Prezydent Emmanuel Macron zdecydował nie przesuwać głosowania. Dziś wiadomo, że co najmniej kilkoro członków komisji wyborczych jest zakażonych koronawirusem.
Prezydent Emmanuel Macron zdecydował nie przesuwać głosowania. Dziś wiadomo, że co najmniej kilkoro członków komisji wyborczych jest zakażonych koronawirusem. Fot. screen ze strony YouTube.com / FRANCE 24

Nieco ponad tydzień temu prezydent Francji Emmanuel Macron nie widział powodu, aby na inny termin przesuwać wybory lokalne. Dziś wiadomo, że co najmniej kilkoro członków komisji wyborczych jest zakażonych koronawirusem.

REKLAMA
Potwierdzonych przypadków jest co najmniej kilka. Członkowie komisji z miast Billom (okolice Lyonu), Montmagny (pod Paryżem) i Franconville (region Val d'Oise) postanowili ostrzec mieszkańców, publikując na Facebooku informację, iż testy potwierdziły u nich zakażenie koronawirusem.
Do tych, którzy w poprzednią niedzielę głosowali w określonych komisjach wyborczych, zaapelowano, by regularnie mierzyli temperaturę i obserwowali swój stan zdrowia.
O licznych objawach koronawirusa w swoim organizmie pisze na Twitterze Paul Hatte, który był przewodniczącym w lokalu wyborczym w XVII dzielnicy Paryża. Mężczyzna nie został jeszcze poddany testom, ale wszystko wskazuje na to, że jest zakażony. Hatte nie kryje przy tym, że winą za to obarcza polityków.
Przewodniczący jednej z paryskich komisji wyborczych zapewnia, że w dniu głosowania zachowywał wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa. – Przestrzegałem wszelkich zaleceń. Jestem hipochondrykiem. Mam zniszczoną skórę na dłoniach od odkażania – powiedział Hatte francuskiej telewizji informacyjnej CNews. W jego lokalu w ubiegłą niedzielę głos oddało ok. 600 osób.
– Jako szef komisji wyborczej z pozytywną diagnozą w kierunku koronawirusa biję na alarm. Dlaczego kazano nam głosować? Ilu jeszcze przewodniczących komisji jest w mojej sytuacji? – pisał Hatte na Twitterze.
Telewizja CNews przypomina, że tuż przed wyborami lokalnymi wielu polityków, a przede wszystkim ekspertów apelowało, by nie przeprowadzać głosowania. Szczególne oburzenie budzi postawa byłej minister zdrowia Agnès Buzyn, która przed tygodniem kandydowała na stanowisko mera Paryża.
Buzyn w mediach wyjawiła, że jeszcze przed rezygnacją ze stanowiska ministra zdrowia, w styczniu, apelowała do premiera do premiera Edouarda Philippe, by nie organizować wyborów. Wówczas epidemia była obecna właściwie wyłącznie w Chinach.
– Ostrzegałam premiera już 30 stycznia, że wybory nie mogą się odbyć. (...) Od samego początku myślałam o jednej rzeczy: o koronawirusie. Trzeba było to zatrzymać, to była maskarada. Ostatni tydzień był koszmarem. Bałam się (zakażenia) na każdym spotkaniu – mówiła Buzyn już po wyborach. Szef rządu uzasadniając brak decyzji tłumaczył, że odwołanie wyborów byłoby "przerywaniem procesu demokratycznego".
Prezydent Macron dopiero dzień po głosowaniu ogłosił, że Francuzi nie mogą wychodzić z domów bez potrzeby. Wtedy liczba zakażonych wynosiła już 5,5 tys. Drugą turę wyborów odwołano. Aktualny bilans koronawirusa we Francji to ponad 16 tys. zakażonych i niemal 700 ofiar śmiertelnych.

Czytaj także: Wybory prezydenckie odbędą się mimo epidemii? Kaczyński powołuje się na... Konstytucję
Tymczasem obóz władzy w Polsce nie widzi potrzeby przesunięcia na później wyborów prezydenckich zaplanowanych na 10 maja. W weekend prezes PiS Jarosław Kaczyński przekonywał, że powinny one odbyć się w zaplanowanym terminie, bo trzeba przestrzegać Konstytucji.
źródło: cnews.fr