
– Wykonywanie tatuażu nie różni się niczym od robienia przez kosmetyczkę makijażu permanentnego. Nie rozumiem więc, dlaczego rząd pozwolił kosmetyczkom, fryzjerom wrócić do pracy, a my – tatuażyści – nadal czekamy – irytuje się Patryk Szanter, współwłaściciel salonu El.Patron tattoo.
Fryzjer pracuje, tatuażysta czeka
Marek, właściciel salonu tatuażu, burzy się: – Wystartowała branża beauty, która miała nawet mniejsze wymagania sanepidu niż my. A my wciąż jesteśmy w poczekalni.
Lepiej przygotowani niż szpital
Tatuażyści podkreślają, że od dawna przestrzegają wysokich standardów higienicznych.Pielęgniarka jedną parą rękawiczek robi wszystko. Myślę, że jesteśmy lepiej przygotowani do tego, co się dzieje niż niejeden szpital. Nie używamy półśrodków, jakichś orlenowskich płynów, tylko tych najwyższej jakości. W większości studiów tatuażu jest autoklaw. My akurat używamy jednorazówek, ponieważ uważamy, że są bardziej ergonomiczne.
Gdyby nie oszczędności, musiałbym się pakować
– Idę przez miasto: w marketach mnóstwo ludzi, w galeriach też, a ja nie mogę otworzyć studia tatuażu w lokalu, który ma 160 metrów i pracują w nim cztery osoby, często jednego dnia każda z nich przyjmuje tylko jednego klienta – unosi się Marek.Mamy 70 proc. klientów z zagranicy i oni zrezygnowali. Bo mało rozsądne byłoby przyjechać na dwa tygodnie kwarantanny, by zrobić tatuaż i wracać znów na dwa tygodnie kwarantanny.
