Karolina Lewicka porównuje Mateusza Morawieckiego do Edwarda Gierka
Karolina Lewicka porównuje Mateusza Morawieckiego do Edwarda Gierka Fot. Albert Zawada / AG

"Ludzkość doskonali się z każdym dniem. Brzydkich nie ma już wcale” - kpił w bolszewickich czasach pisarz i satyryk Ilia Ilf. Przypomniała mi się ta fraza, gdy przysłuchiwałam się w ostatnich dniach wypowiedziom pisowskich notabli. Okazuje się bowiem, że i prezydent, i premier i rangą pomniejsi, gdzie się nie ruszą, tam od razu wpadają na dozgonnie wdzięcznych przedsiębiorców. Jeden z posłów spotkał ich nawet na bankiecie urodzinowym własnej żony! Posłowi ręce ściskali owi wzruszeni, a wicepremier od rozwoju kazali pozdrowienia serdeczne słać - za ten helikopter, co po polskim niebie od dwóch miesięcy lata i grosz ludziom pracy zrzuca. Ale chyba widywano go głównie nad posiadłością państwa Szumowskich.

REKLAMA
Jeśli zaś któryś z przedsiębiorców nie wykazuje należytego entuzjazmu z powodu zaistnienia kolejnych tarcz antykryzysowych i zechce mu się głupio protestować, to – dla ich własnego dobra, a właściwie, jak mówi nadkomisarz Marczak: „by uspokoić całą sytuację” - do akcji wkroczą olbrzymie siły policyjne i użyją siły fizycznej oraz gazu. Wiadomo, że nic tak człowieka nie uspokaja jak gaz pieprzowy. Mariusz Kamiński przypomni zaś, że gromadzenie się w czasie epidemii jest nielegalne, chyba, że – i tu wyjątki potwierdzające regułę, obowiązującą masy ludzkie - gromadzi się Jarosław Kaczyński ze swoją świtą na placu Piłsudskiego lub Andrzej Duda ze swoimi wyborcami na targu w Garwolinie.
Tak PiS przyspiesza równolegle z dwoma procesami. Pierwszy dotyczy tworzenia rzeczywistości alternatywnej – stawiania wiosek potiomkinowskich i malowania trawy na zielono. Konstruowanie przez władzę obrazu świata, w którym przedsiębiorcy są wdzięczni, epidemia całkowicie opanowana, a ceny oleju niższe, to odpowiedź na skrzeczącą rzeczywistość. Tymczasem straszna prawda jest taka, że pieniędzy nie ma, a wirus jest. I zachodzi między nimi sprzężenie zwrotne.
„Gorzej od nas radzą sobie tylko Rosja, Białoruś i Ukraina” - nie owija w bawełnę poseł obozu władzy, Andrzej Sośnierz. Krótko kwituje też zapewnienia ministra zdrowia, że gdyby nie śląskie ognisko zakażenia, to epidemia byłaby zduszona: „To nieprawda”. Dlatego premierowi uśmiech nie schodzi z ust. Dlatego jak nakręcony plecie, że „czy my jesteśmy na powolnym wchodzeniu na szczyt, czy już poza tym szczytem, to historycy będą mogli opisać w swoich annałach”.
Oznacza to, ni mniej, ni więcej, że skala epidemii jest bliżej nieokreślona, a jest taka, bo nie ma pieniędzy na testy. Gotówki w ogóle nie ma, stąd rząd robi rozpoznanie bojem, a gospodarkę odmraża tylko dlatego, że budżet potrzebuje wpływów z podatków.
Przedsiębiorcy wracają z odmrożenia na tarczy, a nie z tarczą, bo… nie ma pieniędzy, stąd rzekoma pomoc płynie skąpo i z opóźnieniem, a kryteria jej przyznawania są celowo niejasne, by niewielu mogło z niej skorzystać.
Im więcej zatem szef rządu mówi o wsparciu, tym bardziej wiadomo, że to tylko słowa. Cała energia poszła w fasadę – produkcję kolejnych „tarcz”, liczne konferencje prasowe i wizyty gospodarskie, relacjonowane przez TVP. Morawiecki jako żywo przypomina w nich Gierka. Jest taki materiał Polskiej Kroniki Filmowej ze zjazdu PZPR w 1975 roku: zbliżenia na I sekretarza przeplatają się z ujęciami sadów, stoczni, rozpoczętych budów i... kwitnącej łąki. Pasuje jak ulał.
Proces drugi to umacnianie nadzwyczajnej kasty, czyli aktualnie rządzących. Kaczyński już w latach 90., jako szef Porozumienia Centrum otwarcie mówił, że jeśli nie dostanie posad dla swoich ludzi, to mu się partia rozleci. Dlatego od pięciu lat pozwala członkom swego obozu i ich rodzinom spektakularnie dorabiać się na państwowym. Przy czym benefity finansowe to jedno, drugim elementem jest nadzwyczajne uprzywilejowanie rządzących i danie im poczucia bezkarności.
Działanie zgodne z maksymą, że „wszystkie zwierzęta są równe, ale niektóre są równiejsze od innych”, jest charakterystyczne dla każdej władzy niedemokratycznej. Obywatel ma zakaz wstępu na cmentarz, na który Jarosław Kaczyński wjeżdża limuzyną. Nakaz noszenia maseczki przez obywatela w przypadku Mateusza Morawieckiego zmienia się w zalecenie. Obywatel może iść do restauracji tylko z rodziną, ale szef rządu idzie, z kim chce i dystansu społecznego nie trzyma.
Afery, w które zamieszani są członkowie obozu władzy, nie są aferami. Kiedyś Elżbieta Bieńkowska musiała przepraszać za słowa: „taki mamy klimat”, a Sławomir Nowak odchodził z rządu po niewpisaniu zegarka do oświadczenia majątkowego. Zaś obecna władza może kłamać, obrażać i kraść, ale za nic nie przeprasza i dymisji nie składa. Zjednoczona Prawica zachowuje się tak, jakby Polska była ich prywatnym folwarkiem, a swoich członków broni zażarcie i do upadłego.
Czytaj także: Panie Sasin, gdzie są miliony złotych za druk kart wyborczych? "Odpowiedzialność przed Trybunałem"

A dlaczego tak robi? Bo może. Bez względu na to, jak będzie wyglądać przyszłość naszego kraju, czy recesja nas zje, czy jakoś się wykaraskamy, pewne jest jedno: rząd w każdej sytuacji się wyżywi. Milionowe majątki zostaną. Tego, co wzięli, nikt im nie odbierze, za to, co zepsuli, nie poniosą żadnych konsekwencji. Nawet jak stracą władzę, to będą nadal grzali ławy w parlamencie, tak jak to robili po 2007 roku. Dlatego mogą sobie na całe gardło zaśpiewać: „Dobrze, dobrze być cysorzem...”.