
Wyruszyli w poniedziałek rano, do Częstochowy mieli dojść w sobotę. Szali i starsi, i dzieci, i – jak widać – żaden koronawirus, ani zakaz zgromadzeń nie był im straszny. Na Jasnej Górze mieli modlić się o koniec zarazy i o deszcz. Jenak pielgrzymka w czasie pandemii od razu wzbudziła mieszane uczucia. W komentarzach pojawiają się nawet porównania do protestu przedsiębiorców w Warszawie. – Są równi i równiejsi – mówi zbulwersowana mieszkanka Łowicza.
Już po publikacji artykułu portal Łowiczanin.Info podał, że po południu pielgrzymka została zatrzymana przez policję w okolicach Słupi w powiecie skierniewickim. "W chwili obecnej nie wiadomo, czy pielgrzymka będzie mogła być kontynuowana i ile osób zdecydowałoby się iść dalej. Jeśli nawet będzie to możliwe, to w dalszą drogę do Częstochowy iść będą w 2-3 grupach. Część z nich wróciła już do domów autokarem lub samochodami osobowymi" – podaje portal. Czytaj więcej
Pielgrzymują od 1656 roku
Jak słychać w Łowiczu, decyzja o wyjściu na Jasną Górę nie była łatwa. "Organizator pielgrzymki oraz sami pątnicy musieli podjąć bardzo trudną decyzję. Iść czy nie iść? Z jednej strony na uwadze mieli obostrzenia i sytuację związaną z epidemią. Z drugiej tradycję wieloletniego, nieprzerwanego, pomimo wojen i różnych epidemii, łowickiego pielgrzymowania" – podają lokalne portale."Łowicka pielgrzymka jest jedną z niewielu grup pątniczych o charakterze ściśle pokutnym, kultywującą stare tradycje przodków. Przez wiele lat szła ona bez księdza, nie uzyskując pozwoleń od władz państwowych, prowadzona przez świeckich przewodników, którzy dbali o jej organizację i wewnętrzny charakter. Była więc typową pielgrzymką świecką". Czytaj więcej
