
Wypożyczamy książkę. Czytamy, czytamy i nie zwracamy. Potem wstydzimy się, że nie zwróciliśmy albo zapominamy o zwrocie i nie zwracamy jeszcze dłużej. Liczymy na majową amnestię albo dobre serce bibliotekarza. Nie ma chyba osoby, która nie przetrzymywałaby wypożyczonych książek.
REKLAMA
– U nas można trzy razy przedłużać wypożyczenie książki – mówi Agnieszka Będkowska z Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie. – Poszliśmy na rękę czytelnikom, prolongacji można dokonać zarówno osobiście jak i przez telefon czy internet – mówi.
Nie dla wszystkich jest to wystarczające udogodnienie. Ze zbiorów wspomnianej biblioteki przetrzymywane jest wciąż ponad cztery tysiące książek, a najwyższa uzbierana kara wynosi ponad trzy tysiące złotych. Biorąc pod uwagę, że opłata za dzień przetrzymania wynosi 35 groszy, to okazuje się, że największy dłużnik przetrzymuje książkę ponad 23 lata!
To i tak nic w porównaniu z inną krakowską biblioteką, należącą do Uniwersytetu Ekonomicznego. Tam rekord wynosi 30 lat. Tamtejsza placówka zrobiła jednak ukłon w stronę niepokornych przetrzymujących i zamontowała specjalne wpłatomaty, gdzie bez oceniającego wzroku pani bibliotekarki można anonimowo uiścić nasze wstydliwe zobowiązania.
Kara za jeden dzień po terminie w Uniwersytecie Ekonomicznym wynosi 20 groszy i jest to średnia krajowa. Biblioteki radzą sobie z niepokornymi, jak potrafią najlepiej. Pomagają im wpłatomaty, dni amnestii, najczęściej ogłaszane w majowym Dniu Bibliotekarza, a nawet firmy windykcyjne.
W taką zainwestowała biblioteka w Rumii, która latami nie mogła uporać się z odzyskaniem swojej własności. – Kara w naszej bibliotece za jeden dzień wynosi tylko 10 groszy, a i tak zdarzało się, że ludzie chomikowali całe zbiory w domach – denerwuje się bibliotekarka z Rumii. W końcu jej cierpliwość wyczerpała się, a sprawę przejął profesjonalny windykator. Jak się okazuje – całkiem skutecznie. – Teraz zjawisko przetrzymywania książek właściwie nie istnieje – mówi bibliotekarka. – Czytelnicy niemalże w zębach przynoszą książki trzymane latami mając pretensje, że nasyłamy na nich komorników.
W temacie: Biblioteka publiczna – gatunek ginący. Czytelników nie ubywa, ale funduszy coraz mniej
Czy pretensje czytelników nękanych upomnieniami rzeczywiście mogą być uzasadnione? Ostatni przykład z Chicago pokazuje, że niezbyt. To właśnie w tamtejszej bibliotece publicznej ogłoszono pierwszą od dwudziestu lat abolicję. Jeden z dłużników przyniósł „Portret Doriana Greya” Oscara Wilde'a. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że książka była przetrzymywana 78 lat, została wydana w 1911 roku, a nakład całego wydania wynosił 480 ręcznie numerowanych egzemplarzy. Pani Harlean Hoffman Vision, która dostarczyła swoim zwrotem sporych emocji amerykańskim bibliotekarzom, oświadczyła, że książki nigdy nie przeczytała, ale widziała za to film.
Czy pretensje czytelników nękanych upomnieniami rzeczywiście mogą być uzasadnione? Ostatni przykład z Chicago pokazuje, że niezbyt. To właśnie w tamtejszej bibliotece publicznej ogłoszono pierwszą od dwudziestu lat abolicję. Jeden z dłużników przyniósł „Portret Doriana Greya” Oscara Wilde'a. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że książka była przetrzymywana 78 lat, została wydana w 1911 roku, a nakład całego wydania wynosił 480 ręcznie numerowanych egzemplarzy. Pani Harlean Hoffman Vision, która dostarczyła swoim zwrotem sporych emocji amerykańskim bibliotekarzom, oświadczyła, że książki nigdy nie przeczytała, ale widziała za to film.
Nadal nie oddałam do biblioteki "Rogasia z Doliny Roztoki".
Estera
Ostatnio przy okazji remontu znalazłam Koziolka Matolka z biblioteki.
Iga
Trzymam swoje już ze cztery lata, ale wypożyczałam na kartę ze starym adresem i do tej pory nie dostałam powiadomienia.
Kasia
Mój niechlubny rekord to ponad 10 lat. I nie oddam tego egzemplarza nigdy, bo jest podpisany przez autora. Ale znalazłam tę samą książkę w antykwariacie i jakiś rok temu odesłałam do biblioteki.
Justyna
170 zł kary. Był wstyd i nie mogłam sobie kupić nowych butów.
Karina
Jak wynika z raportu Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie najczęstszymi powodami nie oddawania książek wymienianymi wśród czytelników są: wyjazd za granicę, choroba czy... rozwód z małżonkiem, który przetrzymuje wypożyczone egzemplarze. Na ile to jest prawda, a na ile pokrętne tłumaczenia? Ciężko jednoznacznie ocenić, ale jedno jest pewne: nieoddawanie książek jest wstydliwe, a ewentualne zwroty po terminie wiążą się z wielkim stresem.
Ile książek przetrzymują polscy czytelnicy i jakie skarby skryte są w naszych mieszkaniach? Chyba sami wiemy najlepiej. Jak jest z Wami?