
W poniedziałek do dymisji podał się cały rząd Libanu. To następstwo tragicznego w skutkach wybuchu, do którego 4 sierpnia doszło w bejruckim porcie oraz brutalnego zdławienia protestów oburzonych Libańczyków.
REKLAMA
Jeszcze przed ogłoszeniem, że do dymisji podaje się cały rząd Libanu z premierem Hassanem Diabem na czele, na ustąpienie ze stanowisk zdecydowali się minister sprawiedliwości Marie Claude Najm, minister informacji Manal Abdel Samad oraz minister środowiska Damianos Kattar.
To próba wyjścia z twarzą po tragedii w Bejrucie, gdy w wyniku wybuchu źle zabezpieczonej w portowych magazynach saletry amonowej zginęło ponad 160 osób, 6 tys. zostało rannych, a libańska stolica wymaga wieloletniej odbudowy, która pochłonie miliardy euro. Liczba osób, które straciły dach nad głową może sięgać nawet 300 tys.
Jak informowaliśmy w naTemat.pl, kilka dni po wybuchu na ulice Bejrutu wyszły tłumy poirytowanych Libańczyków, którzy domagali się ukarania decydentów i lepszej pomocy dla ofiar. Manifestanci szturmowali siedziby ministerstw i parlamentu, na co libańskie służby odpowiedziały brutalnymi pacyfikacjami. W wyniku tych starć rannych zostało 110 osób.
źródło: Al Jazeera
