostu dać pieniądze. I szczerze mówiąc, to jest żadna łaska. Bo to są nasze, a nie ich pieniądze.
Uważam też, że TVP powinna zwrócić 2 miliardy złotych do budżetu, bo za nie, jak wyliczyła Alicja Defratyka na swoim portalu ciekaweliczby.pl, można kupić 20 tysięcy respiratorów, to jest dwa razy więcej niż mamy teraz w Polsce.
Pan premier i szef NBP na tej samej konferencji powiedzieli też, a raczej powtórzyli po raz kolejny, publicznie, że Polska jest w czołówce krajów, które świetnie radzą sobie z koronawirusem, ba! – inne kraje Unii nas naśladują. My nikogo o nic nie prosimy, to inni przychodzą do nas po pieniądze. A może by pan Glapiński ujawnił listę krajów, które przychodzą do Polski po pieniądze? Niemcy, Francja, Czechy? Chętnie ją poznam i zweryfikuję jego prawdomówność.
I jeszcze jedno: chętnie mówili o firmach, branżach, którym grozi upadłość.Ale w ciągu całej konferencji nie padło słowo o ludziach, a są ich w Polsce rzesze, pracujących na czarno, nawet nie na umowy o dzieło, ale po prostu bez żadnej umowy. Co mają jeść ci ludzie? Za co się leczyć? Umierać na ulicach?Jest wiele pytań, na które odpowiedzi muszą udzielić politycy i na razie nie mam wrażenia, że robią to dobrze. Ani, szczerze mówiąc, że w ogóle.