
Niemożliwe stawało się możliwe – taka była jego sztuka i taki był sam Janek Dziaczkowski. W warszawskim CSW otwiera się wystawa "Dlaczego nie wszyscy kochamy przygody?" – stworzona przez jego przyjaciół w prezencie dla tragicznie zmarłego rok temu utalentowanego artysty.
REKLAMA
Janek Dziaczkowski – ilustrator, fotograf, autor kolaży – był jednym z najbardziej utalentowanych i wszechstronnych młodych artystów, a do tego świetnym człowiekiem – jego sztuka i osobowość dawały nadzieję na to, że za kilka lat "wyrośnie z niego" narodowe dobro, którym będziemy mogli chwalić się w Tate czy MOM-ie. Niestety nadzieje ukróciła tragedia. Janek Dziaczkowski zginął w Tatrach, pod przełęczą Zawrat.
Jego współpracownicy i przyjaciele od wielu miesięcy pracują nad odpowiednimi sposobami uhonorowania jego pamięci. Jutro rozpoczyna się w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie niezwykła wystawa, w której opowiedzą o nim, o jego pracy i sposobie w jaki widział świat. W tekście kuratorskim czytamy: "[Prace] nie miały zamiaru oddawać się sentymentalnym wspominkom, wyrażać rozpaczy po stracie czy płakać nad tragicznym finałem życia zdolnego artysty. Ich cel był adekwatny do poglądów samego Dziaczkowskiego, którego życie i twórczość łączyły się w niepokornej i całkowicie pozbawionej cynizmu gloryfikacji działania jako takiego."
Karol Hordziej, kurator, dyrektor artystyczny Miesiąca Fotografii w Krakowie, przyjaciel Janka: – Zarówno prywatnie, jak i jako artysta, był człowiekiem, który nigdy nie robił nic na siłę. Wszystko w jego życiu działo się naturalnie, tak po prostu. Kolaże, z których był najbardziej znany traktował bardzo lekko, bo uważał, że przede wszystkim jest malarzem. My zakładaliśmy rękawiczki, żeby z zachwytem je przeglądać, a jemu one niemalże wypadały z kieszeni. I chociaż sam Janek uważał te kolaże za poboczny nurt swojej działalności, to wydaje mi się, że świetnie chwytały one esencję jego osoby. Kolaż to niemożliwe, które staje się możliwe. Janek był właśnie taki. Wszystko w jego życiu cudownym sposobem się udawało. Był jednym z nielicznych znanych mi ludzi, którzy na tyle dobrze czuli się ze sobą, że potrafili po prostu być.
– Janek miał takie piękne życie: świetną dziewczynę, karierę, jednak nie sposób mu było zazdrościć. Jego osiągnięcia nie wywoływały frustracji, tylko inspirowały. Podobnie jak Janek działały na mnie "Wykłady o ciszy" Johna Cage'a. Jest taka kategoria dzieła sztuki – które nie onieśmiela, a zachęca do poszukiwań. Postać Janka nie prowokowała, aby go kopiować, ale żeby wprowadzać poprawki do własnego życia – wspomina Karol.
Twórczość Dziaczkowskiego była uroczo staroświecka, jego kolaże pachniały wdziękiem starego "Przekroju", były dowcipne i niewymuszone, pełne elegancji i filuterności jednocześnie. Tę technikę uwielbiał od małego. W dzieciństwie wspólnie z ojcem robił wyklejanki i kompozycje ze zdjęć wycinanych z różnych czasopism. Kompletował też systematycznie zbiory interesujących wycinków, tworząc zasobny magazyn obrazków ze świata.
Jego prace były czystą wizualną poezją. Nie przypadkiem Sylwia Chutnik wspominając Janka Dziaczkowskiego w tekście "Ścinki z życia" na swoim blogu przytoczyła nazwisko innej krakuski i miłośniczki kolażu, poetki Wisławy Szymborskiej. Były też radośnie pop-artowe i bezczelnie pozytywne. Pobudzały do myślenia, snucia skojarzeń, nawet, a może szczególnie fantastycznych, były kuksańcem dla wyobraźni. Kuksańcem niewielkim – bo w kameralnych formatach, często wielkości pocztówki lub wyciętych z książek ilustracji – ale wspaniale skutecznym. Materiałem, z którego Dziaczkowski budował swoje prace były zazwyczaj stare pocztówki, zdjęcia, ilustrowane pisma sprzed lat, książki i albumy wyszperane wśród staroci. "Cała magia kolażu polega na tym, że papier ma swoją historię. Za nią kryją się ludzie, dzieła a to ma dla mnie ogromne znaczenie. To są przedmioty, które podróżowały, ludzie trzymali je na kominku, w szafce. Różne elementy razem połączone tworzą nową historię. Czasami dwa różne elementy dzieli nawet 50 lat, a połączone razem tworzą harmonię" – mówił artysta.
Wystawa-prezent dla Janka Dziaczkowskiego nosi nazwę zaczerpniętą z tytułu pracy: "Dlaczego nie wszyscy kochamy przygody?", bardzo nietypowego dla Janka kolażu – bo umieszczonego w przestrzeni publicznej, na 15 metrowej powierzchni. Na ścianie Warszawy Powiśle znalazł się psychodeliczny krajobraz, który łączył w sobie widoki z Parku Yosemite i Alaski, egzotyczne rośliny, plażowe parasole, dinozaury. Jak podaje Culture.pl: "Większość zdjęć wykorzystanych do tego kolażu Dziaczkowski wyciął ze starych numerów "National Geographic", mających dla niego wartość sentymentalną: w domu przechowywał kilkanaście roczników tego pisma, które w dzieciństwie przysyłał mu dziadek z Afryki". Pod tym krajobrazem tłoczyły się potem marzące o wolności i przestrzeni mieszczuchy fundujące sobie kolejną wódkę w upragniony weekend.
Janek tymczasem zafundował sobie podróż po Stanach. Nie przywiózł jednak stamtąd dokumentacji amerykańskich krajobrazów. Tymi najprawdziwszymi obrazami znów okazały się te zmyślone, ulepione z książek, filmów, mitów, kłamstw i marzeń. Tym razem malarskie. Szczególnie prześmiewczy i zabawny jest ten o tytule "Szkoła amerykańska" Na tle domu z płyty wiórowej widać Jima Morrisona, Boba Dylana, Davida Lyncha, Wiliama Burroughsa, Kena Keseya, Jacka Kerouaca, Neala Cassidy, Allana Ginsberga i… Jana Dziaczkowskiego z kolegą.
"Dlaczego nie wszyscy kochamy przygody – opowieść o Janku Dziaczkowskim" to również tytuł rozpoczynającej się wystawy stworzonej przez jego przyjaciół. Ola Dziaczkowska: – Ta wystawa powstała w czasie długich rozmów na wspólnych spotkaniach po śmierci Janka. Chcieliśmy wtedy bardzo coś mu od nas powiedzieć i bardzo cię cieszę, że nie skończyło się na gadaniu, że nasze chcenie przetrwało, że zdołaliśmy te rozmowy doprowadzić do realnego efektu. Ta wystawa to opowieść o nim naszymi słowami – a raczej poprzez sztukę: głównie obrazy, ale także instalacje i video.
– Każda praca to prezent dla niego, fragment relacji z nim. Każdy prezent jest w obrębie wystawy wyjaśniony – dlaczego taki, jaki kontekst odnosi go do Janka. Bardzo się cieszę, że to nie jest wystawa dla zamkniętego środowiska, w jakiejś zamkniętej galerii, ale że znajduje się w miejscu publicznym, do którego może wstąpić także ktoś, kto dopiero Jasia pozna. Myślę, że to inicjatywa zupełnie wyjątkowa. Nie słyszałam nigdy o podobnej wystawie. Myślę, że przede wszystkim jest bardzo dobra. I nie chodzi mi tylko o wartość artystyczną – bo Janek był dobrym człowiekiem.
Partnerem wystawy jest Fundacja Sztuk Wizualnych. Jan Dziaczkowski współpracował z prowadzoną przez nią Galerią ZPAF i S-ka od 2008 roku. Obecnie Fundacja na mocy porozumienia ze spadkobiercami twórczości Dziaczkowskiego rozpoczęła realizację projektu archiwizacji, digitalizacji i promocji jego twórczości.
Uczestnicy wystawy: Aleksandra Bujnowska, Wiktor Dyndo, Anna Fryer, Michał Frydrych, Tymek Jezierski, Arkadiusz Karapuda, Piotr Kopik, Dorota Kozieradzka, Róża Litwa, Marcin Masecki, Olga Mysłowska, Ivo Nikić, Olka Osadzińska, Matylda Papapietro, Łukasz Rayski, Aleksander Ryszka, Candelaria Saenz Valiente, Michał Szuszkiewicz, Michał Szwarc i Arnie Taylor.
Dlaczego nie wszyscy kochamy przygody? Opowieść o Janku Dziaczkowskim
15 września – 28 października 2012
Otwarcie wystawy: 14 września o godz. 18.00
Kurator: Marcin Krasny
