
W słynnym szpitalu przy ul. Banacha w Warszawie, który został przekształcony w jednoimienną placówkę zakaźną, zamknięta została izba przyjęć. Jedna z osób zarządzających placówką ma koronawirusa – donosi "Rzeczpospolita".
REKLAMA
Aktualizacja: "Właśnie otworzono drzwi Banacha. Osoby mające kontakt z zakażonym COVID-19 zostaną poddane kwarantannie" – napisała na Twitterze dziennikarka "Rzeczpospolitej", Karolina Kowalska. Poniżej treść artykułu, kiedy szpital był zamknięty.
"Zamknięta izba przyjęć w szpitalu na Banacha" – poinformował na Twitterze reporter RMF FM Patryk Michalskie. Wojewoda mazowiecki ma podjąć decyzję o dalszych krokach.
Informacje Michalskiego potwierdzają rezydenci z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. "Przyczyna sytuacja epidemiczna" – ujawnili młodzi medycy.
Również dziennikarz Damian Mailszewski potwierdza te informacje od jednej z pielęgniarek ze szpitala Banacha. "Nie może wyjść. Jej mąż nie może wejść. Z informacji jakie uzyskałem wynika, że szef pielęgniarek i pielęgniarzy był we Włoszech. Po powrocie nie poddał się kwarantannie" – czytamy w poście.
Więcej informacji dostarcza "Rzeczpospolita". Okazuje się, że zarażona koronawirusem jest jedna z osób zarządzających, która miała przebywać ostatnio na nartach we Włoszech.
Pracownik szpitala mówi, że wynik testu u zakażonego znany był już w środę wieczorem. – Ale mimo to pozwolili nocnej zmianie zejść z dyżuru i wpuścili nas do szpitala w czwartek o godz. 8 rano. Teraz jesteśmy tu zamknięci do odwołania. Bóg raczy wiedzieć, ile osób tego koronawirusa złapało – podkreśla w rozmowie z "Rz".
"Rzeczpospolita" dowiedziała się, że część personelu zastanawia się nad złożeniem pozwów przeciwko szpitalowi, a także osobie, która miała – ich zdaniem świadomie – narazić ich na niebezpieczeństwo zakażenia COVID-19.
Czytaj też: 20 nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Większość pacjentów jest z Dolnego Śląska
Czytaj też: 20 nowych przypadków zakażenia koronawirusem. Większość pacjentów jest z Dolnego Śląska