
W Portugalii nie ma bardziej popularnego polityka niż on. Od czterech lat, gdy został prezydentem – i to w pierwszej turze – ma ogromne poparcie społeczne, którego niejeden lider w Europie mógłby mu pozazdrościć. Marcelo Rebelo de Sousa to swoisty fenomen. Nic dziwnego, że jego zdjęcia stały się ostatnio hitem na całym świecie.
REKLAMA
Najpierw furorę zrobiło zdjęcie z supermarketu. Prezydent Portugalii, jak inni klienci, stoi w kolejce do kasy. Jest ubrany na luzie, w swetrze, szortach, sportowych butach. Ma maseczkę na twarzy, zachowuje odstęp.
Nie widać przy nim żadnej ochrony. "Żadnego błysku fleszy, żadnych czerwonych dywanów, żadnej policji. Nikt nie jest wypraszany ze sklepu. Tu prezydent jest także człowiekiem, obywatelem" – zauważa portugalski biznesmen Anas El Arras.
Co ciekawe, nikt z kupujących, też nie zwracał na niego uwagi. "Ludzie są przyzwyczajeni do jego zachowania. Ale za granicą musiało wywołać zaskoczenie" – pisał "El Pais".
Po tym zdjęciu zagraniczne media okrzyknęły de Sousa najbardziej zrelaksowanym prezydentem świata, a ludzie w internecie komentowali, że jest politykiem nie z tej planety.
Prezydent na plaży mimo restrykcji
Od wczoraj w polskich mediach pojawia się inne zdjęcie Marcelo Rebelo de Sousa. Tym razem z plaży. Prezydent jest wielkim fanem kąpieli morskich i wszyscy Portugalczycy wiedzą, że w normalnych warunkach codziennie rano kąpie się w morzu. Wtedy również nie towarzyszy mu ochrona.Na jednym ze starszych nagrań na YouTube widać, na przykład, jak siedzi na plaży z ręcznikiem, rozmawia z ludźmi, robi z nimi zdjęcia. Z tego zresztą jest znany. Obejmuje ludzi, jest wylewny, rozmawia, nie ma obstawy.
Jednak tym razem prezydent był na plaży w rodzinnym Cascais w czasie pandemii. Pojawił się tam mimo obostrzeń, które obowiązują w Portugalii do 6 czerwca, wśród nich jest zakaz plażowania.
Przyłapały go lokalne media, ale w mediach społecznościowych nie wywołało to wielkiego poruszenia, jakie zapewne mogłyby pojawić się w niejednym kraju UE. "Nie mógł się oprzeć upałowi" – ironizują niektórzy.
Portugalczycy pamiętają za to, jak na początku pandemii udał się na kwarantannę. Robił wtedy zdjęcia z uczniami szkoły, w której stwierdzono jeden przypadek koronawirusa. Sam nie miał kontaktu z tą osobą, nie miał też żadnych objawów, ale postanowił dać przykład.
Prezydent blisko ludzi
Marcelo Rebelo de Sousa rządzi Portugalią od 2016 roku. Wcześniej zajmował się polityką, ale był też dziennikarzem i komentatorem telewizyjnym. Wygrał w pierwszej turze. Zdobył 52 proc. głosów, choć jego kampania miała być najtańsza ze wszystkich. "Jego ekipa mieściła się w samochodzie, którym często jeździł jego syn" – opisywał "El Pais". Dziś poparcie dla el Sousa waha się w granicach 70 proc."W Portugalii nie ma nikogo bardziej popularnego niż jej prezydent, Marcelo Rebelo de Sousa. Jego popularność nie spada" – pisze dziennik.
Opisuje też, że prezydent chętnie robi selfie z ludźmi, bywa że sam chwyta za czyjś telefon i robi zdjęcia. A w Portugalii mówi się, że po jego 5-letniej kadencji każdy Portugalczyk powinien mieć z nim zdjęcie.
Od początku mówił, że chce być blisko ludzi i konsekwentnie się tego trzyma. – Prezydent ma jednoczyć, budować mosty, leczyć rany. Ma być blisko ludzi oraz pomagać parlamentowi i rządowi zapewnić stabilność – mówił podczas kampanii cztery lata temu.
Porównując do naszego polskiego podwórka, wydaje się to być inna bliskość niż przed wyborami w 2015 roku zapowiadali politycy rządzącej dziś partii. Hasło "blisko ludzi" powtarzali wtedy jak katarynka.
Wetował ustawy światopoglądowe
Ma 71 lat. Przez kilka lat był liderem centrowo-prawicowej Partii Socjaldemokratycznej. Jest katolikiem. Od początku zapowiadał jednak współpracę z lewicowym rządem. – Wojna między partiami nie ma sensu – mówił."Z lewicowym rządem Antonio Costy centroprawicowy prezydent Marcelo Rebelo od początku współpracuje lojalnie. Kiedyś, gdy kraj wychodził jeszcze z ciężkiej zapaści gospodarczej, i dzisiaj, gdy boryka się z epidemią koronawirusa. Dobro publiczne nie jest dla niego frazesem" – pisze w "Wyborczej" Maciej Stasiński.
Zwraca też uwagę, że prezydent wetował dekrety rządu i ustawy parlamentarne, ale wzbudza taki szacunek, że "za każdym razem rząd i parlament poprawiali swoje decyzje, nie próbując jego weta obalać".
Jedna z nich dotyczyła zmiany płci po 16. roku życia. Prezydent stwierdził wtedy, że w ustawie nie zapisano obowiązku konsultacji medycznych uzasadniających zmianę płci.
– Proszę Zgromadzenie Republiki, aby ponownie pochyliło się nad tą ustawą, szczególnie nad punktem dotyczącym możliwości wcześniejszej konsultacji medycznej dla obywateli mających mniej niż 18 lat – mówił.
Teraz zapewne będzie go czekała decyzja w sprawie eutanazji. W lutym, przed pandemią, parlament Portugalii zagłosował za legalizacją eutanazji i wspomaganego samobójstwa dla osób nieuleczalnie chorych. "Prezydent może zawetować ustawy" – rozległo się wtedy w mediach.
