
Mateusz Morawiecki w czwartkowym przemówieniu w Sejmie zaatakował opozycję i użył słowa, które ma szansę na stałe wejść do słownika polityków PiS. Premier zaczął straszyć Polaków immobilizmem.
REKLAMA
Mateusz Morawiecki wystąpił o wotum zaufania dla swojego rządu, ale wcześniej wygłosił przemówienie, którym chciał pokazać, jak świetnie radzi sobie Prawo i Sprawiedliwość. Premier zachwalał walkę polskiego rządu z epidemią koronawirusa, a także dobre przygotowanie do kryzysu gospodarczego. Co chwilę odwoływał się krytycznie do opozycji.
Pod koniec szef rządu użył słowa, którym poniekąd chciał postraszyć społeczeństwo. Tak przynajmniej mogło wynikać z jego wypowiedzi.
– Dzięki drodze, którą utorował Andrzej Duda pięć lat temu, zaczęliśmy przełamywać imposybilizm. Dziś jednak grozi nam inna choroba. Immobilizm. Pewien klincz między głównymi siłami w państwie, który w obliczu koronawirusa może być groźny. Może doprowadzić do paraliżu państwa – mówił Morawiecki.
Wyjaśnijmy, że immobilizm, to pojęcie oznaczające paraliż polityczny, jako efekt słabej władzy wykonawczej oraz podziałów parlamentarnych i społecznych.
