
"Ludzkość doskonali się z każdym dniem. Brzydkich nie ma już wcale” - kpił w bolszewickich czasach pisarz i satyryk Ilia Ilf. Przypomniała mi się ta fraza, gdy przysłuchiwałam się w ostatnich dniach wypowiedziom pisowskich notabli. Okazuje się bowiem, że i prezydent, i premier i rangą pomniejsi, gdzie się nie ruszą, tam od razu wpadają na dozgonnie wdzięcznych przedsiębiorców. Jeden z posłów spotkał ich nawet na bankiecie urodzinowym własnej żony! Posłowi ręce ściskali owi wzruszeni, a wicepremier od rozwoju kazali pozdrowienia serdeczne słać - za ten helikopter, co po polskim niebie od dwóch miesięcy lata i grosz ludziom pracy zrzuca. Ale chyba widywano go głównie nad posiadłością państwa Szumowskich.
A dlaczego tak robi? Bo może. Bez względu na to, jak będzie wyglądać przyszłość naszego kraju, czy recesja nas zje, czy jakoś się wykaraskamy, pewne jest jedno: rząd w każdej sytuacji się wyżywi. Milionowe majątki zostaną. Tego, co wzięli, nikt im nie odbierze, za to, co zepsuli, nie poniosą żadnych konsekwencji. Nawet jak stracą władzę, to będą nadal grzali ławy w parlamencie, tak jak to robili po 2007 roku. Dlatego mogą sobie na całe gardło zaśpiewać: „Dobrze, dobrze być cysorzem...”.