
Andrzej Duda wygłosił orędzie w 10. rocznicę katastrofy smoleńskiej. Prezydent wspominał, co czuł 10 lat temu, gdy dowiedział się o tragedii. Skomentował też szczególny czas rocznicy, który przypada w momencie epidemii koronawirusa w Polsce.
REKLAMA
Jak powiedział Andrzej Duda, katastrofę smoleńską wspomina tak, jakby wydarzyła się całkiem niedawno. – Ja pamiętam, jakby to było wczoraj. Jeszcze nie zdążyłem włączyć telewizora, by obejrzeć transmisję z uroczystości w Katyniu, kiedy rozległ się dzwonek telefonu. To dzwoniła nasza znajoma, przyjaciółka naszej rodziny. Powiedziała: "Andrzej? gdzie ty jesteś? Nie poleciałeś do Katynia?", a potem się rozpłakała – mówił Andrzej Duda w orędziu w 10. rocznicę katastrofy smoleńskiej.
– A ona, łkając, powiedziała: "Spadł samolot z prezydentem, rozbił się przy lądowaniu". Szok, rozpacz, niedowierzanie. Jakaś resztka nadziei, że może właściwie nic się nie stało, że może to nie jest prawda – kontynuował prezydent swoje wspomnienia na temat tego, co wydarzyło się dokładnie 10 lat temu.
Jak powiedział Andrzej Duda, tragedia smoleńska miała dla niego także wymiar osobisty.
– Byłem wówczas ministrem w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Straciłem mojego prezydenta, wspaniałego szefa i nauczyciela. Cudowną pierwszą damę – powiedział Andrzej Duda.
– Byłem wówczas ministrem w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Straciłem mojego prezydenta, wspaniałego szefa i nauczyciela. Cudowną pierwszą damę – powiedział Andrzej Duda.
Andrzej Duda zaznaczył, że tegoroczna rocznica odbywa się w cieniu pandemii koronawirusa na świecie. – (...) nie mogliśmy spotkać się, by razem, biorąc udział w marszach pamięci i innych publicznych wydarzeniach, uczcić pamięć tych, których wówczas utraciliśmy. Nie było zgromadzeń i przemówień; nie było mszy świętych za ich dusze. Ta rocznica przypada bowiem w szczególnym momencie – tłumaczył Andrzej Duda.
